7 Gru

Pałka, śrubka i kołek

Oleśnicki radny też człowiek i swoje hobby ma. Niech ma – nic nam do tego. Ale czy naprawdę musi informować o tym akurat podczas obrad RM?

Swoją niszę znalazł także radny Mirosław Pałka (SLD), który na ostatniej sesji Rady Miasta zrobił taki oto coming out:

„[…] jest jedna z zjeżdżalni trochę uszkodzona. Mianowicie, przy tej największej, przy wejściu, przy drabince, są poluzowane śruby oraz kołki. Chwięje się cała… Grozi to, naprawdę, jakimś niebiezpiecznym wypadkiem. To tyle.”

Znak, że p. Pałka pasjami majsterkuje, a śrubka i kołek nie są mu obce. Pytanie tylko, co p. Pałka chciał osiągnąć upubliczniając swoje zainteresowania wszem i wobec, i zwracając się z nimi – oficjalnie – do samego Burmistrza? Bo tego już p. radny nie sprecyzował…

Być może chodziło o wspólny – z Burmistrzem – wypad z młoteczkiem i wkrętakiem w kierunku owej uszkodzonej zjeżdżalni, celem poskromienia niesfornej śrubki i niesubordynowanego kołka? Może chciał się wybrać sam, ale bał się, że służby miejskie przyłapią go na gorącym uczynku? Być może chciał zapytać Burmistrza – budowlańca z wykształcenia – o poradę, ale nie śmiał był dokończyć? Cóż… Można się tylko domyślać…

A tak na poważnie.

Czy to wypada, by osoba, która pojawia się w przedwyborczych rankingach, jako potencjalny kandydat jednej z ogólnopolskich partii do burmistrzowskiego fotela, w dodatku były już, wieloletni wiceprzewodniczący Rady Miasta, zawracał Burmistrzową głowę TAKIMI PIERDOŁAMI?!?! Czy nie prościej byłoby, gdyby p. Pałka ze swoim problemem udał się do urzędnika nieco niższego szczebla? Albo nawet gdyby sam wziął śrubokręt, młotek i zrobił, co trzeba? No chyba nie, bo chodzi o wykazanie się i pokazanie swojej aktywności. A byle wnioskowi byle radny musi nadać oficjalną drogę urzędową, poczynając od burmistrzowego szczebla…

Otóż szczerze życzę p. Pałce, gdy już zdarzy mu się być wybranym na Burmistrza, by nowo wybrani radni również jemu zawracali gitarę TYLKO takimi „problemami”. Jak ta śrubka i ten kołek…

19 Paź

Bajka o budżecie, czyli Kowalski pisze wniosek do Urzędu

Urzędnik powiedział do Kowalskiego: „Słuchaj no, Kowalski! Robimy budżet na przyszły rok… Jakbyś miał jakiegoś pomysła, to napisz wniosek! Jak nam starczy na to, co wydać musimy, to może i uda się Twój pomysł zrealizować!” Zaskoczony Kowalski zaniemówił przez chwilę… „Ale jaki pomysł?” „Jak jaki? Może drzewko chciałbyś posadzić? Może piaskownicę dla dzieciarni urządzić? Chodnik do remontu? Cokolwiek!” „Naprawdę?!” – Kowalski trwał w swoim pozytywnym zdumieniu. Odparł: „Wiesz co, Urzędnik? Ja się zastanowię!

 Wrócił Kowalski do domu strasznie przejęty…  Nie bardzo mógł uwierzyć w swoje szczęście. Wizja, którą roztoczył przed nim Urzędnik była piękna. Ale może ZBYT piękna?! Postanowił sprawdzić… i oniemiał po raz kolejny! Oto co przeczytał:

Wnioski o ujęcie zadań w budżecie składane mogą być przez radnych Rady Miasta Oleśnicy (zwanej dalej Radą), mieszkańców Miasta, organizacje pozarządowe i inne podmioty w terminie do 30 września. Wnioski powinny zawierać nazwę zadania (czynności), jego krótką charakterystykę, uzasadnienie realizacji i w miarę możliwości wnioskodawcy, szacunkowy koszt. Wnioski te podlegają merytorycznej weryfikacji przez Naczelników odpowiednich Wydziałów Urzędu.”

Oto bowiem okazało się, że on, zwykły, szary obywatel, może mieć wpływ na miasto w którym żyje, a jego pomysł – jeśli znajdzie uznanie i jeśli znajdą się w budżecie środki na jego podjęcie – może przyczynić się do tego, by żyło się lepiej. Mieszkańcom.

I wtedy właśnie Kowalski poczuł, jak duża odpowiedzialność na nim ciąży. Zdał sobie sprawę z tego, że pomysł, który miał wymyślić, nie powinien być ot, taki: pierwszy, który mu do głowy przyjdzie. I zdecydowanie nie powinien dotyczyć jego samego, ale części społeczności w której żyje: sąsiadów, mieszkańców ulicy, osiedla na którym mieszka. Zadanie trudne, a temat niebanalny.

I zaczął Kowalski intensywnie myśleć. „Chodniki wyremontowane. Dzieci do szkoły chodzą… W szkole szału nie ma, ale jest schludnie.” Siedział i głowił się. Był bardzo przejęty zadaniem, które powierzył mu Urzędnik. I nagle… „EUREKA! Wiem!

Do głowy przyszedł mu MOST. Gdy idzie do centrum, musi nadkładać spory kawałek drogi. W dodatku w rzece ostatnio zalęgły się krokodyle, więc tym bardziej przydałaby się nowa przeprawa. Taki most ułatwiłby życie jemu samemu, wszystkim mieszkańcom całej dzielnicy, w której mieszka, ale nie tylko.  Ucieszyliby się też kierowcy, bo i korków byłoby mniej. Dobrze byłoby, gdyby miasto wybudowało taki most. Napisał więc wniosek o zarezerwowanie środków w budżecie miasta na budowę mostu. Wysłał wniosek i spokojnie czeka…

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Najpierw padło pytanie: „Panie Kowalski, a dlaczego tak dużo?” No cóż… Kowalski specjalistą od budowania mostów nigdy nie był, dlatego wydawało mu się, że mosty są duże, to i kosztują dużo. A jeśli uda się miastu taniej zbudować ten most, to tym lepiej.

Potem na wniosek Kowalskiego zareagowała Skarbniczka: „Domyślam się, że skoro Pan Kowalski złożył wniosek o dotację w sprawie mostu, to posiada on uprawnienia z zakresu budowy dróg i mostów.

W tym momencie Kowalski zdębiał: „Ale jaką dotację? Ja żadnego wniosku o dotację nie składałem! Mój wniosek, zgodnie z zapisami w prawie lokalnym, dotyczył prośby o ujęcie budowy mostu w projekcie budżetu na przyszły rok. Przecież to nie ja mam budować ten most, tylko specjaliści. Ja nawet nie umiem budować, a jedyną rzeczą, jaką w swoim życiu zbudowałem, to karmnik dla ptaków.

Atmosfery absurdu dopełnił Radny (albo powołujący się na niego Dziennikarz): „A czy czasem Kowalski nie startował w ostatnich wyborach? Jeśli tak, to wniosek Kowalskiego ma podtekst polityczny! Nie może być tak, że o dotacje z budżetu miasta ubiegają się osoby o politycznych aspiracjach!

Kowalski usiadł i z trudem wydusił z siebie: „Co oni wszyscy mają z tymi dotacjami? Ja… Ja tylko chciałem, żeby miasto zbudowało most… Dla mieszkańców… Tylko tyle…

Dziwne, że Radny sam nie pomyślał to tym, że z tego samego ugrupowania, co on sam, startowali również inni wnioskodawcy… Ale to drobny szczegół…

I w ten oto sposób Urzędnik po raz kolejny zakpił sobie z Kowalskiego. A sam Kowalski został potraktowany przez aparat urzędniczy, jak na miasto z wieloletnimi tradycjami obuwniczymi przystało, czyli…

 …Z BUTA!

A morał z tej historyjki jest taki: między zwykłym Kowalskim, a Urzędnikiem znajduje się niewidzialna bariera nie do przekroczenia.  Przeszkoda ta powoduje znacznie utrudnia komunikację na linii Kowalski-Urzędnik (co ciekawe, w w przeciwnym kierunku komunikacja odbywa się bez zakłóceń), często zmieniając jej sens. To z kolei powoduje, że  faktyczny wpływ Kowalskiego na to, co dzieje się wokół niego (no, może poza wyborami) jest zwykłym złudzeniem, gdy na przeszkodzie staje aparat urzędniczy! I nawet gdyby Kowalski starał się jak mógł, to i tak Urzędnik go nie zrozumie: gdy Kowalski ma jakiś pomysł i z tym pomysłem zwraca się do Urzędu Miasta, nie chcąc nic w zamian, to nie mieści się w urzędniczych głowach Urzędnika, Skarbniczki, nauczycielskiej głowie Radnego i dziennikarskiej głowie Dziennikarza. No bo o co innego Kowalski może pisać wnioski, jeśli nie o dotacje?!?!?!