4 Wrz

Lotnisko i znaki zapytania

Co wiadomo w sprawie lotniska? Przez ponad rok zwykły oleśniczanin mógł się dowiedzieć niewiele. Do tej pory zwroty typu: „cargo”, „multimodalny transport towarowy”, „powiatowe lotnisko cywilne pożytku publicznego”, „wiele innych podmiotów zainteresowanych inwestycją” sprawiały wrażenie pustych frazesów, w połączeniu z którymi nawet „skok cywilizacyjny” i „1000 nowych miejsc pracy” nie robiły większego wrażenia. Taki zdawkowy sposób informowania opinii publicznej przez władze powiatowe i Stowarzyszenie Miłośników Lotniska-Oleśnica o PUBLICZNEJ inwestycji, w którą miałyby zostać ulokowane PUBLICZNE pieniądze, rzeczywiście mógł być irytujący. Od osób i podmiotów bezpośrednio zaangażowanych w ten temat, trudno było się dowiedzieć jakichkolwiek szczegółów. Na szczęście na wysokości zadania stanął red. Roman Rybak, który w ostatnim numerze „Panoramy Oleśnickiej” (nr 35/2012) próbuje odpowiedzieć na pytanie: Czy lotnisko to dobry interes?.

Pan redaktor dotarł do opracowania pt. „Udogodnienia komunikacyjne potencjalnym czynnikiem rozwoju gmin powiatu oleśnickiego„, przygotowanego przez firmę IME Consulting, stanowiącego studium wykonalności tej największej od lat inwestycji w naszym powiecie. I właśnie pan redaktor, bodajże jako pierwszy podał do publicznej informacji (w miarę) szczegółowe plany dotyczące reaktywacji oleśnickiego lotniska.

Po raz pierwszy można było się dowiedzieć, że akcja-reaktywacja miałaby przebiegać etapami: 1) uruchomienie lądowiska i rozpoczęcie procedury wpisu do ewidencji lotnisk cywilnych; 2) uruchomienie lotniska powiatowego; 3) uruchomienie funkcji cargo. Koszty (szacunkowe) realizacji poszczególnych etapów to odpowiednio: 13.5 mln, 60 mln,  i 21.35 mln złotych, co daje w sumie 94.85 mln złotych. To odrobinę więcej niż te „kilkanaście milionów”, o których w styczniu br mówił wiceburmistrz Pawłowski. Do tego dochodzi roczne utrzymanie lotniska, które na końcowym etapie wiązałoby się z wydatkiem rzędu 680 tys. złotych, oraz 1.73 mln na niezbędną dokumentację.

W prognozach budżetowych, autorzy studium wykonalności przewidują, iż uda się uzyskać dotację unijną na poziomie 68.5 mln złotych. I uzyskanie dofinansowania jest WARUNKIEM KONIECZNYM (ale nie wystarczającym) realizacji tej inwestycji. Bez dotacji unijnych trudno w ogóle marzyć o powrocie jakichkolwiek samolotów na oleśnickie niebo. Pozostałych 27.7 mln ma stanowić wkład własny lokalnych jednostek samorządowych: powiatu, gminy i miasta.

I tu pojawiają się największe problemy, bowiem fundusze (a raczej ich brak) mają być największym zagrożeniem tej strategicznej inwestycji. Zadłużenie powiatu niebezpiecznie zbliża się do dopuszczalnej ustawowo granicy 60%. Gmina systematycznie zmniejsza swoje zadłużenie, a wyłożenie funduszy na lotnisko z pewnością pociągnęłoby za sobą odwrócenie tego korzystnego trendu. W stosunkowo najlepszej kondycji finansowej jest miasto, ale… No właśnie: ALE…

Na zeszłotygodniowej sesji Rady Miasta Pan Burmistrz przedstawiał sprawozdanie z wykonania budżetu w I połowie 2012 roku. Pan Burmistrz wyraźnie dał do zrozumienia, że kryzys gospodarczy zaczyna pukać do drzwi w oleśnickim ratuszu, o czym świadczyć mogą chociażby słabe wyniki sprzedaży miejskich nieruchomości należących do miasta (wpływy na poziomie 13.3% z zakładanych 10.3 mln złotych) i że w przeciwieństwie do lat poprzednich, gdy można było sobie pozwolić na wydanie „grubych i twardych pieniędzy„, teraz o nowych halach, salach, kompleksach i rewitalizacjach będzie można jedynie pomarzyć. „Front inwestycyjny” będzie zdecydowanie skromniejszy (ciekawostka: parę dni później, identycznych związków frazeologicznych używała Pani Skarbnik Urzędu Miasta). Pan Burmistrz zapytany przez radnych, na czym, w obliczu nadchodzącego dołka, można by zaoszczędzić, bez głębszego zastanowienia odpowiedział: na ograniczeniu wydatków na cele inne, niż te, stanowiące zadania własne miasta.

I tu dochodzimy do clou: ponieważ lotnisko, czy transport lotniczy w ogólności, do zadań własnych miasta Oleśnica nie należy, Pan Burmistrz chyba miał na myśli, że wkład miasta w reaktywację lotniska może być niższy od przewidywań twórców opracowania i, być może, oczekiwań orędowników całej inwestycji. Jeden z wniosków zawartych w studium wykonalności inwestycji brzmi: „Bez pomocy publicznej oraz dopłat właścicieli do kapitału spółki, przedsięwzięcie staje się nieopłacalne„. Czy to stwierdzenie w połączeniu ze słowami Pana Burmistrza oznacza, że idea reaktywacji lotniska – tyleż wizjonerska, co trudna i  ryzykowna – może zakończyć się fiaskiem? Trudno powiedzieć. Według mojej laickiej oceny – mogą być problemy…

A tymczasem zapraszam już 11. września do sali widowiskowej na oficjalną uroczystość przekazania aktu własności lotniska oleśnickiemu samorządowi.

Będzie szansa się czegoś dowiedzieć…