11 Maj

Urzędowa wymiana pism, czyli co Przewodniczący RM wiedzieć powinien

pismo

Jakiś czas temu opublikowałem list Przewodniczącego Rady Miasta, będący odpowiedzią na zorganizowaną przez Stowarzyszenie DLA OLEŚNICY inicjatywę pomnikową pod hasłem „Pomnik przyrody, świadek historii”. Niniejszym pragnę poinformować, że korespondencja z Radą Miasta trwa w najlepsze. I jest coraz ciekawiej!

Po ostatnim liście Przewodniczącego Rady Miasta zapanowała wiekopomna długa cisza. Ja milczałem – znacząco – w oczekiwaniu na wyniki analizy drzewostanu na terenie miasta, którą to zapowiedział pan Przewodniczący. Powód milczenia pana Przewodniczącego nie jest oficjalnie znany, ale mogę się domyślać, że milczał z nadzieją, że o pomnikach zapomnimy i że nikt nie będzie wracał do tego niewygodnego tematu. Albo po prostu nie miał nic do powiedzenia… Ale nie, pan Przewodniczący ZAWSZE MA COŚ DO POWIEDZENIA, o czym można się przekonać co miesiąc na posiedzeniu Rady Miasta.

I tak sobie trwaliśmy w tym błogim milczeniu…

W tak zwanym międzyczasie zgłosił się do nas radny Wiesław Piechówka z prośbą o korektę złożonych już wniosków, bo podobno wśród wytypowanych przez nas drzew znalazły się „samosiejki”, których system korzenny miałby poważnie zagrażać konstrukcji Zamku Książęcego. By zatrzymać ten proces, należałoby owe samosiejki powycinać. Wbrew panującemu w urzędzie przekonaniu ekoterrorystami nie jesteśmy, więc do wniosku radnego się przychyliliśmy i korekty wniosków dokonaliśmy. A ponieważ od ostatniego (bardzo oszczędnego w treści) pisma pana Przewodniczącego minęło już grubo ponad pół roku, postanowiliśmy skorzystać z okazji i zapytać, jakie są wyniki owej analizy drzewostanu. Przygotowaliśmy więc kolejne pisemko, które złożyliśmy do Biura RM w dniu 26 marca 2013 roku. I tym samym jednostronnie zerwaliśmy ten niepisany pakt milczenia z cichą (!!!) nadzieją, że uda nam się cokolwiek dowiedzieć.

Odpowiedź, którą otrzymaliśmy już po kilku dniach, nie wróży dobrze. Wyłania się bowiem z niej niepokojący obraz organu samorządowego kierowanego przez osoby niekoniecznie kompetentne, zagubione wśród przepisów prawa i niekoniecznie świadome praw obywateli i swoich własnych obowiązków; organu, w którym rolę wyroczni pełni tajemniczy twór pod nazwą „Porozumienie Radnych Rady Miasta VI kadencji.”

Po kolei:

w swoim krótkim, jakże oszczędnym w słowach piśmie, pan Wiceprzewodniczący wspomina o owej ekspertyzie (analizie) przeglądu drzew, którą rzekomo zlecił Urząd Miasta, a do której inspiracją były złożone przez nas wnioski. I wszystko dobrze, gdyby nie to, że autor pisma nie podaje żadnych konkretów. Kto, kiedy i jak wykonał tę ekspertyzę? Jakie były jej wnioski? Co zawierał protokół z tej ekspertyzy? Niestety pan Wiceprzewodniczący, sam fakt ekspertyzy potraktował w sposób raczej zdawkowy i nie uraczył nas konkretami. Dlaczego? Może były niewygodne?

Idziemy dalej:

„(…) niecelowym jest przygotowywanie uchwał, które mogą powodować, że zostaną stworzone bariery, wywołujące skutki, trudne do określenia w obecnej chwili.”

To bardzo niefrasobliwe stwierdzenie pana Wiceprzewodniczącego, którym w dodatku zaprzecza swoim zapewnieniom o poszanowaniu i dbałości o stan przyrody. Skoro zapisy ustawy o ochronie przyrody kojarzą się panu Wiceprzewodniczącemu tylko z „barierami” i ich „trudnymi do przewidzenia skutkami”, to wszyscy pogratulujmy panu Wiceprzewodniczącemu wyjątkowej świadomości ekologicznej i stanu wiedzy na temat ochrony przyrody. Owszem, ustawa nakłada pewne ograniczenia, ale w zamierzeniu ustawodawców mają one bardzo konkretny cel: chronić przyrodę, chronić konkretne okazy przyrody ożywionej (i nieożywionej) przed niszczycielską, często bezmyślną i krótkowzroczną działalnością człowieka. Czy taka prawna, formalna ochrona pomnika przyrody nie jest przejawem SZCZEGÓLNEJ dbałości o stan przyrody, o której zapewnia nas pan Wiceprzewodniczący?

W tym samym akapicie pan Wiceprzewodniczący pisze bardzo ciekawe zdanie:

„Powyższe, podzielają radni, z Porozumienia Radnych Rady Miasta VI kadencji.”

Czymże jest mityczne „Porozumienie Radnych Rady Miasta VI kadencji”, że występuje w roli OPINIODAWCY wniosków złożonych przez mieszkańców Oleśnicy? Wydaje mi się, że poza samymi zainteresowanymi, niewiele jest osób, które potrafiłyby jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Mam tu na myśli również dziennikarzy oleśnickich mediów, którzy dość często używają stwierdzenia „Porozumienia Radnych”, jednak bez wnikania, czym owo porozumienie jest. Chyba łatwiej powiedzieć CZYM „Porozumienie Radnych Rady Miasta VI kadencji” NIE JEST. Otóż według naszej najlepszej wiedzy, twór zwany „Porozumieniem Radnych” nie ma żadnego umocowania w Ustawie o samorządzie gminnym z dnia 8 marca 1990 roku. Nie jest również żadnym statutowym organem ani miasta, jako jednostki samorządu terytorialnego, ani rady miasta, jako organu kontrolnego i uchwałodawczego. Nie jest też żadnym stowarzyszeniem ani formalną organizacją posiadającą osobowość prawną. Jakim prawem zatem osoba kierująca pracami Rady Miasta powołuje się na „Porozumienie Radnych” i jego opinię w sprawie, w której która należy do wyłącznych właściwości samej Rady Miasta, a nie pewnej – nawet nie wiadomo, czy formalnej – grupy radnych występujących pod wspólnym szyldem „Porozumienia”? Czy tzw. „Porozumienie” może w ogóle występować jako opiniodawca w jakiejkolwiek sprawie? Czy jego opinie mogą być wiążące? Z tymi pytaniami należy zwrócić się do kierownictwa Rady Miasta. Choć akurat po szefostwie Rady Miasta można się spodziewać każdej, nawet najbardziej niedorzecznej odpowiedzi. W imię tzw. „wyższych celów”, oczywiście!

I na koniec szczegóły techniczne.

Kodeks Postępowania Administracyjnego, obowiązujący również Przewodniczącego Rady Miasta mówi wyraźnie, iż organ właściwy do załatwienia wniosku powinien załatwić wniosek

„bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu miesiąca.” (Art 244 § 1.)

„W razie niemożności załatwienia wniosku w terminie (…) właściwy organ obowiązany jest w tym terminie zawiadomić wnioskodawcę o czynnościach podjętych w celu rozpatrzenia wniosku oraz o przewidywanym terminie załatwienia wniosku.” (Art 245)

Wnioski o objęcie drzew ochroną pomnikową złożyliśmy 13 czerwca 2012 roku. Pierwsze pismo, o tym, że nasze wnioski zostały przesłane do Urzędu Miasta, dostaliśmy – po ustnym napomnieniu – 30 sierpnia 2012 roku, a więc po 11 tygodniach od złożenia wniosków. Kolejne pismo – z przypomnieniem, że wciąż nie otrzymaliśmy konkretnej odpowiedzi na nasze wnioski – złożyliśmy do Biura Rady Miasta w dniu 26 marca 2013 roku. Odpowiedź, której obszerne cytaty właśnie zamieszczam – otrzymaliśmy 4 kwietnia 2013 roku. Minęło zatem prawie 10 miesięcy od złożenia wniosków. W żadnym z pism nie zostaliśmy poinformowani o przewidywanym terminie załatwienia wniosków. Opieszałość kierownictwa Rady Miasta jest ewidentna. Ale oczywiście Wiceprzewodniczący bezkrytycznie nie zauważa problemu, czym tylko potwierdza swoją niewiedzę na temat obowiązującego go prawa.

No cóż… W przypadku przeciągających się spraw każdemu przysługuje prawo złożenia skargi do wojewody. Do tej pory nie korzystaliśmy, ale jeśli sytuacja będzie się powtarzać, to kto wie…?

Kolejne pismo Stowarzyszenia zostało złożone wczoraj w Biurze Rady Miasta. Choć trzeba przyznać, że korespondencja z ludźmi, którzy używają niedorzecznych i często bezpodstawnych argumentów, do łatwych nie należy. Rzeczowe, konkretne argumenty toną w potoku słów pozbawionych treści, płynącym ze strony osób, które stanowią prawo w naszym mieście i nie dopuszczają do siebie myśli o obywatelskiej inicjatywie uchwałodawczej.

Damian Siedlecki

Damian Siedlecki

Oleśniczanin z wyboru i zamiłowania.

More Posts - Website

Follow Me:
TwitterFacebookGoogle PlusYouTube

Jedna myśl na temat “Urzędowa wymiana pism, czyli co Przewodniczący RM wiedzieć powinien

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *