12 Gru

Oleśnickie ABC roku 2012

Sezon podsumowań czas zacząć! Tylko z dystansem, Panie i Panowie… Z dystansem proszę.

A jak afera. Słowo w ostatnim roku mocno nadużywane. Aferki to jeszcze nie afery. A i aferek byłoby mniej, gdyby nie stwarzano ku nim „okazji”, a przepływ informacji na linii urząd-obywatel był nieco sprawniejszy. No chyba, że ktoś ma coś do ukrycia…

B jak „burdel, a nie demokracja”. O taki komentarz pokusił się jeden z radnych na podsumowanie żenująco-kompromitującej sesji Rady Miasta. Kwintesencja działań naszej Rady Miasta. Nic dodać, nic ująć!

C jak CBA. W 2012 roku był to wyjątkowo częsty (aczkolwiek raczej niemile widziany) gość na naszych samorządowych „salonach”. Ślizówgate, citroengate, dyrektorka szpitala-gate… Odwiedziny CBA zwykle oznaczają kłopoty, dlatego też wizyta takiego gościa nie powinna być powodem do dumy dla naszych samorządowców. Ale strachu nie ma, bo zawsze można zrzucić winę na niekompetencję i nieobiektywność agentów…

D jak dziennikarstwo obywatelskie. Na całym świecie dziennikarstwem obywatelskim zajmują się amatorzy-społecznicy i robią to w interesie społecznym. A w Oleśnicy? Dziennikarstwo obywatelskie sponsoruje Urząd Miasta, patent dziennikarzy obywatelskich dzierżą pracownicy jednostek mu podległych, a interes społeczny jest rozumiany jako interes Urzędu Miasta.

E jak emocje. Niepotrzebne emocje. Nie brakowało ich w dyskusji toczącej się w temacie rond. Emocje te były przyczynkiem do wprowadzenia wzmożonych środków ostrożności w ratuszu. Też niepotrzebnych.

F jak Facebook. Mówią, że jak kogoś nie ma na „fejsbuku”, to nie istnieje. Najwyraźniej Pan Burmistrz wziął sobie to do serca i zaistniał. Na swoim profilu umieszcza słit-focie ze swoich zagranicznych wojaży, jakby chciał coś komuś udowodnić. Co i komu? To już jego słodka tajemnica…

G jak geriawity. Sympatyczne określenie zawodników pewnego klubu sportowego, który gra w lidze z licealistami. I trzeba przyznać, że… odnosi sukcesy! Geriawity są hojnie wspierani przez miasto, a piłka w ręce „Oli bez majtek” urosła już do rangi symbolu.

H jak histeria. Czyli typowa dla oleśnickiego Urzędu Miasta reakcja na słowa krytyki. Bez refleksji, bez namysłu – zawsze w zaparte!

I jak interpretacja. Czyli radosna twórczość Przewodniczącego Rady Miasta. Według niego: tajne głosowanie, jest w sumie jawne, bo głosy – tajne, w cudowny sposób staną się jawnymi przez „podpięcie” ich do protokołu z sesji. Oczywiście pod warunkiem, że na karcie do głosowania nie będzie nazwiska głosującego, bo wtedy głos będzie nieważny. W tej, jakże radosnej twórczości Przewodniczącego RM swoim „autorytetem” wspierała pani MECENAS, radca prawna UMO.

J jak „jak gdyby”. Zwrot – wytrych przy autorskiej interpretacji prawa. (JAK GDYBY) Rada Miasta stanowi (JAK GDYBY) prawo lokalne, które (JAK GDYBY) Przewodniczący zinterpretuje (JAK GDYBY) po swojemu.

K jak Kempa. Jarosław Kempa. Medialna gwiazda na samorządowym firmamencie. W 2012 roku dał się poznać jako spec od promocji, strategii i public relations. Spin doktor z krwi i kości. Swoimi pomysłami na promocyjne znaczki i papeterię zawstydził Sekcję Promocji Miasta i odebrał jej chleb. Radny Kempa jest również autorem wiekopomnego pomysłu na tabliczkę (patrz: T jak tablica), która miała pokazać mieszkańcom co Urząd Miasta może zrobić w sprawie kładki. No i pokazała…

L jak lotnisko. NASZE lotnisko – samorządowe! W sumie wciąż nie wiadomo, czy istnieje ono już w sferze realnych planów, czy raczej wciąż w sferze mrzonek i pobożnych życzeń. Obiecują złote góry, ale rzeczywistość skrzeczy. I jakoś nikt nie kwapi się do tego, by rozpocząć konkretne działania. Po 3 miesiącach od przejęcia pada hasło: „POROZMAWIAJMY!” A czas goni nieubłaganie…

M jak majtki. Od pewnego czasu przedmiot prywatnych rozmów pomiędzy mieszkańcami naszego miasta. Rozmów nieoficjalnych, wręcz pokątnych, bo i temat dość krępujący i nietypowy: czy nowa Ola ma majtki, czy nie? Jedni mówią, że ma, inni że wręcz przeciwnie. Ktoś już sprawdził? 😉

N jak Nagroda Oleśnicy. N jak nieprzyznana. Przeszła reformę, odświeżono regulamin – miało być lepiej. Nie pomogło. Czasy świetności Nagroda Oleśnicy ma już za sobą. Teraz stała się lokalnym synonimem obciachu. Nie wiem, czy ktoś w ogóle będzie chciał ją dostać…

O jak olesnica.eu. Portal sponsorowany przez Urząd Miasta, tworzony dla obywateli, (rzekomo) przez obywateli. Zamysł w porządku, ale gorzej z wykonaniem. Bo gdy portalem zajmuje się Sekcja Promocji Miasta, swoje oczekiwania co do „obywatelskości” portalu należy bezwzględnie zweryfikować.

P jak płatne parkowanie. Narzucone mieszkańcom przez Urząd Miasta: bo „inne miasta mają”, bo „rotacja”, bo „fluktuacja”… Wreszcie któryś z urzędników nieśmiało wyjawił prawdę oczywistą: „bo może zwrócą się koszty funkcjonowania straży miejskiej”. Fluktuacja fluktuacją… Liczy się KASA!

R jak Rzecznik Prasowy Burmistrza. Najlepsze źródło (dez)informacji wszelakiej. Świadoma lub nie – kierowniczka zamieszania – zamiast wyjaśniać jak chłop babie na granicy, sama prowokuje lawinę niedomówień, niedopowiedzeń. Gdzie diabeł nie może, tam rzecznik prasową pośle. W naszym mieście Rzecznik Prasowy Burmistrza dodatkowo kieruje Sekcją Promocji Miasta. Można tylko siąść i płakać…

S jak Straż Miejska i Sekcja Promocji Miasta. Obie formacje to zbrojne ramiona (lewe i prawe) Dobrych w walce ze Złymi. Obie – równie skuteczne: ta pierwsza we wlepianiu mandatów przekupkom sprzedającym pietruszkę; ta druga – w wydawaniu publicznych pieniędzy, w sumie nawet nie za bardzo wiadomo na co.

T jak tablica. Miejska tabliczka o symbolicznej wymowie: „POCAŁUJCIE NAS W D…” Miała rozwiązać konflikt na linii mieszkańcy chcący remontu kładki – Urząd Miasta. Ale nie rozwiązała. U zarania tego konfliktu leży inny: na linii PKP – Urząd Miasta. Jedni by chcieli, ale ich nie stać… Drudzy też by chcieli, ale nie chcą, bo nie mogą… Impas trwa, mieszkańcy – ci, którzy muszą – dygają naokoło, a sytuację wykorzystuje pewien młody poseł, który kreuje się na dobrego opiekuna i mediatora. Póki co, z jego mediacji jeszcze nic konkretnego nie wynikło.

U jak usterki. Dokładnie 595 usterek, braków i wad. Taką ich ilość zawierał końcowy (!!!) protokół odbiorczy kompleksu sportowego. Usterki? Oj tam! Oj tam! Protokół podpisany, sukces odtrąbiony! W sumie naprawa KAŻDEJ usterki to był dobry pretekst do przecięcia czerwonej wstęgi i pokazania się jako autora sukcesu. Aż dziw, że nikt na to nie wpadł. Skończyło się na 4 otwarciach, w tym jednym nieoficjalnym (tutaj: 1,2,3,4)…

W jak wybory. Wygląda na to, że będziemy mieć najdłuższą kampanię wyborczą nowoczesnej Europy. O tym, że właśnie się rozpoczęła, można się przekonać na podstawie ilości posłów odwiedzających nasz powiat w ostatnim czasie. Wracają „zesłańcy”, pojawiają się nowe-stare twarze. Pchają się jeden za drugim. Tylko „sojusznika” z ulotek z Burmistrzem – jak nie było widać, tak nie widać nadal…

Z jak Zelinka. Ryszard Zelinka. Od ponad 20 lat ważny element w lokalnej politycznej układance. Z racji pełnionej funkcji Przewodniczącego Rady Miasta – stróż prawa i porządku: nawołuje do czytania regulaminów i do przestrzegania przepisów. Jednym słowem – nasz samorządowy „Strażnik Teksasu”. Co tu dużo mówić: prawo prawem, ale racja musi być po „naszej” stronie! Jego autorskie interpretacje zapisów prawa obrosły już legendą (przykład pod: I jak interpretacja).

24 Kwi

Źle się stało…

Źle się stało, że CBA podczas kontroli w oleśnickim Urzędzie Miasta wykryło nieprawidłowości, które mogą wskazywać na złamanie przepisów zawartych w ustawie o zamówieniach publicznych. Sprawa błaha, ale doliczyłem się co najmniej kilku powodów, by stwierdzić, że źle się stało.

Przede wszystkim dlatego, że nadszarpnięty został wizerunek osób odpowiedzialnych za przeprowadzenie feralnego przetargu. Co prawda raport CBA to TYLKO wskazanie na możliwość złamania procedur, a do wiążących decyzji (które wcale nie muszą być takie krytyczne, jak wspomniany raport) w tej sprawie jeszcze daleka droga, ale… No właśnie. Dla kryształowego wizerunku taki krytyczny raport to skaza.

Źle się stało również dlatego, że do tej pory tę błahą sprawę można było skutecznie bagatelizować: mówiło się o utyskiwaniach anonimowych internautów i niepokornych blogerów czy o nieuzasadnionych domysłach dociekliwych mediów. Tym razem do tego naszego lokalnego „piekiełka” wkroczył zewnętrzny (czytaj: niezależny) organ kontrolny. Poszperał, powąchał i pogroził palcem. Zrobił to nie w kierunku internautów, czy mediów, ale właśnie w kierunku urzędników.

I wreszcie źle się stało, ponieważ Urząd Miasta poczuł się w obowiązku, by odpowiedzieć na te zarzuty i wyjaśnić nam, mieszkańcom Oleśnicy, o co chodzi. Złe, a właściwie nieporadne, okazały się wyjaśnienia zawarte w opublikowanym na stronie miasta stanowisku, w którym padają ostre słowa pod adresem organu kontrolnego, jakim jest CBA:

(…) można odnieść wrażenie, (…) że celem przedmiotowej kontroli nie było ustalenie prawdy obiektywnej, lecz jedynie udowodnienie wcześniej przyjętej tezy i tym samym obrona kosztownej decyzji dotyczącej podjęcia tej kontroli„.

Jeśli dobrze rozumiem zacytowane tutaj stwierdzenie, to UMO podważa wiarygodność, a przede wszystkim niezależność śledczych i uważa, że ktoś wywierał na nich naciski, by ostateczny wynik kontroli był niepomyślny dla kontrolowanego urzędu. Któż mógłby to być? Któż mógłby mieć tak ogromne wpływy, by stawiać przed agentami służb specjalnych jakiekolwiek tezy i wymagać od nich ich udowodnienia? Oleśniccy internauci? Może oleśnickie media? Chyba nieeee… A jeśli nie oni, to kto taki? Odpowiedź na to pytanie chciałbym kiedyś poznać…

Zgodzę się z opiniami, że cała ta sprawa z urzędowym citroenem jest tak mało istotna, że aż żenująca; że oleśniczanie mają prawo być już zmęczeni tym wałkowanym od prawie roku tematem; że są ważniejsze sprawy, którymi powinni się zajmować urzędnicy. Ale po lekturze OFICJALNEGO stanowiska Urzędu Miasta odnoszę wrażenie, że urzędnicy (wcale nie twierdzę, że wszyscy – po prostu osoby najbardziej uwikłane w całą sprawę) sami brną w tę samonakręcającą się spiralę niedomówień, nieścisłości, wzajemnych zarzutów i oskarżeń i w całej tej nużąco-męczącej połajance wcale nie pozostają dłużni. Nawet wobec państwowych organów kontroli.

A ja bym zwyczajnie chciał, by urzędnik sumiennie i rzetelnie wykonywał swoje obowiązki; by znał się na swojej pracy, na obowiązującym prawie i potrafił się do niego stosować; by nie rzucał słów na wiatr, by nie szastał oskarżeniami na prawo i lewo tylko dlatego, że ktoś zwrócił mu uwagę. By rzecznik prasowy konkretnie i rzetelnie odpowiadał na wszystkie zadawane mu pytania; by ważył każde swoje słowo i wreszcie by zdał sobie sprawę z tego, że to on jest głosem całego Urzędu.