29 Gru

Bardzo subiektywne podsumowanie 2013

Do końca roku pozostały 2 dni, więc podsumowanie czas zacząć. Bardzo subiektywne, bardzo niepoważne. Szanowni Państwo: oto moje prywatne, bardzo tendencyjne wyróżnienia za rok 2013.

Nagroda im. Joli Rutowicz wraz z tytułem Oleśnickiego Celebryty Roku 2013 wędruje do wiceburmistrza Piotra Pawłowskiego – za najbardziej żenujący występ w mediach. Chodzi oczywiście o jego pokrętne tłumaczenia na temat (nie)służbowego wyjazdu do braterskiego Tichwina podczas zwolnienia lekarskiego. Jego słowa: „w tym czasie mógłbym być nad morzem, w Szwajcarii…” powinny wejść na stałe do kanonu cytatów ludzi znanych. Znanych z tego, że są znani…

Nagroda Piuu Bziuu im. Chrisa Cieszewskiego i Antoniego Macierewicza za niezwykle „profesjonalne” przygotowanie lotniskowej inwestycji przyznaję WSZYSTKIM osobom i podmiotom zaangażowanym bezpośrednio lub pośrednio w ten ambitny projekt. Również tym, którzy wpierw deklarowali wsparcie, a później się ostentacyjnie wypięli. Dzięki nim o Oleśnicy usłyszała cała Polska od Bałtyku po Tatry. I wszyscy złapali się za głowę, jak można było to tak spartolić??!!

Nagroda specjalna – Gołąbek Pokoju – wędruje do p. Zdzisława Kierkicza, za stoicki spokój i opanowianie, którym upust dawał wielokrotnie w swoich medialnych wystąpieniach i którymi zjednał sobie całą rzeszę zwolenników i naśladowców. Zupełnie nikt nie powinien czuć się urażony stonowanymi słowami p. Kierkicza: począwszy od powiatowych urzędników, prezesów lotniczej spółki, starosty, a na pracownikach Urządu Lotnictwa Cywilnego kończąc. Jego wyważone, niezwykle delikatne wypowiedzi stanowiły nieocenioną pomoc w realizacji projektu oleśnickiego lotniska. Oaza spokoju!

Nagrodę im. Edyty Górniak za całokształt twórczości artystycznej przyznaję wiceburmistrzowi Piotrowi Pawłowskiemu, który w tym roku wydał płytę z piosenkami religijnymi. Oleśnica może się pochwalić śpiewającym burmistrzem. Szkoda tylko, że tak późno ujawnił swój talent, może wybrałby estradę zamiast polityki? Wówczas oszczędziłby nam wszystkim co najmniej kilku powodów do zażenowania…

Tytuł Macho Roku 2013 przyznaję wiceburmistrzowi Henrykowi Bernackiemu (SLD), za jego prywatną opinię na temat Szwedek:

„Znają swoje miejsce w szeregu!”

Nagroda im. Nadszyszkownika Kilkujadka wędruje do p. Ryszarda Zelinki, wieloletniego Przewodniczącego Rady Miasta. Swoimi decyzjami pokazuje kto w Oleśnicy JEST PRAWEM i kto PRAWO STANOWI! Na przestrzeganiu prawa Pan Przewodniczący zjadł zęby! Na pohybel malkontentom, Młodym Demokratom  i opozycji!

Tytuł Liczyhrabiego należy się Burmistrzowi Janowi Bronsiowi, który tak liczył mieszkańców Oleśnicy i liczył, że doliczył się trzech różnych liczb i każdej z nich używał w zależności od kontekstu, potrzeb własnych i własnego widzimisię. Mówił o 35 tysiącach, gdy zabierał się za wyliczenia stawek opłat śmiecowych; później wspominał o 31 tysiącach, gdy uzasadniał niemożność obniżenia tych stawek; na koniec wyskoczył z 38 tysiącami, gdy mówił o widocznych i namacalnych efektach prowadzonej przez niego polityki i wizji Oleśnicy jako miasta dobrego do zamieszkania. Jak żyć, Panie Burmistrzu? Jak żyć?

Źródło: Wikipedia.org

Nagrodę im. Jurka Kilera otrzymuje Sekcja Promocji Miasta. Jurek Kiler był profesjonalnym kilerem w każdym calu. Sekcja promocji może aż tak profesjonalna nie jest, ale na pewno ZABIJA ŚMIECHEM – gdy pisze o „patrycjatach polskich”, za których całą odpowiedzialność zrzuca na jednego z radnych; gdy zamiast miasta promuje Martynę Wojciechowską; gdy zabiera się za historię miasta, które rzekomo promuje i myli się zaledwie o 50 latSekcja specjalna zawsze lojalna!

Nagrodę im. Henryka Kwinty przyznać należy p. Ryszardowi Gąsiorowi, prezesowi OKR „Atol” sp. z o.o. Ze spółki znika kasa (czytać: jest chronicznie niedochodowa), miasto dopłaca do niej ok. 1% swoich dochodów, a bezkarny prezes śmieje się z nas wszystkich i pokazuje UCHO OD ŚLEDZIA tym, którzy domagają się jego dymisji. Bo Burmistrz zapowiedział, że dopłacał będzie. Zawsze i mimo wszystko.

 

28 Lis

Taka piękna katastrofa!

Miały być: chleb, praca i dobrobyt. Dla całego powiatu. Są: niesmak, kompromitacja i wstyd. Na całą Polskę.

Kolorowe marzenia o lotnisku w Oleśnicy roztrzaskały się o szarą rzeczywistość. Klamka zapadła w poniedziałek, 25 listopada, kiedy to Rada Powiata przegłosowała uchwałę o definitywnym zakończeniu lotniskowego projektu i zwróceniu nieruchomości z powrotem do Agencji Mienia Wojskowego. Oficjalny powód – prozaiczny: zbyt duże nakłady finansowe.

Przypomnę tylko, że ja, jako pierwszy – w maju 2011 roku – odważyłem zadać pytanie, jakie będą koszty tego przedsięwzięcia i czy powiat oleśnicki będzie w stanie takie obciążenia finansowe udźwignąć. W ramach odpowiedzi  zostałem po żołniersku zrugany przez jednego z inicjatorów tego projektu. Jak się później okazało, i tak miałem szczęście, że zostałem potraktowany w miarę ulgowo. Bo gdy nad lotniskiem zaczęły się gromadzić czarne chmury, owemu inicjatorowi puściły hamulce i bez refleksji pluł na oślep, nie przebierając w słowach. Jeździł (bo przecież nie latał) po wszystkich i wszystkim, co miało cokolwiek wspólnego z Urzędem Lotnictwa Cywilnego, oleśnickimi samorządami i lotniczą spółką. A po prezesach tej spółki – w szczególności.

Teraz wydawać by się mogło, że powinienem mieć satysfakcję, że projekt lotniskowy upadł. Otóż NIE MAM. Bo naprawdę chciałem, żeby Politechnika Wrocławska przeniosła do Oleśnicy swój ośrodek badawczy; bo naprawdę chciałem, żeby w Oleśnicy pojawili się nowi inwestorzy; bo naprawdę chciałem, by w Oleśnicy łatwiej było znaleźć pracę. A takie wizje roztaczały przed nami wszystkimi osoby odpowiedzialne za ten projekt. Miał być skok cywilizacyjny. Miało być rozwojowo, innowacyjnie, z rozmachem. ODRZUTOWO!

Nie jest mi do śmiechu jeszcze z innych, dużo bardziej złożonych powodów. Oto bowiem casus lotniska obnażył słabości oleśnickich samorządów.

Po pierwsze: zabieranie się za projekt, przepraszam za wyrażenie, od du*y strony. Kompromitująca amatorka! Biznesplan? Jaki biznesplan?! Powołamy prezesa, on przygotuje biznesplan! Koncepcja zagospodarowania?! Koncepcje są dla mięczaków! Teraz idziemy na żywioł, a o kasę pomartwimy się później!

Po drugie: brak realnej oceny własnych możliwości. Przede wszystkim finansowych. W sytuacji, gdy powiat z trudem utrzymuje szpital, gdy zadłużenie powiatu sięga dozwolonego progu, lotnisko NIE MOŻE BYĆ inwestycją pierwszej potrzeby.

Po trzecie: SPL-O. Niejasne i nieuregulowane relacje z SPL-O. Przez długi czas Starostwo pozwalało, by stowarzyszenie wchodziło na lotnisko jak do siebie, a później stowarzyszenie podniosło raban, że TYYYYYYLE zrobiło dla lotniska, a teraz się ich wyrzuca. Od początku trzeba było postawić sprawę jasno: powiat jest GOSPODARZEM i rządzi po gospodarsku, a SPL-O jest GOŚCIEM. Wspiera, ale nie wchodzi w kompetencje urzędników/prezesów.

Po czwarte: przedziwna niechęć do współpracy w imię wyższych celów. I to pomimo wcześniejszych deklaracji. I to deklaracji złożonych PUBLICZNIE i NA PIŚMIE! Ewidentnie zabrakło współpracy gminy i miasta z powiatem, zarządu powiatu ze starostą, starosty ze stowarzyszeniem, stowarzyszenia ze spółką, spółki z mediami. I w drugą stronę.

525ba12c5661e_o
11 września 2012. Moment podpisania deklaracji współpracy przez władze Gminy Oleśnica, miasta Oleśnica oraz powiatu oleśnickiego. /źródło: olesnica.naszemiasto.pl/

Po piąte: do oleśnickich samorządów dostają się ludzie niesłowni, którzy nie poczuwają się do odpowiedzialności za swoje słowa i czyny przed swoimi wyborcami. Ludzie, którzy bez mrugnięcia okiem obiecują 1000 miejsc pracy, a później z rozbrajającą szczerością dodają, że „marzyć trzeba”. I do tego hipokryci, którzy najpierw publicznie deklarują współpracę nad ambitnym projektem, a później siedzą z załóżonymi rękami i przyglądają się. Panowie – słowo gentlemana jest święte – jeśli coś się komuś obiecało, wypadałoby dotrzymać słowa; a jeśli nie macie zamiaru się angażować, to może lepiej byłoby żadnej deklaracji nie podpisywać? W dodatku pełno jest takich, którzy najpierw zagłosują za projektem, by po roku przyznać, że ów projekt był zbyt ambitny i go zarzucić. W każdym przypadku – zero odpowiedzialności.

Po szóste: kompletna bezradność w przyciąganiu inwestorów. Od samego początku trąbiono, że będzie Politechnika, że będzie montownia odrzutowców. A pozostali inwestorzy – na samą wieść o lotnisku – będą dobijać się drzwiami i oknami… No więc nie ma ani Politechniki, ani montowni odrzutowców. Nie ma niczego.

Teraz, gdy nie ma już lotniska, na horyzoncie pojawia się nie-lotniczy inwestor, który gotów jest wyłożyć okrągły MILIARD EURO. Który zjada niedoszłych lotniskowych inwestorów na pierwsze śniadanie. Aż boję się pomyśleć, że może to być tylko gra, w której graczami są samorządowcy, a pionkami – wyborcy. Ta gra się nazywa „KAMPANIA WYBORCZA”.

Mimo wszystko, mam nadzieję, że tak nie jest… Pukam w niemalowane!

21 Wrz

Komputery, a czynnik ludzki

349698_4521
Źródło: sxc.hu

Komputery są wszędzie. Moi studenci nie wyobrażają sobie studiów bez komputera. Do tego stopnia, że bardziej wierzą komputerom, niż we własne możliwości.  Jednym z najprostszych zadań, które studenci muszą wykonać w ramach laboratorium z fizyki jest wyznaczenie masy/gęstości aluminiowego elementu. Wiele już razy zdarzało mi się sprawdzać sprawozdania, w których masa takiego elementu – niewielkiej, sześciennej kostki – według studenta – równa jest masie średniej wielkości planety. Po czym student zaskoczony pytaniem „A skąd Ty człowieku masz ten wynik?!”, z rozbrajającą szczerością oznajmia „NO PRZECIEŻ KOMPUTER TAK POLICZYŁ!!!”.

Wtedy zwykle próbuję wytłumaczyć biedakowi, że owszem komputer jest w stanie policzyć wszystko… czasem nawet poprawnie… ale pod jednym, niezwykle istotnym warunkiem: że umie się z komputera korzystać i że dane wejściowe, na podstawie których oblicza wynik końcowy, są prawidłowe i są wprowadzane również w sposób prawidłowy. Trochę to trwa, zanim student załapie, ale prędzej czy później mogę się chwalić kolejnym sukcesem dydaktycznym…

To z życia wzięty dowód na to, że współpraca na linii komputer-człowiek jest czasami utrudniona, ale zazwyczaj możliwa… O tym, że łatwo nie jest przekonał nas wszystkich Skarbnik Miasta, przyznając – trochę nie wprost – że instrukcje obsługi komputera są pisane w sposób cokolwiek nieprzystępny…

Nie dalej jak wczoraj obiegła Oleśnicę wiadomość, że Prezes spółki Lotnisko Oleśnica sp. z o.o. w dokumentach przekazanych Starostwu domaga się podwyżki… Jednak w rozmowie z redakcją portalu przyznał: „To jest błąd drukarski, albo Excel coś wyrzucił. Powiedział to prezes spółki, której ambicją jest stworzenie w Oleśnicy ośrodka naukowo-badawczego… Z całym szacunkiem, ale tym jednym krótkim zdaniem Pan Prezes ostentacyjnie pomija czynnik ludzki. Według Pana Prezesa to oczywiste, że pomylił się komputer, nie człowiek, i tak naprawdę nikt żadnej podwyżki się nie domaga. Albo domagał się jej komputer – nie człowiek.

O ile Pan Prezes założył, że sztuczna inteligencja jest zawodna, to już Przewodniczący Rady Miasta przyjął postawę zgoła odmienną: myli się człowiek. Maszyna? Nigdy!!! Otóż na łamach innego portalu pokazuje radnym, którzy domagają się niższych stawek opłaty śmieciowej, w jak wielkim są błędzie. Błędzie, o którym poinformował go w dniu 11 września 2013 roku program komputerowy o zacnej i wpadającej w ucho nazwie „Odpady – podatki i opłaty”. Tak stwierdził komputer i inaczej być nie może! Co z tego, że tak naprawdę wszystko zależy od algorytmu użytego przy tworzeniu tego oprogramowania; od predefiniowanych stałych czy też zmiennych wprowadzanych z klawiatury… przez człowieka! O takich drugorzędnych szczegółach Pan Przewodniczący nawet nie raczył był poinformować. Stanowisko Przewodniczącego brzmi: komputer ma rację, myli się każdy, kto twierdzi inaczej!

Cóż… O ile w przypadku moich studentów jest szansa na ich „naprostowanie” – są to ludzie młodzi, zazwyczaj wyuczalni… Wciąż mają przed sobą całe życie zawodowe, więc ich rokowania są wciąż pomyślne. O tyle w przypadku emerytowanego nauczyciela, doświadczonego, od kilkunastu już lat kierującego organem samorządowym, ślepo wierzącego w nieomylność Nieomylnego i przekonanego o wyższości komputera nad ludzkim umysłem, nie widzę już nadziei.

Z pewnością jednak taką nadzieję przyniosłaby zmiana Przewodniczącego…

12 Gru

Oleśnickie ABC roku 2012

Sezon podsumowań czas zacząć! Tylko z dystansem, Panie i Panowie… Z dystansem proszę.

A jak afera. Słowo w ostatnim roku mocno nadużywane. Aferki to jeszcze nie afery. A i aferek byłoby mniej, gdyby nie stwarzano ku nim „okazji”, a przepływ informacji na linii urząd-obywatel był nieco sprawniejszy. No chyba, że ktoś ma coś do ukrycia…

B jak „burdel, a nie demokracja”. O taki komentarz pokusił się jeden z radnych na podsumowanie żenująco-kompromitującej sesji Rady Miasta. Kwintesencja działań naszej Rady Miasta. Nic dodać, nic ująć!

C jak CBA. W 2012 roku był to wyjątkowo częsty (aczkolwiek raczej niemile widziany) gość na naszych samorządowych „salonach”. Ślizówgate, citroengate, dyrektorka szpitala-gate… Odwiedziny CBA zwykle oznaczają kłopoty, dlatego też wizyta takiego gościa nie powinna być powodem do dumy dla naszych samorządowców. Ale strachu nie ma, bo zawsze można zrzucić winę na niekompetencję i nieobiektywność agentów…

D jak dziennikarstwo obywatelskie. Na całym świecie dziennikarstwem obywatelskim zajmują się amatorzy-społecznicy i robią to w interesie społecznym. A w Oleśnicy? Dziennikarstwo obywatelskie sponsoruje Urząd Miasta, patent dziennikarzy obywatelskich dzierżą pracownicy jednostek mu podległych, a interes społeczny jest rozumiany jako interes Urzędu Miasta.

E jak emocje. Niepotrzebne emocje. Nie brakowało ich w dyskusji toczącej się w temacie rond. Emocje te były przyczynkiem do wprowadzenia wzmożonych środków ostrożności w ratuszu. Też niepotrzebnych.

F jak Facebook. Mówią, że jak kogoś nie ma na „fejsbuku”, to nie istnieje. Najwyraźniej Pan Burmistrz wziął sobie to do serca i zaistniał. Na swoim profilu umieszcza słit-focie ze swoich zagranicznych wojaży, jakby chciał coś komuś udowodnić. Co i komu? To już jego słodka tajemnica…

G jak geriawity. Sympatyczne określenie zawodników pewnego klubu sportowego, który gra w lidze z licealistami. I trzeba przyznać, że… odnosi sukcesy! Geriawity są hojnie wspierani przez miasto, a piłka w ręce „Oli bez majtek” urosła już do rangi symbolu.

H jak histeria. Czyli typowa dla oleśnickiego Urzędu Miasta reakcja na słowa krytyki. Bez refleksji, bez namysłu – zawsze w zaparte!

I jak interpretacja. Czyli radosna twórczość Przewodniczącego Rady Miasta. Według niego: tajne głosowanie, jest w sumie jawne, bo głosy – tajne, w cudowny sposób staną się jawnymi przez „podpięcie” ich do protokołu z sesji. Oczywiście pod warunkiem, że na karcie do głosowania nie będzie nazwiska głosującego, bo wtedy głos będzie nieważny. W tej, jakże radosnej twórczości Przewodniczącego RM swoim „autorytetem” wspierała pani MECENAS, radca prawna UMO.

J jak „jak gdyby”. Zwrot – wytrych przy autorskiej interpretacji prawa. (JAK GDYBY) Rada Miasta stanowi (JAK GDYBY) prawo lokalne, które (JAK GDYBY) Przewodniczący zinterpretuje (JAK GDYBY) po swojemu.

K jak Kempa. Jarosław Kempa. Medialna gwiazda na samorządowym firmamencie. W 2012 roku dał się poznać jako spec od promocji, strategii i public relations. Spin doktor z krwi i kości. Swoimi pomysłami na promocyjne znaczki i papeterię zawstydził Sekcję Promocji Miasta i odebrał jej chleb. Radny Kempa jest również autorem wiekopomnego pomysłu na tabliczkę (patrz: T jak tablica), która miała pokazać mieszkańcom co Urząd Miasta może zrobić w sprawie kładki. No i pokazała…

L jak lotnisko. NASZE lotnisko – samorządowe! W sumie wciąż nie wiadomo, czy istnieje ono już w sferze realnych planów, czy raczej wciąż w sferze mrzonek i pobożnych życzeń. Obiecują złote góry, ale rzeczywistość skrzeczy. I jakoś nikt nie kwapi się do tego, by rozpocząć konkretne działania. Po 3 miesiącach od przejęcia pada hasło: „POROZMAWIAJMY!” A czas goni nieubłaganie…

M jak majtki. Od pewnego czasu przedmiot prywatnych rozmów pomiędzy mieszkańcami naszego miasta. Rozmów nieoficjalnych, wręcz pokątnych, bo i temat dość krępujący i nietypowy: czy nowa Ola ma majtki, czy nie? Jedni mówią, że ma, inni że wręcz przeciwnie. Ktoś już sprawdził? 😉

N jak Nagroda Oleśnicy. N jak nieprzyznana. Przeszła reformę, odświeżono regulamin – miało być lepiej. Nie pomogło. Czasy świetności Nagroda Oleśnicy ma już za sobą. Teraz stała się lokalnym synonimem obciachu. Nie wiem, czy ktoś w ogóle będzie chciał ją dostać…

O jak olesnica.eu. Portal sponsorowany przez Urząd Miasta, tworzony dla obywateli, (rzekomo) przez obywateli. Zamysł w porządku, ale gorzej z wykonaniem. Bo gdy portalem zajmuje się Sekcja Promocji Miasta, swoje oczekiwania co do „obywatelskości” portalu należy bezwzględnie zweryfikować.

P jak płatne parkowanie. Narzucone mieszkańcom przez Urząd Miasta: bo „inne miasta mają”, bo „rotacja”, bo „fluktuacja”… Wreszcie któryś z urzędników nieśmiało wyjawił prawdę oczywistą: „bo może zwrócą się koszty funkcjonowania straży miejskiej”. Fluktuacja fluktuacją… Liczy się KASA!

R jak Rzecznik Prasowy Burmistrza. Najlepsze źródło (dez)informacji wszelakiej. Świadoma lub nie – kierowniczka zamieszania – zamiast wyjaśniać jak chłop babie na granicy, sama prowokuje lawinę niedomówień, niedopowiedzeń. Gdzie diabeł nie może, tam rzecznik prasową pośle. W naszym mieście Rzecznik Prasowy Burmistrza dodatkowo kieruje Sekcją Promocji Miasta. Można tylko siąść i płakać…

S jak Straż Miejska i Sekcja Promocji Miasta. Obie formacje to zbrojne ramiona (lewe i prawe) Dobrych w walce ze Złymi. Obie – równie skuteczne: ta pierwsza we wlepianiu mandatów przekupkom sprzedającym pietruszkę; ta druga – w wydawaniu publicznych pieniędzy, w sumie nawet nie za bardzo wiadomo na co.

T jak tablica. Miejska tabliczka o symbolicznej wymowie: „POCAŁUJCIE NAS W D…” Miała rozwiązać konflikt na linii mieszkańcy chcący remontu kładki – Urząd Miasta. Ale nie rozwiązała. U zarania tego konfliktu leży inny: na linii PKP – Urząd Miasta. Jedni by chcieli, ale ich nie stać… Drudzy też by chcieli, ale nie chcą, bo nie mogą… Impas trwa, mieszkańcy – ci, którzy muszą – dygają naokoło, a sytuację wykorzystuje pewien młody poseł, który kreuje się na dobrego opiekuna i mediatora. Póki co, z jego mediacji jeszcze nic konkretnego nie wynikło.

U jak usterki. Dokładnie 595 usterek, braków i wad. Taką ich ilość zawierał końcowy (!!!) protokół odbiorczy kompleksu sportowego. Usterki? Oj tam! Oj tam! Protokół podpisany, sukces odtrąbiony! W sumie naprawa KAŻDEJ usterki to był dobry pretekst do przecięcia czerwonej wstęgi i pokazania się jako autora sukcesu. Aż dziw, że nikt na to nie wpadł. Skończyło się na 4 otwarciach, w tym jednym nieoficjalnym (tutaj: 1,2,3,4)…

W jak wybory. Wygląda na to, że będziemy mieć najdłuższą kampanię wyborczą nowoczesnej Europy. O tym, że właśnie się rozpoczęła, można się przekonać na podstawie ilości posłów odwiedzających nasz powiat w ostatnim czasie. Wracają „zesłańcy”, pojawiają się nowe-stare twarze. Pchają się jeden za drugim. Tylko „sojusznika” z ulotek z Burmistrzem – jak nie było widać, tak nie widać nadal…

Z jak Zelinka. Ryszard Zelinka. Od ponad 20 lat ważny element w lokalnej politycznej układance. Z racji pełnionej funkcji Przewodniczącego Rady Miasta – stróż prawa i porządku: nawołuje do czytania regulaminów i do przestrzegania przepisów. Jednym słowem – nasz samorządowy „Strażnik Teksasu”. Co tu dużo mówić: prawo prawem, ale racja musi być po „naszej” stronie! Jego autorskie interpretacje zapisów prawa obrosły już legendą (przykład pod: I jak interpretacja).

4 Wrz

Lotnisko i znaki zapytania

Co wiadomo w sprawie lotniska? Przez ponad rok zwykły oleśniczanin mógł się dowiedzieć niewiele. Do tej pory zwroty typu: „cargo”, „multimodalny transport towarowy”, „powiatowe lotnisko cywilne pożytku publicznego”, „wiele innych podmiotów zainteresowanych inwestycją” sprawiały wrażenie pustych frazesów, w połączeniu z którymi nawet „skok cywilizacyjny” i „1000 nowych miejsc pracy” nie robiły większego wrażenia. Taki zdawkowy sposób informowania opinii publicznej przez władze powiatowe i Stowarzyszenie Miłośników Lotniska-Oleśnica o PUBLICZNEJ inwestycji, w którą miałyby zostać ulokowane PUBLICZNE pieniądze, rzeczywiście mógł być irytujący. Od osób i podmiotów bezpośrednio zaangażowanych w ten temat, trudno było się dowiedzieć jakichkolwiek szczegółów. Na szczęście na wysokości zadania stanął red. Roman Rybak, który w ostatnim numerze „Panoramy Oleśnickiej” (nr 35/2012) próbuje odpowiedzieć na pytanie: Czy lotnisko to dobry interes?.

Pan redaktor dotarł do opracowania pt. „Udogodnienia komunikacyjne potencjalnym czynnikiem rozwoju gmin powiatu oleśnickiego„, przygotowanego przez firmę IME Consulting, stanowiącego studium wykonalności tej największej od lat inwestycji w naszym powiecie. I właśnie pan redaktor, bodajże jako pierwszy podał do publicznej informacji (w miarę) szczegółowe plany dotyczące reaktywacji oleśnickiego lotniska.

Po raz pierwszy można było się dowiedzieć, że akcja-reaktywacja miałaby przebiegać etapami: 1) uruchomienie lądowiska i rozpoczęcie procedury wpisu do ewidencji lotnisk cywilnych; 2) uruchomienie lotniska powiatowego; 3) uruchomienie funkcji cargo. Koszty (szacunkowe) realizacji poszczególnych etapów to odpowiednio: 13.5 mln, 60 mln,  i 21.35 mln złotych, co daje w sumie 94.85 mln złotych. To odrobinę więcej niż te „kilkanaście milionów”, o których w styczniu br mówił wiceburmistrz Pawłowski. Do tego dochodzi roczne utrzymanie lotniska, które na końcowym etapie wiązałoby się z wydatkiem rzędu 680 tys. złotych, oraz 1.73 mln na niezbędną dokumentację.

W prognozach budżetowych, autorzy studium wykonalności przewidują, iż uda się uzyskać dotację unijną na poziomie 68.5 mln złotych. I uzyskanie dofinansowania jest WARUNKIEM KONIECZNYM (ale nie wystarczającym) realizacji tej inwestycji. Bez dotacji unijnych trudno w ogóle marzyć o powrocie jakichkolwiek samolotów na oleśnickie niebo. Pozostałych 27.7 mln ma stanowić wkład własny lokalnych jednostek samorządowych: powiatu, gminy i miasta.

I tu pojawiają się największe problemy, bowiem fundusze (a raczej ich brak) mają być największym zagrożeniem tej strategicznej inwestycji. Zadłużenie powiatu niebezpiecznie zbliża się do dopuszczalnej ustawowo granicy 60%. Gmina systematycznie zmniejsza swoje zadłużenie, a wyłożenie funduszy na lotnisko z pewnością pociągnęłoby za sobą odwrócenie tego korzystnego trendu. W stosunkowo najlepszej kondycji finansowej jest miasto, ale… No właśnie: ALE…

Na zeszłotygodniowej sesji Rady Miasta Pan Burmistrz przedstawiał sprawozdanie z wykonania budżetu w I połowie 2012 roku. Pan Burmistrz wyraźnie dał do zrozumienia, że kryzys gospodarczy zaczyna pukać do drzwi w oleśnickim ratuszu, o czym świadczyć mogą chociażby słabe wyniki sprzedaży miejskich nieruchomości należących do miasta (wpływy na poziomie 13.3% z zakładanych 10.3 mln złotych) i że w przeciwieństwie do lat poprzednich, gdy można było sobie pozwolić na wydanie „grubych i twardych pieniędzy„, teraz o nowych halach, salach, kompleksach i rewitalizacjach będzie można jedynie pomarzyć. „Front inwestycyjny” będzie zdecydowanie skromniejszy (ciekawostka: parę dni później, identycznych związków frazeologicznych używała Pani Skarbnik Urzędu Miasta). Pan Burmistrz zapytany przez radnych, na czym, w obliczu nadchodzącego dołka, można by zaoszczędzić, bez głębszego zastanowienia odpowiedział: na ograniczeniu wydatków na cele inne, niż te, stanowiące zadania własne miasta.

I tu dochodzimy do clou: ponieważ lotnisko, czy transport lotniczy w ogólności, do zadań własnych miasta Oleśnica nie należy, Pan Burmistrz chyba miał na myśli, że wkład miasta w reaktywację lotniska może być niższy od przewidywań twórców opracowania i, być może, oczekiwań orędowników całej inwestycji. Jeden z wniosków zawartych w studium wykonalności inwestycji brzmi: „Bez pomocy publicznej oraz dopłat właścicieli do kapitału spółki, przedsięwzięcie staje się nieopłacalne„. Czy to stwierdzenie w połączeniu ze słowami Pana Burmistrza oznacza, że idea reaktywacji lotniska – tyleż wizjonerska, co trudna i  ryzykowna – może zakończyć się fiaskiem? Trudno powiedzieć. Według mojej laickiej oceny – mogą być problemy…

A tymczasem zapraszam już 11. września do sali widowiskowej na oficjalną uroczystość przekazania aktu własności lotniska oleśnickiemu samorządowi.

Będzie szansa się czegoś dowiedzieć…