11 Lut

Radny głosuje więc jest

Co radny ma na sesji? Radny ma na sesji BYĆ i GŁOSOWAĆ! Oprócz tego ma jeszcze komputerek, projekty uchwał i kontakt z obsługą biura Rady Miasta.

Czyli praktycznie wszystko, co niezbędne, by być wiernym słowom składanej przysięgi:

Wierny Konstytucji i prawu Rzeczypospolitej Polskiej, ślubuję uroczyście obowiązki radnego sprawować GODNIE, RZETELNIE I UCZCIWIE, mając na względzie dobro mojej gminy i jej mieszkańców.

Z tą godnością i rzetelnością bywa różnie… Zwłaszcza gdy radny z jakichś sobie tylko wiadomych powodów, będąc na sali, uczestnicząc w obradach, świadomie nie bierze udziału w głosowaniu. Jest to dość częsta i nader dotkliwa przypadłość oleśnickich radnych, o czym można się przekonać po zapoznaniu się z protokołami poszczególnych sesji RM: „Na ogólną liczbę 21 Radnych – w sesji uczestniczyło 20 Radnych (…). W głosowaniu wzięło udział 18 Radnych (…), 17 Radnych (…), 13 Radnych”. Zaledwie 13 radnych wzięło udział głosowaniu nad niepotrzebnym i pozbawionym głębszego sensu stanowiskiem w sprawie Telewizji Trwam i jej miejsca na cyfrowym multipleksie (gdyby wszyscy radni zagłosowali, takie dziwaczne stanowisko prawdopodobnie zostałoby odrzucone).

Regulamin Rady Miasta uchwalony w 2003 roku mówi:

W głosowaniu jawnym radni głosują przez podniesienie ręki. Za głosy oddane uznaje się te, które oddano „ za”, „przeciw” oraz „wstrzymuję się”,

co w myśl zasady „co nie jest zabronione, jest dozwolone” oznacza tyle, że brak udziału w głosowaniu jest równoznaczny z brakiem oddanego głosu, a zatem z głosem nieważnym. OK, niech będzie…

Ale jeśli już ma się mandat mieszkańców i w ich imieniu zasiada się w tak szacownym gronie, to wypadałoby GODNIE i RZETELNIE tych mieszkańców reprezentować, zabierając głos „ZA”, „PRZECIW” lub zwyczajnie wstrzymując się od głosu, bowiem zawsze jest taka możliwość…

Co może oznaczać nieprzystąpienie do głosowania? Niektórzy radni traktują tę opcję jako sposób na demonstrację protestu, trochę ostentacyjnego sprzeciwu,  przeciwko czemuś. Przed głosowaniem jest zawsze czas na dyskusję i zwykle taki radny zapowiada, że nie będzie głosował bo… i tu wymienia listę powodów. W porządku, takie stanowisko jestem w stanie ewentualnie zrozumieć.

Ale jak rozumieć radnych, którzy nie biorą udziału w dyskusji, siedzą i patrzą się jak te cielątka na malowane wrota i gdy przychodzi do głosowania, to z 3 opcji do wyboru, wybierają TĘ CZWARTĄ??!! Jeśli się wahają pomiędzy „ZA” a „PRZECIW”, dlaczego nie podnoszą ręki w momencie, gdy Przewodniczący Rady Miasta grzecznie pyta „Kto się wstrzymał?” Dało się zauważyć, że w co najmniej kilku przypadkach, gdy głosowanie miało dotyczyć kwestii światopoglądowych (TV Trwam itp.), część radnych uchylała się od oddania ważnego głosu, po to, by nie stać się obiektem ewentualnej krytyki swoich wyborców. Zresztą jeden z radnych (przez uprzejmość nie podam nazwiska) sam przyznał mi się to tego typu praktyk.

Zatem: „godnie, rzetelnie i uczciwie„? Zapomnij człowieku! Jakiegoś sobie radnego wybrał, takiego masz!

Radnego nie można zmusić do brania udziału w głosowaniach, nie można go również ukarać. Jednak mało kto wie (a już na pewno o taką wiedzę nie posądzałbym naszych radnych), że istnieje prawna możliwość uzależnienia wysokości diety radnego od jego aktywności w głosowaniach. Przykład idzie z góry: art. 24 Regulaminu Sejmu nadaje Marszałkowi prawo do obniżenia uposażenia i diety posłowi, jeśli ten nie weźmie udziału w głosowaniach. Podobny zapis można znaleźć w Regulaminie Senatu RP (art. 22). W tej chwili również niektóre samorządy (np. rada m. st. Warszawy) w swoich regulaminach/statutach zawarły odpowiednie regulacje, które pozwalają zmniejszyć wysokość diety radnych, którzy uchylają się od udziału w głosowaniach nad projektami uchwał, mniej lub bardziej ważnych dla lokalnej społeczności. A warto przypomnieć, że ustawa o samorządzie gminnym nakłada na radnego obowiązek kierowania się dobrem wspólnoty samorządowej, a nie własnym interesem i strachem przed krytyką wyborców.

Radny ma obowiązek brania udziału w pracach rady gminy i jej komisjach oraz w innych instytucjach samorządowych, do których został wybrany lub desygnowany (art. 24 ustawy o samorządzie gminnym).

Głosowanie w trakcie obrad rady jest najważniejszym i najbardziej namacalnym przejawem aktywności i skuteczności radnego na forum rady. To w trakcie głosowania radny wyraża swój pogląd i opinię na temat rozwiązań przyjmowanych przez radę. Brak udziału w głosowaniach można odbierać jako uchylanie się od wykonywania obowiązków nałożonych przez ustawę o samorządzie.

Nie liczyłbym na to, że radni obecnej kadencji nagle doznają olśnienia i obywatelskiego „nawrócenia”, bo większość z nich to stare, samorządowe wygi ze  zbyt długim (za długim!!) doświadczeniem w „pracach” rady i z umysłami tkwiącymi gdzieś na pograniczu epok. Ale warto mieć nadzieję, że to się kiedyś zmieni…

sesja_glos

 

24 Kwi

Źle się stało…

Źle się stało, że CBA podczas kontroli w oleśnickim Urzędzie Miasta wykryło nieprawidłowości, które mogą wskazywać na złamanie przepisów zawartych w ustawie o zamówieniach publicznych. Sprawa błaha, ale doliczyłem się co najmniej kilku powodów, by stwierdzić, że źle się stało.

Przede wszystkim dlatego, że nadszarpnięty został wizerunek osób odpowiedzialnych za przeprowadzenie feralnego przetargu. Co prawda raport CBA to TYLKO wskazanie na możliwość złamania procedur, a do wiążących decyzji (które wcale nie muszą być takie krytyczne, jak wspomniany raport) w tej sprawie jeszcze daleka droga, ale… No właśnie. Dla kryształowego wizerunku taki krytyczny raport to skaza.

Źle się stało również dlatego, że do tej pory tę błahą sprawę można było skutecznie bagatelizować: mówiło się o utyskiwaniach anonimowych internautów i niepokornych blogerów czy o nieuzasadnionych domysłach dociekliwych mediów. Tym razem do tego naszego lokalnego „piekiełka” wkroczył zewnętrzny (czytaj: niezależny) organ kontrolny. Poszperał, powąchał i pogroził palcem. Zrobił to nie w kierunku internautów, czy mediów, ale właśnie w kierunku urzędników.

I wreszcie źle się stało, ponieważ Urząd Miasta poczuł się w obowiązku, by odpowiedzieć na te zarzuty i wyjaśnić nam, mieszkańcom Oleśnicy, o co chodzi. Złe, a właściwie nieporadne, okazały się wyjaśnienia zawarte w opublikowanym na stronie miasta stanowisku, w którym padają ostre słowa pod adresem organu kontrolnego, jakim jest CBA:

(…) można odnieść wrażenie, (…) że celem przedmiotowej kontroli nie było ustalenie prawdy obiektywnej, lecz jedynie udowodnienie wcześniej przyjętej tezy i tym samym obrona kosztownej decyzji dotyczącej podjęcia tej kontroli„.

Jeśli dobrze rozumiem zacytowane tutaj stwierdzenie, to UMO podważa wiarygodność, a przede wszystkim niezależność śledczych i uważa, że ktoś wywierał na nich naciski, by ostateczny wynik kontroli był niepomyślny dla kontrolowanego urzędu. Któż mógłby to być? Któż mógłby mieć tak ogromne wpływy, by stawiać przed agentami służb specjalnych jakiekolwiek tezy i wymagać od nich ich udowodnienia? Oleśniccy internauci? Może oleśnickie media? Chyba nieeee… A jeśli nie oni, to kto taki? Odpowiedź na to pytanie chciałbym kiedyś poznać…

Zgodzę się z opiniami, że cała ta sprawa z urzędowym citroenem jest tak mało istotna, że aż żenująca; że oleśniczanie mają prawo być już zmęczeni tym wałkowanym od prawie roku tematem; że są ważniejsze sprawy, którymi powinni się zajmować urzędnicy. Ale po lekturze OFICJALNEGO stanowiska Urzędu Miasta odnoszę wrażenie, że urzędnicy (wcale nie twierdzę, że wszyscy – po prostu osoby najbardziej uwikłane w całą sprawę) sami brną w tę samonakręcającą się spiralę niedomówień, nieścisłości, wzajemnych zarzutów i oskarżeń i w całej tej nużąco-męczącej połajance wcale nie pozostają dłużni. Nawet wobec państwowych organów kontroli.

A ja bym zwyczajnie chciał, by urzędnik sumiennie i rzetelnie wykonywał swoje obowiązki; by znał się na swojej pracy, na obowiązującym prawie i potrafił się do niego stosować; by nie rzucał słów na wiatr, by nie szastał oskarżeniami na prawo i lewo tylko dlatego, że ktoś zwrócił mu uwagę. By rzecznik prasowy konkretnie i rzetelnie odpowiadał na wszystkie zadawane mu pytania; by ważył każde swoje słowo i wreszcie by zdał sobie sprawę z tego, że to on jest głosem całego Urzędu.