13 Sty

Obywatelskie „łubu dubu”

jarzabek_2
Kadr z filmu „Miś”

„Miś” filmem kultowym jest i co do tego nikt nie ma wątpliwości. A ze wszystkich „misiowych” scen, chyba najbardziej kultową jest ta, w której trener drugiej klasy, Wacław Jarząbek, staje przed szafą i wyśpiewuje do niej swoje „Łubu dubu, niech żyje nam Prezes naszego klubu!”. Jeśli ktoś myśli, że Jarząbek, szafa i „łubu dubu” to tylko filmowa rzeczywistość, licentia poetica mistrza Barei, to spieszę donieść, że wcale niekoniecznie. Otóż „Jarząbków” można spotkać i dziś. Z jedną różnicą: współcześni „Jarząbkowie” zamienili szafę na… internet.

Oto anonimowy młody autor (młoda autorka) będąca pod wrażeniem zmian zachodzących w naszym pięknym, coraz piękniejszym mieście, w przypływie zachwytu i nagłego natchnienia popełnia wiersz pt. „Oleśnica”, którego najciekawszy fragment  brzmi jak poniżej (zachowana pisownia oryginalna):

„(…) Juz nie jest tu staroświecko,

jak dawniej było..

Bo burmistrz Pan Brońś wprowadził ciekawe zmiany.

My wszyscy jesteśmy zadowoleni i

Panu burmistrzowi bardzo dziękujemy. (…)”

Całość do przeczytania tutaj, a tutaj zrzut ekranu.

Nieprzypadkowo rzecz dzieje się na portalu utworzonym z inicjatywy Urzędu Miasta Oleśnicy, finansowanym przez Urząd Miasta Oleśnicy, moderowanym przez Sekcję Promocji Miasta (Oleśnicy), kierowaną przez Rzeczniczkę Burmistrza Oleśnicy. Ten amatorski utwór to owoc ciężkiej pracy Sekcji Promocji Miasta i jej wielomiesięcznych wytężonych starań mających na celu aktywizację, promocję i kształtowanie postaw obywatelskich wśród mieszkańców miasta za pośrednictwem tegoż portalu.

Ten skromny wiersz spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem ze strony czytelników, którzy docenili starania młodego autora (młodej autorki):

Znaleźli się również tacy, którzy doskonale wczuli się w klimat wiersza i postanowili zaprezentować własną twórczość:

Mamy już w Oleśnicy Olę na miarę naszych możliwości… Jesteśmy świadkami narodzin nowej, świeckiej tradycji… Mamy też klub sportowy – co prawda nie „Tęcza”, ale równie zasłużony. Teraz mamy jeszcze szafę, do której możemy przekazać jakąś krytyczną uwagę, jakąś skargę. Jeśli nie możemy osobiście, w każdej chwili możemy się zalogować i wyśpiewać co nam leży na wątrobie… Kadzić nie warto; kłamać i upiększać też nie, bo i po co? Przecież i nam, i mecenasom portalu chodzi tylko o nasze wspólne dobro. Szczerość w naszym mieście TO NORMA!

Dodać jeszcze należy, że obywatel zalogowany na urzędowym portalu jest mniej awanturujący się (co z pewnością potwierdzą wszyscy miejscy urzędnicy z Panem Burmistrzem na czele) 🙂

12 Gru

Oleśnickie ABC roku 2012

Sezon podsumowań czas zacząć! Tylko z dystansem, Panie i Panowie… Z dystansem proszę.

A jak afera. Słowo w ostatnim roku mocno nadużywane. Aferki to jeszcze nie afery. A i aferek byłoby mniej, gdyby nie stwarzano ku nim „okazji”, a przepływ informacji na linii urząd-obywatel był nieco sprawniejszy. No chyba, że ktoś ma coś do ukrycia…

B jak „burdel, a nie demokracja”. O taki komentarz pokusił się jeden z radnych na podsumowanie żenująco-kompromitującej sesji Rady Miasta. Kwintesencja działań naszej Rady Miasta. Nic dodać, nic ująć!

C jak CBA. W 2012 roku był to wyjątkowo częsty (aczkolwiek raczej niemile widziany) gość na naszych samorządowych „salonach”. Ślizówgate, citroengate, dyrektorka szpitala-gate… Odwiedziny CBA zwykle oznaczają kłopoty, dlatego też wizyta takiego gościa nie powinna być powodem do dumy dla naszych samorządowców. Ale strachu nie ma, bo zawsze można zrzucić winę na niekompetencję i nieobiektywność agentów…

D jak dziennikarstwo obywatelskie. Na całym świecie dziennikarstwem obywatelskim zajmują się amatorzy-społecznicy i robią to w interesie społecznym. A w Oleśnicy? Dziennikarstwo obywatelskie sponsoruje Urząd Miasta, patent dziennikarzy obywatelskich dzierżą pracownicy jednostek mu podległych, a interes społeczny jest rozumiany jako interes Urzędu Miasta.

E jak emocje. Niepotrzebne emocje. Nie brakowało ich w dyskusji toczącej się w temacie rond. Emocje te były przyczynkiem do wprowadzenia wzmożonych środków ostrożności w ratuszu. Też niepotrzebnych.

F jak Facebook. Mówią, że jak kogoś nie ma na „fejsbuku”, to nie istnieje. Najwyraźniej Pan Burmistrz wziął sobie to do serca i zaistniał. Na swoim profilu umieszcza słit-focie ze swoich zagranicznych wojaży, jakby chciał coś komuś udowodnić. Co i komu? To już jego słodka tajemnica…

G jak geriawity. Sympatyczne określenie zawodników pewnego klubu sportowego, który gra w lidze z licealistami. I trzeba przyznać, że… odnosi sukcesy! Geriawity są hojnie wspierani przez miasto, a piłka w ręce „Oli bez majtek” urosła już do rangi symbolu.

H jak histeria. Czyli typowa dla oleśnickiego Urzędu Miasta reakcja na słowa krytyki. Bez refleksji, bez namysłu – zawsze w zaparte!

I jak interpretacja. Czyli radosna twórczość Przewodniczącego Rady Miasta. Według niego: tajne głosowanie, jest w sumie jawne, bo głosy – tajne, w cudowny sposób staną się jawnymi przez „podpięcie” ich do protokołu z sesji. Oczywiście pod warunkiem, że na karcie do głosowania nie będzie nazwiska głosującego, bo wtedy głos będzie nieważny. W tej, jakże radosnej twórczości Przewodniczącego RM swoim „autorytetem” wspierała pani MECENAS, radca prawna UMO.

J jak „jak gdyby”. Zwrot – wytrych przy autorskiej interpretacji prawa. (JAK GDYBY) Rada Miasta stanowi (JAK GDYBY) prawo lokalne, które (JAK GDYBY) Przewodniczący zinterpretuje (JAK GDYBY) po swojemu.

K jak Kempa. Jarosław Kempa. Medialna gwiazda na samorządowym firmamencie. W 2012 roku dał się poznać jako spec od promocji, strategii i public relations. Spin doktor z krwi i kości. Swoimi pomysłami na promocyjne znaczki i papeterię zawstydził Sekcję Promocji Miasta i odebrał jej chleb. Radny Kempa jest również autorem wiekopomnego pomysłu na tabliczkę (patrz: T jak tablica), która miała pokazać mieszkańcom co Urząd Miasta może zrobić w sprawie kładki. No i pokazała…

L jak lotnisko. NASZE lotnisko – samorządowe! W sumie wciąż nie wiadomo, czy istnieje ono już w sferze realnych planów, czy raczej wciąż w sferze mrzonek i pobożnych życzeń. Obiecują złote góry, ale rzeczywistość skrzeczy. I jakoś nikt nie kwapi się do tego, by rozpocząć konkretne działania. Po 3 miesiącach od przejęcia pada hasło: „POROZMAWIAJMY!” A czas goni nieubłaganie…

M jak majtki. Od pewnego czasu przedmiot prywatnych rozmów pomiędzy mieszkańcami naszego miasta. Rozmów nieoficjalnych, wręcz pokątnych, bo i temat dość krępujący i nietypowy: czy nowa Ola ma majtki, czy nie? Jedni mówią, że ma, inni że wręcz przeciwnie. Ktoś już sprawdził? 😉

N jak Nagroda Oleśnicy. N jak nieprzyznana. Przeszła reformę, odświeżono regulamin – miało być lepiej. Nie pomogło. Czasy świetności Nagroda Oleśnicy ma już za sobą. Teraz stała się lokalnym synonimem obciachu. Nie wiem, czy ktoś w ogóle będzie chciał ją dostać…

O jak olesnica.eu. Portal sponsorowany przez Urząd Miasta, tworzony dla obywateli, (rzekomo) przez obywateli. Zamysł w porządku, ale gorzej z wykonaniem. Bo gdy portalem zajmuje się Sekcja Promocji Miasta, swoje oczekiwania co do „obywatelskości” portalu należy bezwzględnie zweryfikować.

P jak płatne parkowanie. Narzucone mieszkańcom przez Urząd Miasta: bo „inne miasta mają”, bo „rotacja”, bo „fluktuacja”… Wreszcie któryś z urzędników nieśmiało wyjawił prawdę oczywistą: „bo może zwrócą się koszty funkcjonowania straży miejskiej”. Fluktuacja fluktuacją… Liczy się KASA!

R jak Rzecznik Prasowy Burmistrza. Najlepsze źródło (dez)informacji wszelakiej. Świadoma lub nie – kierowniczka zamieszania – zamiast wyjaśniać jak chłop babie na granicy, sama prowokuje lawinę niedomówień, niedopowiedzeń. Gdzie diabeł nie może, tam rzecznik prasową pośle. W naszym mieście Rzecznik Prasowy Burmistrza dodatkowo kieruje Sekcją Promocji Miasta. Można tylko siąść i płakać…

S jak Straż Miejska i Sekcja Promocji Miasta. Obie formacje to zbrojne ramiona (lewe i prawe) Dobrych w walce ze Złymi. Obie – równie skuteczne: ta pierwsza we wlepianiu mandatów przekupkom sprzedającym pietruszkę; ta druga – w wydawaniu publicznych pieniędzy, w sumie nawet nie za bardzo wiadomo na co.

T jak tablica. Miejska tabliczka o symbolicznej wymowie: „POCAŁUJCIE NAS W D…” Miała rozwiązać konflikt na linii mieszkańcy chcący remontu kładki – Urząd Miasta. Ale nie rozwiązała. U zarania tego konfliktu leży inny: na linii PKP – Urząd Miasta. Jedni by chcieli, ale ich nie stać… Drudzy też by chcieli, ale nie chcą, bo nie mogą… Impas trwa, mieszkańcy – ci, którzy muszą – dygają naokoło, a sytuację wykorzystuje pewien młody poseł, który kreuje się na dobrego opiekuna i mediatora. Póki co, z jego mediacji jeszcze nic konkretnego nie wynikło.

U jak usterki. Dokładnie 595 usterek, braków i wad. Taką ich ilość zawierał końcowy (!!!) protokół odbiorczy kompleksu sportowego. Usterki? Oj tam! Oj tam! Protokół podpisany, sukces odtrąbiony! W sumie naprawa KAŻDEJ usterki to był dobry pretekst do przecięcia czerwonej wstęgi i pokazania się jako autora sukcesu. Aż dziw, że nikt na to nie wpadł. Skończyło się na 4 otwarciach, w tym jednym nieoficjalnym (tutaj: 1,2,3,4)…

W jak wybory. Wygląda na to, że będziemy mieć najdłuższą kampanię wyborczą nowoczesnej Europy. O tym, że właśnie się rozpoczęła, można się przekonać na podstawie ilości posłów odwiedzających nasz powiat w ostatnim czasie. Wracają „zesłańcy”, pojawiają się nowe-stare twarze. Pchają się jeden za drugim. Tylko „sojusznika” z ulotek z Burmistrzem – jak nie było widać, tak nie widać nadal…

Z jak Zelinka. Ryszard Zelinka. Od ponad 20 lat ważny element w lokalnej politycznej układance. Z racji pełnionej funkcji Przewodniczącego Rady Miasta – stróż prawa i porządku: nawołuje do czytania regulaminów i do przestrzegania przepisów. Jednym słowem – nasz samorządowy „Strażnik Teksasu”. Co tu dużo mówić: prawo prawem, ale racja musi być po „naszej” stronie! Jego autorskie interpretacje zapisów prawa obrosły już legendą (przykład pod: I jak interpretacja).

31 Paź

Dziennikarstwo obywatelskie po oleśnicku

Miało być obywatelsko. Miało być społecznościowo. Do tego wizjonersko, nowocześnie i z rozmachem. Skończyło się, póki co, totalną porażką. I to za publiczne pieniądze. Chociaż, kto wie? Może jeszcze się nie skończyło?

Prawie dokładnie 9 miesięcy temu Urząd Miasta Oleśnicy z wielką pompą ogłosił, że uruchamia nowy portal:

Portal dziennikarstwa obywatelskiego tworzony jest przede wszystkim z myślą o oleśnickiej młodzieży. Ma to być platforma i poligon doświadczalny, na którym młodzi oleśniczanie będą nie tylko wyrażać swoje opinie, obawy i spostrzeżenia, ale także zdobywać doświadczenie w pracy dziennikarskiej obejmującej zdobywanie informacji, pisanie i redagowanie tekstów, a także inspirowanie do wymiany opinii” (źródło: www.olesnica.pl).

Dziennikarstwo obywatelskie miało stanowić jeden z obszarów działań nowo powołanej wówczas komórki organizacyjnej w Urzędzie, czyli Sekcji Promocji Miasta. Jednostka za pośrednictwem tego portalu ta miała „aktywizować i promować postawy obywatelskie mieszkańców oraz integrować lokalną społeczność” (źródło: www.olesnica.pl). Patronat nad portalem objął Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim, a wykonanie i część techniczną powierzono firmie Publicon z Wrocławia (do której jeszcze za chwilę wrócimy). Zatem portal miał stanowić dość oryginalną mieszankę żywiołowości amatorów-użytkowników serwisu i profesjonalizmu twórców i „opiekunów”. Mogło być ciekawie.

Zaczęło się skromnie od lokalnych wiadomości sportowych i kulturalnych. Relatywnie najwięcej tekstów dotyczyło muzyki i koncertów. I mimo, że oczywistym było, że w redakcję pierwszych tekstów zaangażowane były osoby związane z Urzędem Miasta, to można było je traktować, jako zachętę dla przyszłych dziennikarzy-amatorów, użytkowników portalu. Gdy 28. marca pojawił się tekst zatytułowany „Basi Bartczak azjatyckie wojaże – cz. 1 Sawatdiikha” można było odnieść pozytywne wrażenie, że pomysł chwycił, bo znalazła się pierwsza „odważna” do pisania i upubliczniania własnych dzieł. Było dobrze… Przez chwilę… Bo gdy pojawiło się kolejnych 5 części przygód pani Basi, pojawiły się również pierwsze wątpliwości co do spontaniczności autorki. Gdy ukazało się kolejnych 6 tekstów i powstał 12-odcinkowy tasiemiec o azjatyckich przygodach oleśniczanki, domysły przeszły w pewność: pani Basia została poproszona/zachęcona przez Urząd do pisania tekstów na potrzeby portalu.

Poziom krytyczny został osiągnięty, gdy na portalu pojawiło się – ni stąd, ni zowąd – kilkanaście tekstów na temat starości. Dlaczego akurat starość? Jak to możliwe, że nagle autorzy – ludzie młodzi, sądząc po stylu pisania – zaczęli grupowo myśleć o starości? Nie potrzeba było nadmiernie dużego wysiłku, by sprawdzić i przekonać się, że autorami tych krótkich przemyśleń na temat starości byli… członkowie Młodzieżowej Rady Miasta. Czyli… I tym razem trudno mówić o spontaniczności. Postawa obywatelska i pisanie „na rozkaz” raczej nie idą w parze…

Teraz najciekawsze.

Kilka miesięcy temu poprosiłem o informację na temat kosztów utworzenia i funkcjonowania portalu. Z udzielonej mi odpowiedzi wynika, iż do czerwca bieżącego roku portal olesnica.eu kosztował nas 18 450 złotych. Dokładnie tyle zapłacił Urząd Miasta za projekt, wykonanie, opublikowanie i utrzymanie portalu firmie Publicon sp. z o.o. z Wrocławia. Wybór tej firmy raczej nie był przypadkowy. Jak udało mi się dowiedzieć, to ludzie związani z tą firmą opracowali kilka lat temu „Strategię rozwoju miasta na lata 2008-2010„, czyli  kampanię promocyjną „Oleśnica zachwyca”, z której… niewiele wyszło. Teraz ta sama firma została zaangażowana do realizacji ambitnych planów z portalem dziennikarstwa obywatelskiego. I zaś klapa…

18 tysięcy 450 publicznych złotych wydano na przedsięwzięcie tyleż ciekawe, co ryzykowne i, znając podejście oleśnickich władz do postaw obywatelskich, z góry skazane na niepowodzenie. A tymczasem można sobie wyobrazić, że można by tę kwotę przeznaczyć na przykład na wydanie książki. Na przykład z zapiskami z azjatyckich wojaży pani Basi Bartczak, bo czemu nie? Zyskałaby pani Basia jako autorka; zyskałoby też miasto, jako promotor i mecenas. Z pewnością efekt promocyjny byłby większy…

Ostatni tekst (autorstwa pani Basi) został opublikowany 23. lipca, a więc ponad 3 miesiące temu. Czy minęło wystarczająco dużo czasu, by uznać Lokalny Portal Dziennikarstwa Obywatelskiego za MARTWY?

I tak i nie… Z jednej strony, jako projekt sterowany przez urzędników w oleśnickim magistracie, życie pokazało, że ma on niewiele wspólnego z dziennikarstwem obywatelskim. Zresztą sam pomysłodawca idei portalu, p. Szymon Sikorski, prezes firmy Publikon, stwierdził, że jeżeli portal będzie sterowany i kontrolowany, to umrze. Z drugiej strony, mogę się domyślać, że gdy wiadomość o niniejszym tekście na temat portalu dotrze do ratusza, podjęte zostaną próby jego reanimacji.

Ale mała rada Panie i Panowie Urzędnicy:

NIC NA SIŁĘ!