19 Paź

Bajka o budżecie, czyli Kowalski pisze wniosek do Urzędu

Urzędnik powiedział do Kowalskiego: „Słuchaj no, Kowalski! Robimy budżet na przyszły rok… Jakbyś miał jakiegoś pomysła, to napisz wniosek! Jak nam starczy na to, co wydać musimy, to może i uda się Twój pomysł zrealizować!” Zaskoczony Kowalski zaniemówił przez chwilę… „Ale jaki pomysł?” „Jak jaki? Może drzewko chciałbyś posadzić? Może piaskownicę dla dzieciarni urządzić? Chodnik do remontu? Cokolwiek!” „Naprawdę?!” – Kowalski trwał w swoim pozytywnym zdumieniu. Odparł: „Wiesz co, Urzędnik? Ja się zastanowię!

 Wrócił Kowalski do domu strasznie przejęty…  Nie bardzo mógł uwierzyć w swoje szczęście. Wizja, którą roztoczył przed nim Urzędnik była piękna. Ale może ZBYT piękna?! Postanowił sprawdzić… i oniemiał po raz kolejny! Oto co przeczytał:

Wnioski o ujęcie zadań w budżecie składane mogą być przez radnych Rady Miasta Oleśnicy (zwanej dalej Radą), mieszkańców Miasta, organizacje pozarządowe i inne podmioty w terminie do 30 września. Wnioski powinny zawierać nazwę zadania (czynności), jego krótką charakterystykę, uzasadnienie realizacji i w miarę możliwości wnioskodawcy, szacunkowy koszt. Wnioski te podlegają merytorycznej weryfikacji przez Naczelników odpowiednich Wydziałów Urzędu.”

Oto bowiem okazało się, że on, zwykły, szary obywatel, może mieć wpływ na miasto w którym żyje, a jego pomysł – jeśli znajdzie uznanie i jeśli znajdą się w budżecie środki na jego podjęcie – może przyczynić się do tego, by żyło się lepiej. Mieszkańcom.

I wtedy właśnie Kowalski poczuł, jak duża odpowiedzialność na nim ciąży. Zdał sobie sprawę z tego, że pomysł, który miał wymyślić, nie powinien być ot, taki: pierwszy, który mu do głowy przyjdzie. I zdecydowanie nie powinien dotyczyć jego samego, ale części społeczności w której żyje: sąsiadów, mieszkańców ulicy, osiedla na którym mieszka. Zadanie trudne, a temat niebanalny.

I zaczął Kowalski intensywnie myśleć. „Chodniki wyremontowane. Dzieci do szkoły chodzą… W szkole szału nie ma, ale jest schludnie.” Siedział i głowił się. Był bardzo przejęty zadaniem, które powierzył mu Urzędnik. I nagle… „EUREKA! Wiem!

Do głowy przyszedł mu MOST. Gdy idzie do centrum, musi nadkładać spory kawałek drogi. W dodatku w rzece ostatnio zalęgły się krokodyle, więc tym bardziej przydałaby się nowa przeprawa. Taki most ułatwiłby życie jemu samemu, wszystkim mieszkańcom całej dzielnicy, w której mieszka, ale nie tylko.  Ucieszyliby się też kierowcy, bo i korków byłoby mniej. Dobrze byłoby, gdyby miasto wybudowało taki most. Napisał więc wniosek o zarezerwowanie środków w budżecie miasta na budowę mostu. Wysłał wniosek i spokojnie czeka…

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Najpierw padło pytanie: „Panie Kowalski, a dlaczego tak dużo?” No cóż… Kowalski specjalistą od budowania mostów nigdy nie był, dlatego wydawało mu się, że mosty są duże, to i kosztują dużo. A jeśli uda się miastu taniej zbudować ten most, to tym lepiej.

Potem na wniosek Kowalskiego zareagowała Skarbniczka: „Domyślam się, że skoro Pan Kowalski złożył wniosek o dotację w sprawie mostu, to posiada on uprawnienia z zakresu budowy dróg i mostów.

W tym momencie Kowalski zdębiał: „Ale jaką dotację? Ja żadnego wniosku o dotację nie składałem! Mój wniosek, zgodnie z zapisami w prawie lokalnym, dotyczył prośby o ujęcie budowy mostu w projekcie budżetu na przyszły rok. Przecież to nie ja mam budować ten most, tylko specjaliści. Ja nawet nie umiem budować, a jedyną rzeczą, jaką w swoim życiu zbudowałem, to karmnik dla ptaków.

Atmosfery absurdu dopełnił Radny (albo powołujący się na niego Dziennikarz): „A czy czasem Kowalski nie startował w ostatnich wyborach? Jeśli tak, to wniosek Kowalskiego ma podtekst polityczny! Nie może być tak, że o dotacje z budżetu miasta ubiegają się osoby o politycznych aspiracjach!

Kowalski usiadł i z trudem wydusił z siebie: „Co oni wszyscy mają z tymi dotacjami? Ja… Ja tylko chciałem, żeby miasto zbudowało most… Dla mieszkańców… Tylko tyle…

Dziwne, że Radny sam nie pomyślał to tym, że z tego samego ugrupowania, co on sam, startowali również inni wnioskodawcy… Ale to drobny szczegół…

I w ten oto sposób Urzędnik po raz kolejny zakpił sobie z Kowalskiego. A sam Kowalski został potraktowany przez aparat urzędniczy, jak na miasto z wieloletnimi tradycjami obuwniczymi przystało, czyli…

 …Z BUTA!

A morał z tej historyjki jest taki: między zwykłym Kowalskim, a Urzędnikiem znajduje się niewidzialna bariera nie do przekroczenia.  Przeszkoda ta powoduje znacznie utrudnia komunikację na linii Kowalski-Urzędnik (co ciekawe, w w przeciwnym kierunku komunikacja odbywa się bez zakłóceń), często zmieniając jej sens. To z kolei powoduje, że  faktyczny wpływ Kowalskiego na to, co dzieje się wokół niego (no, może poza wyborami) jest zwykłym złudzeniem, gdy na przeszkodzie staje aparat urzędniczy! I nawet gdyby Kowalski starał się jak mógł, to i tak Urzędnik go nie zrozumie: gdy Kowalski ma jakiś pomysł i z tym pomysłem zwraca się do Urzędu Miasta, nie chcąc nic w zamian, to nie mieści się w urzędniczych głowach Urzędnika, Skarbniczki, nauczycielskiej głowie Radnego i dziennikarskiej głowie Dziennikarza. No bo o co innego Kowalski może pisać wnioski, jeśli nie o dotacje?!?!?!