18 Maj

Urzędnik wie lepiej

Opowieści pomnikowo-przyrodniczej ciąg dalszy. Sprawa pozornie niewinna i prosta: ot, pomniki przyrody… Ale jak się okazuje, ta niby niepozorna sprawa dla aparatu urzędniczego staje się tematem niemożliwym do zaakceptowania. Sprawa ta ukazuje – jak na dłoni – mechanizmy i schemat podejmowania decyzji w ratuszu, według których oddolna inicjatywa mieszkańców napotyka samorządowo-urzędniczy beton i staje się dlań problemem nie do przejścia.

Dla przypomnienia – w telegraficznym skrócie:

13 czerwca 2012 roku Stowarzyszenie Dla Oleśnicy złożyło wnioski pomnikowe dotyczące 31 drzew;

30 sierpnia 2012 roku przychodzi pismo od Przewodniczącego RM, w którym jest mowa o niezależnej analizie drzewostanu na terenie miasta. Konkretów brak.

26 marca 2013 roku Stowarzyszenie, na prośbę jednego z radnych, złożyło do Biura RM pismo zawierające korektę wniosków i zapytanie o wyniki analizy drzewostanu;

3 kwietnia 2013 roku przychodzi pismo (podpisane przez Wiceprzewodniczącego RM), w którym jest mowa o „niezależnej ekspertyzie przeglądu drzew na terenie miasta”, która „jest zbieżna tylko co do pięciu wskazanych [przez Stowarzyszenie] drzew.” Dalszych konkretów brak.

Najwyraźniej nieudzielanie konkretnych odpowiedzi jest domeną ludzi „ważnych”, o ponadprzeciętnym poczuciu własnego „ego”. Albo takich, którzy albo nie mają nic do powiedzenia. Albo mają wiele do ukrycia. A czasem wszystko na raz…

W takiej sytuacji trzeba było podrążyć temat…

Przygotowałem zatem indywidualny wniosek o udostępnienie informacji publicznej w sprawie protokołu owej NIEZALEŻNEJ EKSPERTYZY i wniosków pokontrolnych. Tu już musiały paść konkrety.

I padły. Odpowiedź przyszła dość szybko i zawierała szereg dokumentów składających się na ekspertyzę zamówioną przez Urząd Miasta oraz krótki urzędniczy komentarz do tego dokumentu.

Owa niezależna ekspertyza opatrzona była tytułem „Inwentaryzacja drzewostanu na terenie całego Miasta Oleśnicy w celu wytypowania egzemplarzy, które mogą zostać objęte przez Radę Miasta Oleśnicy ochroną pomnikową” i była na tyle „niezależna”, na ile niezależny może być jej autor, p. Marcin Domal – inspektor z Wydziału Środowiska i Rolnictwa Starostwa Powiatowego w Oleśnicy. Ponieważ z treści tego dokumentu nie wynika, że ekspertyza została przeprowadzona w związku ze złożonymi przez Stowarzyszenie wnioskami pomnikowymi i ponieważ zostały w niej ujęte tylko niektóre spośród 31 drzew wytypowanych przez Stowarzyszenie, ale również kilka innych cennych okazów, stwierdzenie p. Wiceprzewodniczącego, że ekspertyza była „zbieżna tylko co do pięciu wskazanych [przez Stowarzyszenie] drzew,” do precyzyjnych nie należy. Zdecydowanie bliższe prawdy jest zdanie, że dotyczyła ona KILKU WYBRANYCH drzew spośród tych wskazanych przez Stowarzyszenie. No ale niech będzie…

Pan inspektor podszedł do sprawy bardzo technicznie i dokonał specjalistycznych pomiarów tych drzew, ocenił ich stan zdrowotny oraz oszacował ich wiek. Okazało się, że niektóre drzewa mają po 150, 200 a nawet 300 lat!

Oto kilka wyjątków z opracowania sporządzonego przez p. Domala:

„Oleśnickie drzewa, proponowane do objęcia ochroną pomnikową, posiadają wysoką wartość przyrodniczą, krajobrazową i dydaktyczną. Są one ciekawymi tworami przyrody ożywionej w zakresie żywotności, zwiększając tym samym różnorodność miejskiego  drzewostanu.”

„Dokonując oceny stanu zdrowotności i przydatności drzewa do dalszego funkcjonowania wykonano pomiar struktury wewnętrznej drewna pierwotnego i wtórnego posługując się przyrządem specjalistycznym – świdrem diagnostycznym Presslera. W wyniku badania struktury drewna nie stwierdzono jakichkolwiek oznak zmian zdrowotnych w jego wnętrzu. Pobrana próbka drewna była zdrowa, bez oznak wypróchnienia.”

„[…] obiekt stanowi okazały twór przyrody ożywionej, wyróżniający się w miejskim krajobrazie naturalnym charakterystycznym pokrojem. Dzięki osiągnięciu imponujących rozmiarów oraz dodatkowo z uwagi na brak innych zwartych skupisk drzew w bezpośrednim jego sąsiedztwie, powoduje, że stanowi on jeszcze bardziej okazalszy obiekt zasługujący na szczególną ochronę swoich walorów przyrodniczych.”

Linki do treści ekspertyzy oraz wszystkich kart ewidencyjnych sporządzonych przez p. Domala znajdują się na końcu tekstu.

Podsumowując: mamy udokumentowane wnioski pomnikowe, stanowiące oddolną inicjatywą grupy mieszkańców Oleśnicy, w przygotowaniu których brał udział pracownik naukowy Wydziału Nauk Biologicznych UWr, prof. dr hab Dariusz Tarnawski; mamy opracowanie inspektora oleśnickiego starostwa, które mówi: tak, na terenie Oleśnicy rosną drzewa, które warto objąć ochroną pomnikową. Wydawać by się mogło, że nie stoi nic na przeszkodzie…

Nic bardziej mylnego! Na przeszkodzie staje aparat urzędniczy. Jeśli coś wydaje się proste i oczywiste, to obowiązkiem służbowym urzędnika jest zagmatwać i sprawić, że już takie oczywiste nie będzie. Oto odpowiedź z Urzędu Miasta:

„Brak w ustawodawstwie jednoznacznych obiektywnych kryteriów przesądzających o tym, że dany obiekt może być uznany za pomnik przyrody, powoduje wiele spornych sytuacji i w wielu przypadkach może budzić kontrowersje oraz stanowić istotną przeszkodę w realizacji niektórych zamierzeń inwestycyjnych. Nie jest obecnie planowane ze strony Urzędu Miasta Oleśnicy objęcie ochroną pomnikową kolejnych drzew na terenie Oleśnicy. […]”

W poprzednim piśmie pan Wiceprzewodniczący RM, w sposób bardzo ogólnikowy i oszczędny w słowach wspominał o „barierach, wywołujących skutki, trudne do określenia w obecnej chwili.” Teraz przedstawicielka magistratu uchyliła rąbka tajemnicy, mówiąc o „istotnej przeszkodzie w realizacji niektórych zamierzeń inwestycyjnych.” Zatem w kategoriach urzędniczych pomnik przyrody to nie forma ochrony przyrody. To tylko problem z zagospodarowaniem terenu, na którym pomnik przyrody rośnie. Cytowane stwierdzenie urzędniczki to szyfr, który należy odczytywać tak: miasto nosi się z zamiarem sprzedaży którejś z działek, na której rośnie drzewo-kandydat na pomnik przyrody, a ustanowienie pomnika przyrody obniżyłoby atrakcyjność tej działki.

O jaką działkę chodzi?

Można się domyślać… Zdecydowana większość z wytypowanych drzew rośnie albo w pasie drogowym, albo w parkach, albo na terenie ścisłej zabudowy miejskiej. Tylko jedno rośnie na działce atrakcyjnej pod względem inwestycyjnym: dużej, przestrzennej i niezagospodarowanej – w sam raz pod zabudowę deweloperską albo pod budowę kolejnego marketu. Jest to drzewo, od którego rozpoczęliśmy naszą inicjatywę pomnikową, a więc Dąb Dragonów rosnący w podwórzu zabytkowej kamienicy przy ul. Lwowskiej 25/29. Według opracowania ma ono 208 lat, 300 cm obwód pnia, 18 m wysokości i 24 rozpiętości korony – „[…] ze względu na swoje imponujące rozmiary oraz wzorcowe wymiary odgrywa szczególne znaczenie w ekosystemie miasta.” A przypuszczenia te uprawdopodabnia fakt, że w podobny sposób pozbyto się równie wiekowych drzew bliskim sąsiedztwie Dębu Dragonów, które  najwyraźniej stanowiły „istotną przeszkodę” przy budowie Oleśnickiego Centrum Biznesu „Feniks”. Czy podobny los czeka Dąb Dragonów?

DĄB DRAGONÓW

Inicjatywa pomnikowa wyszła z dołu – od mieszkańców. Inicjatywa znalazła poparcie specjalisty – profesora nauk biologicznych, dr hab. Dariusza Tarnawskiego. Inicjatywa spotkała się z dużym zainteresowaniem i poparciem ze strony mieszkańców na zorganizowanej przez nas konferencji. Słuszność inicjatywy została potwierdzona przez ekspertyzę wykonaną na polecenie Urzędu Miasta Oleśnicy, za którą Urząd prawdopodobnie sam zapłacił. Ale okazuje się, że dla Urzędu Miasta to wszystko nic nie znaczy. Urzędnik zdaje się mówić: tak, drodzy mieszkańcy, macie rację, ale my i tak zrobimy swoje! Bez konsultacji z mieszkańcami, bez porozumienia. Autorytatywnie stwierdzono, że żaden (!!!) spośród tych 200- i 300-letnich okazów nie zasługuje szczególną ochronę prawną!

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że prezydium Rady Miasta – Przewodniczący – zamiast cieszyć się, że jest inicjatywa która pochodzi od ich wyborców, zamiast jej patronować i wspierać ją, okopuje się na stanowisku Urzędu Miasta, które pozbawione jest jakiejkolwiek logicznej argumentacji. I w sposób zupełnie bezpodstawny (wręcz niedorzeczny) powołuje się na opinię Porozumienia Radnych Rady Miasta VI kadencji, który to twór (???) nie ma żadnych uprawnień do wydawania takich orzeczeń.

Jak to kiedyś stwierdził jeden z oleśnickich radnych: „Burdel, a nie demokracja!” Zgadzam się w zupełności!


Oto linki do treści opracowania autorstwa p. Marcina Domala:

  1. Tekst opracowania
  2. wierzba Anna Zofia Wilhelmina (podzamcze)
  3. buk Konrad III Stary (podzamcze)
  4. lipa Elżbieta Magdalena (park przy ul Wałowej)
  5. buk Karol II (park przy ul. Wałowej)
  6. Dąb Dragonów (ul. Lwowska)
  7. Szpaler Platanów (ul. Brzozowa)
  8. Jesion Spalicki (park przy ul. Kopernika)
  9. platan Jaś (teren przy Przedszkolu nr 1)
  10. Dąb św. Anny (ul. Cieszyńskiego/Kilińskiego)
  11. Dąb Strażnika Bramnego (ul. Wałowa)
  12. lipa Helma (pl. Książąt Śląskich)
11 Lut

Radny głosuje więc jest

Co radny ma na sesji? Radny ma na sesji BYĆ i GŁOSOWAĆ! Oprócz tego ma jeszcze komputerek, projekty uchwał i kontakt z obsługą biura Rady Miasta.

Czyli praktycznie wszystko, co niezbędne, by być wiernym słowom składanej przysięgi:

Wierny Konstytucji i prawu Rzeczypospolitej Polskiej, ślubuję uroczyście obowiązki radnego sprawować GODNIE, RZETELNIE I UCZCIWIE, mając na względzie dobro mojej gminy i jej mieszkańców.

Z tą godnością i rzetelnością bywa różnie… Zwłaszcza gdy radny z jakichś sobie tylko wiadomych powodów, będąc na sali, uczestnicząc w obradach, świadomie nie bierze udziału w głosowaniu. Jest to dość częsta i nader dotkliwa przypadłość oleśnickich radnych, o czym można się przekonać po zapoznaniu się z protokołami poszczególnych sesji RM: „Na ogólną liczbę 21 Radnych – w sesji uczestniczyło 20 Radnych (…). W głosowaniu wzięło udział 18 Radnych (…), 17 Radnych (…), 13 Radnych”. Zaledwie 13 radnych wzięło udział głosowaniu nad niepotrzebnym i pozbawionym głębszego sensu stanowiskiem w sprawie Telewizji Trwam i jej miejsca na cyfrowym multipleksie (gdyby wszyscy radni zagłosowali, takie dziwaczne stanowisko prawdopodobnie zostałoby odrzucone).

Regulamin Rady Miasta uchwalony w 2003 roku mówi:

W głosowaniu jawnym radni głosują przez podniesienie ręki. Za głosy oddane uznaje się te, które oddano „ za”, „przeciw” oraz „wstrzymuję się”,

co w myśl zasady „co nie jest zabronione, jest dozwolone” oznacza tyle, że brak udziału w głosowaniu jest równoznaczny z brakiem oddanego głosu, a zatem z głosem nieważnym. OK, niech będzie…

Ale jeśli już ma się mandat mieszkańców i w ich imieniu zasiada się w tak szacownym gronie, to wypadałoby GODNIE i RZETELNIE tych mieszkańców reprezentować, zabierając głos „ZA”, „PRZECIW” lub zwyczajnie wstrzymując się od głosu, bowiem zawsze jest taka możliwość…

Co może oznaczać nieprzystąpienie do głosowania? Niektórzy radni traktują tę opcję jako sposób na demonstrację protestu, trochę ostentacyjnego sprzeciwu,  przeciwko czemuś. Przed głosowaniem jest zawsze czas na dyskusję i zwykle taki radny zapowiada, że nie będzie głosował bo… i tu wymienia listę powodów. W porządku, takie stanowisko jestem w stanie ewentualnie zrozumieć.

Ale jak rozumieć radnych, którzy nie biorą udziału w dyskusji, siedzą i patrzą się jak te cielątka na malowane wrota i gdy przychodzi do głosowania, to z 3 opcji do wyboru, wybierają TĘ CZWARTĄ??!! Jeśli się wahają pomiędzy „ZA” a „PRZECIW”, dlaczego nie podnoszą ręki w momencie, gdy Przewodniczący Rady Miasta grzecznie pyta „Kto się wstrzymał?” Dało się zauważyć, że w co najmniej kilku przypadkach, gdy głosowanie miało dotyczyć kwestii światopoglądowych (TV Trwam itp.), część radnych uchylała się od oddania ważnego głosu, po to, by nie stać się obiektem ewentualnej krytyki swoich wyborców. Zresztą jeden z radnych (przez uprzejmość nie podam nazwiska) sam przyznał mi się to tego typu praktyk.

Zatem: „godnie, rzetelnie i uczciwie„? Zapomnij człowieku! Jakiegoś sobie radnego wybrał, takiego masz!

Radnego nie można zmusić do brania udziału w głosowaniach, nie można go również ukarać. Jednak mało kto wie (a już na pewno o taką wiedzę nie posądzałbym naszych radnych), że istnieje prawna możliwość uzależnienia wysokości diety radnego od jego aktywności w głosowaniach. Przykład idzie z góry: art. 24 Regulaminu Sejmu nadaje Marszałkowi prawo do obniżenia uposażenia i diety posłowi, jeśli ten nie weźmie udziału w głosowaniach. Podobny zapis można znaleźć w Regulaminie Senatu RP (art. 22). W tej chwili również niektóre samorządy (np. rada m. st. Warszawy) w swoich regulaminach/statutach zawarły odpowiednie regulacje, które pozwalają zmniejszyć wysokość diety radnych, którzy uchylają się od udziału w głosowaniach nad projektami uchwał, mniej lub bardziej ważnych dla lokalnej społeczności. A warto przypomnieć, że ustawa o samorządzie gminnym nakłada na radnego obowiązek kierowania się dobrem wspólnoty samorządowej, a nie własnym interesem i strachem przed krytyką wyborców.

Radny ma obowiązek brania udziału w pracach rady gminy i jej komisjach oraz w innych instytucjach samorządowych, do których został wybrany lub desygnowany (art. 24 ustawy o samorządzie gminnym).

Głosowanie w trakcie obrad rady jest najważniejszym i najbardziej namacalnym przejawem aktywności i skuteczności radnego na forum rady. To w trakcie głosowania radny wyraża swój pogląd i opinię na temat rozwiązań przyjmowanych przez radę. Brak udziału w głosowaniach można odbierać jako uchylanie się od wykonywania obowiązków nałożonych przez ustawę o samorządzie.

Nie liczyłbym na to, że radni obecnej kadencji nagle doznają olśnienia i obywatelskiego „nawrócenia”, bo większość z nich to stare, samorządowe wygi ze  zbyt długim (za długim!!) doświadczeniem w „pracach” rady i z umysłami tkwiącymi gdzieś na pograniczu epok. Ale warto mieć nadzieję, że to się kiedyś zmieni…

sesja_glos

 

9 Maj

Kompleksowa katastrofa

Kompleksowej epopei z problemami odcinek któryś tam z kolei: kiedy basen otwarty zostanie oddany do użytku? Redaktorzy Panoramy Oleśnickiej (nr 19, 9-15 maja 2012) poszukują odpowiedzi na to pytanie: mówią o zerowych szansach na 1. czerwca; o optymistycznym terminie w połowie czerwca i o nieco bardziej realnym wariancie na początku lipca. Niestety, dotychczasowe doświadczenie pokazuje, że nawet tego ostatniego terminu nie możemy być pewni.

O tej inwestycji, jak mawiał klasyk: „na skalę naszych możliwości”, powiedziano już bardzo dużo. A napisano chyba jeszcze więcej. W telegraficznym skrócie: nasi lokalni decydenci w najmniejszym stopniu nie poczuwają się do odpowiedzialności za cały ciąg niepowodzeń, a jako jedynego winnego wskazują nierzetelne i niewiarygodne konsorcjum cały kompleks sportowy budowało; a pewna część mieszkańców ma swoje zdanie, no bo w końcu KTOŚ takie, a nie inne warunki przetargu ustalał…

Dzisiaj dziennikarze Panoramy Oleśnickiej piszą o protokole odbiorczym (podpisanym w grudniu ubiegłego roku), zawierającym listę 595 uchybień i usterek „w zakresie każdego rodzaju prac” i „dotyczących praktycznie każdego z elementów kompleksu” oraz 17 braków w wyposażeniu. Na litość boską: kto podpisuje protokół odbioru tak kosztownej inwestycji zawierającej tyle niedoróbek?????? W skali kraju – mam nadzieję, że nikt…

Tymczasem w imieniu miasta Oleśnicy zrobili to: inspektor nadzoru inwestorskiego – Andrzej Michalak, inspektor robót sanitarnych – Dariusz Piasecki, naczelnik Wydziału Architektury UMO – Leszek Goliński, prezes ATOLa – Ryszard Gąsior, radca prawna UMO – Halina Susidko. Podaję te nazwiska za Panoramą Oleśnicką, bo uważam, że mieszkańcy Oleśnicy powinni je poznać.

W protokole tym wykonawca, czyli konsorcjum, którego liderem był TIWWAL, zobowiązało się do usunięcia tych usterek i braków w terminach ustalonych przez obie strony. O tym, że właściciele TIWWALA i HOLMY do ludzi słownych nie należą, mogliśmy się już przekonać wielokrotnie. Tym razem miało być inaczej. Miało, ale nie było…! Konsorcjum na własną rękę nie usunęło żadnej z usterek.

Jednak w całym tym zamieszaniu z protokołem najgorsza jest postawa przedstawicieli władz miasta i ATOLa, na którą szczególną uwagę zwraca red. Krzysztof Dziedzic. Otóż pisze on o posiedzeniu rajcowskiej Komisji Ładu Przestrzennego i Urządzeń Komunalnych, które odbyło się 18. stycznia br na terenie pachnącego nowością kompleksu sportowego z udziałem Burmistrza Oleśnicy i prezesa ATOLA w obecności mediów, które obszernie o tym wydarzeniu informowały. Na tymże posiedzeniu prezes ATOLa, Ryszard Gąsior, zapytany o to, jakiego rodzaju są to usterki, odpowiedział, że „niewielkie” oraz że „na pewno na sezon basen będzie uruchomiony„. Redakcja Panoramy Oleśnickiej zwraca uwagę, iż dziś nie można mieć już takiej pewności. Jak się okazuje usterki wymienione w protokole zdawczo-odbiorczym kompleksu wcale nie są takie drobne, a ich usunięcie powoduje ciągłe przekładanie terminu otwarcia basenu.

Słusznie red. Dziedzic zadaje pytanie „Skoro dziś jest tak źle, to dlaczego 18 stycznia było tak dobrze?” Wszystko wskazuje na to, że radni, czyli reprezentanci nas – mieszkańców – zostali celowo wprowadzeni w błąd. A z radnymi również opinia publiczna, czyli my.

Pomijam dociekliwość radnych, a raczej jej brak (może z 2-3 wyjątkami), bowiem jestem bardziej niż pewien, że spora część rajców nawet nie zadała sobie trudu, by poprosić o udostępnienie protokołu odbiorczego, by mieć możliwość zapoznania się z listą usterek. Taki stan był chyba na rękę decydentom, bo mogli niczego nie świadomym radnym wmówić, że usterki są zaniedbywalnie drobne – zgodnie z przyjętą przez nich linią „im mniej pytań tym lepiej”.

Na koniec przypomnę tylko, że otwarty basen był już uroczyście otwierany: dokładnie 5. sierpnia 2010 roku. W świetle reflektorów, w błysku fleszy. Wówczas stan wykończenia basenu był na tyle dobry, że można było go udostępnić szukającym ochłody mieszkańcom. Jednak rok później już się nie dało. W tym roku otwarcie wciąż stoi pod znakiem zapytania.

Co takiego się stało w ciągu tych dwóch lat, że w 2010 roku można było basen udostępnić, a później już nie…? No jak to co? WYBORY!