28 Lis

Taka piękna katastrofa!

Miały być: chleb, praca i dobrobyt. Dla całego powiatu. Są: niesmak, kompromitacja i wstyd. Na całą Polskę.

Kolorowe marzenia o lotnisku w Oleśnicy roztrzaskały się o szarą rzeczywistość. Klamka zapadła w poniedziałek, 25 listopada, kiedy to Rada Powiata przegłosowała uchwałę o definitywnym zakończeniu lotniskowego projektu i zwróceniu nieruchomości z powrotem do Agencji Mienia Wojskowego. Oficjalny powód – prozaiczny: zbyt duże nakłady finansowe.

Przypomnę tylko, że ja, jako pierwszy – w maju 2011 roku – odważyłem zadać pytanie, jakie będą koszty tego przedsięwzięcia i czy powiat oleśnicki będzie w stanie takie obciążenia finansowe udźwignąć. W ramach odpowiedzi  zostałem po żołniersku zrugany przez jednego z inicjatorów tego projektu. Jak się później okazało, i tak miałem szczęście, że zostałem potraktowany w miarę ulgowo. Bo gdy nad lotniskiem zaczęły się gromadzić czarne chmury, owemu inicjatorowi puściły hamulce i bez refleksji pluł na oślep, nie przebierając w słowach. Jeździł (bo przecież nie latał) po wszystkich i wszystkim, co miało cokolwiek wspólnego z Urzędem Lotnictwa Cywilnego, oleśnickimi samorządami i lotniczą spółką. A po prezesach tej spółki – w szczególności.

Teraz wydawać by się mogło, że powinienem mieć satysfakcję, że projekt lotniskowy upadł. Otóż NIE MAM. Bo naprawdę chciałem, żeby Politechnika Wrocławska przeniosła do Oleśnicy swój ośrodek badawczy; bo naprawdę chciałem, żeby w Oleśnicy pojawili się nowi inwestorzy; bo naprawdę chciałem, by w Oleśnicy łatwiej było znaleźć pracę. A takie wizje roztaczały przed nami wszystkimi osoby odpowiedzialne za ten projekt. Miał być skok cywilizacyjny. Miało być rozwojowo, innowacyjnie, z rozmachem. ODRZUTOWO!

Nie jest mi do śmiechu jeszcze z innych, dużo bardziej złożonych powodów. Oto bowiem casus lotniska obnażył słabości oleśnickich samorządów.

Po pierwsze: zabieranie się za projekt, przepraszam za wyrażenie, od du*y strony. Kompromitująca amatorka! Biznesplan? Jaki biznesplan?! Powołamy prezesa, on przygotuje biznesplan! Koncepcja zagospodarowania?! Koncepcje są dla mięczaków! Teraz idziemy na żywioł, a o kasę pomartwimy się później!

Po drugie: brak realnej oceny własnych możliwości. Przede wszystkim finansowych. W sytuacji, gdy powiat z trudem utrzymuje szpital, gdy zadłużenie powiatu sięga dozwolonego progu, lotnisko NIE MOŻE BYĆ inwestycją pierwszej potrzeby.

Po trzecie: SPL-O. Niejasne i nieuregulowane relacje z SPL-O. Przez długi czas Starostwo pozwalało, by stowarzyszenie wchodziło na lotnisko jak do siebie, a później stowarzyszenie podniosło raban, że TYYYYYYLE zrobiło dla lotniska, a teraz się ich wyrzuca. Od początku trzeba było postawić sprawę jasno: powiat jest GOSPODARZEM i rządzi po gospodarsku, a SPL-O jest GOŚCIEM. Wspiera, ale nie wchodzi w kompetencje urzędników/prezesów.

Po czwarte: przedziwna niechęć do współpracy w imię wyższych celów. I to pomimo wcześniejszych deklaracji. I to deklaracji złożonych PUBLICZNIE i NA PIŚMIE! Ewidentnie zabrakło współpracy gminy i miasta z powiatem, zarządu powiatu ze starostą, starosty ze stowarzyszeniem, stowarzyszenia ze spółką, spółki z mediami. I w drugą stronę.

525ba12c5661e_o
11 września 2012. Moment podpisania deklaracji współpracy przez władze Gminy Oleśnica, miasta Oleśnica oraz powiatu oleśnickiego. /źródło: olesnica.naszemiasto.pl/

Po piąte: do oleśnickich samorządów dostają się ludzie niesłowni, którzy nie poczuwają się do odpowiedzialności za swoje słowa i czyny przed swoimi wyborcami. Ludzie, którzy bez mrugnięcia okiem obiecują 1000 miejsc pracy, a później z rozbrajającą szczerością dodają, że „marzyć trzeba”. I do tego hipokryci, którzy najpierw publicznie deklarują współpracę nad ambitnym projektem, a później siedzą z załóżonymi rękami i przyglądają się. Panowie – słowo gentlemana jest święte – jeśli coś się komuś obiecało, wypadałoby dotrzymać słowa; a jeśli nie macie zamiaru się angażować, to może lepiej byłoby żadnej deklaracji nie podpisywać? W dodatku pełno jest takich, którzy najpierw zagłosują za projektem, by po roku przyznać, że ów projekt był zbyt ambitny i go zarzucić. W każdym przypadku – zero odpowiedzialności.

Po szóste: kompletna bezradność w przyciąganiu inwestorów. Od samego początku trąbiono, że będzie Politechnika, że będzie montownia odrzutowców. A pozostali inwestorzy – na samą wieść o lotnisku – będą dobijać się drzwiami i oknami… No więc nie ma ani Politechniki, ani montowni odrzutowców. Nie ma niczego.

Teraz, gdy nie ma już lotniska, na horyzoncie pojawia się nie-lotniczy inwestor, który gotów jest wyłożyć okrągły MILIARD EURO. Który zjada niedoszłych lotniskowych inwestorów na pierwsze śniadanie. Aż boję się pomyśleć, że może to być tylko gra, w której graczami są samorządowcy, a pionkami – wyborcy. Ta gra się nazywa „KAMPANIA WYBORCZA”.

Mimo wszystko, mam nadzieję, że tak nie jest… Pukam w niemalowane!

4 Wrz

Lotnisko i znaki zapytania

Co wiadomo w sprawie lotniska? Przez ponad rok zwykły oleśniczanin mógł się dowiedzieć niewiele. Do tej pory zwroty typu: „cargo”, „multimodalny transport towarowy”, „powiatowe lotnisko cywilne pożytku publicznego”, „wiele innych podmiotów zainteresowanych inwestycją” sprawiały wrażenie pustych frazesów, w połączeniu z którymi nawet „skok cywilizacyjny” i „1000 nowych miejsc pracy” nie robiły większego wrażenia. Taki zdawkowy sposób informowania opinii publicznej przez władze powiatowe i Stowarzyszenie Miłośników Lotniska-Oleśnica o PUBLICZNEJ inwestycji, w którą miałyby zostać ulokowane PUBLICZNE pieniądze, rzeczywiście mógł być irytujący. Od osób i podmiotów bezpośrednio zaangażowanych w ten temat, trudno było się dowiedzieć jakichkolwiek szczegółów. Na szczęście na wysokości zadania stanął red. Roman Rybak, który w ostatnim numerze „Panoramy Oleśnickiej” (nr 35/2012) próbuje odpowiedzieć na pytanie: Czy lotnisko to dobry interes?.

Pan redaktor dotarł do opracowania pt. „Udogodnienia komunikacyjne potencjalnym czynnikiem rozwoju gmin powiatu oleśnickiego„, przygotowanego przez firmę IME Consulting, stanowiącego studium wykonalności tej największej od lat inwestycji w naszym powiecie. I właśnie pan redaktor, bodajże jako pierwszy podał do publicznej informacji (w miarę) szczegółowe plany dotyczące reaktywacji oleśnickiego lotniska.

Po raz pierwszy można było się dowiedzieć, że akcja-reaktywacja miałaby przebiegać etapami: 1) uruchomienie lądowiska i rozpoczęcie procedury wpisu do ewidencji lotnisk cywilnych; 2) uruchomienie lotniska powiatowego; 3) uruchomienie funkcji cargo. Koszty (szacunkowe) realizacji poszczególnych etapów to odpowiednio: 13.5 mln, 60 mln,  i 21.35 mln złotych, co daje w sumie 94.85 mln złotych. To odrobinę więcej niż te „kilkanaście milionów”, o których w styczniu br mówił wiceburmistrz Pawłowski. Do tego dochodzi roczne utrzymanie lotniska, które na końcowym etapie wiązałoby się z wydatkiem rzędu 680 tys. złotych, oraz 1.73 mln na niezbędną dokumentację.

W prognozach budżetowych, autorzy studium wykonalności przewidują, iż uda się uzyskać dotację unijną na poziomie 68.5 mln złotych. I uzyskanie dofinansowania jest WARUNKIEM KONIECZNYM (ale nie wystarczającym) realizacji tej inwestycji. Bez dotacji unijnych trudno w ogóle marzyć o powrocie jakichkolwiek samolotów na oleśnickie niebo. Pozostałych 27.7 mln ma stanowić wkład własny lokalnych jednostek samorządowych: powiatu, gminy i miasta.

I tu pojawiają się największe problemy, bowiem fundusze (a raczej ich brak) mają być największym zagrożeniem tej strategicznej inwestycji. Zadłużenie powiatu niebezpiecznie zbliża się do dopuszczalnej ustawowo granicy 60%. Gmina systematycznie zmniejsza swoje zadłużenie, a wyłożenie funduszy na lotnisko z pewnością pociągnęłoby za sobą odwrócenie tego korzystnego trendu. W stosunkowo najlepszej kondycji finansowej jest miasto, ale… No właśnie: ALE…

Na zeszłotygodniowej sesji Rady Miasta Pan Burmistrz przedstawiał sprawozdanie z wykonania budżetu w I połowie 2012 roku. Pan Burmistrz wyraźnie dał do zrozumienia, że kryzys gospodarczy zaczyna pukać do drzwi w oleśnickim ratuszu, o czym świadczyć mogą chociażby słabe wyniki sprzedaży miejskich nieruchomości należących do miasta (wpływy na poziomie 13.3% z zakładanych 10.3 mln złotych) i że w przeciwieństwie do lat poprzednich, gdy można było sobie pozwolić na wydanie „grubych i twardych pieniędzy„, teraz o nowych halach, salach, kompleksach i rewitalizacjach będzie można jedynie pomarzyć. „Front inwestycyjny” będzie zdecydowanie skromniejszy (ciekawostka: parę dni później, identycznych związków frazeologicznych używała Pani Skarbnik Urzędu Miasta). Pan Burmistrz zapytany przez radnych, na czym, w obliczu nadchodzącego dołka, można by zaoszczędzić, bez głębszego zastanowienia odpowiedział: na ograniczeniu wydatków na cele inne, niż te, stanowiące zadania własne miasta.

I tu dochodzimy do clou: ponieważ lotnisko, czy transport lotniczy w ogólności, do zadań własnych miasta Oleśnica nie należy, Pan Burmistrz chyba miał na myśli, że wkład miasta w reaktywację lotniska może być niższy od przewidywań twórców opracowania i, być może, oczekiwań orędowników całej inwestycji. Jeden z wniosków zawartych w studium wykonalności inwestycji brzmi: „Bez pomocy publicznej oraz dopłat właścicieli do kapitału spółki, przedsięwzięcie staje się nieopłacalne„. Czy to stwierdzenie w połączeniu ze słowami Pana Burmistrza oznacza, że idea reaktywacji lotniska – tyleż wizjonerska, co trudna i  ryzykowna – może zakończyć się fiaskiem? Trudno powiedzieć. Według mojej laickiej oceny – mogą być problemy…

A tymczasem zapraszam już 11. września do sali widowiskowej na oficjalną uroczystość przekazania aktu własności lotniska oleśnickiemu samorządowi.

Będzie szansa się czegoś dowiedzieć…