12 Maj

Apel obywatelski

W związku z ostatnimi doniesieniami medialnymi dotyczącymi wypowiedzi Burmistrza Jana Bronsia na temat strat przynoszonych przez ATOL sp. z o.o., w który miał on już „na etapie planowania inwestycji” wiedzieć – a nawet wręcz zakładać – że spółka będzie deficytowa i że miasto – zawsze i mimo wszystko – będzie pokrywać straty spółki, zwracam się z obywatelskim apelem do internautów – czytelników DlaOlesnicy.org – o pomoc w odnalezieniu materiału źródłowego, czyli archiwalnej wypowiedzi, w której RZECZYWIŚCIE TAKIE STWIERDZENIA PADŁY.

Apel ten kieruję również do redakcji WSZYSTKICH oleśnickich mediów: portalu MojaOlesnica.pl, Panoramy Oleśnickiej i portalu Olesnica24.com oraz Oleśniczanina i portalu olesnica.naszemiasto.pl. Z pewnością dysponują one przepastnymi archiwami własnymi – zarówno papierowymi, dźwiękowymi, jak i video – w których z pewnością taka wypowiedź by się znalazła. Może to być nagranie z sesji Rady Miasta, protokół komisji rady, wywiad lub korespondencja, itp. itd…

Warunki są dwa:

  1. materiał musiałby zostać zarejestrowany przed zakończeniem budowy (czy też rozbudowy) ATOLA, a więc przed lutym 2012 roku, kiedy to dokonano ostatecznego otwarcia rozbudowanego kompleksu;
  2. w materiale powinno paść wyraźne stwierdzenie, że ATOL deficytowy będzie zawsze (!!!) i że Urząd Miasta będzie zawsze (!!!) musiał pokrywać straty swojej spółki z miejskiego budżetu.

Wszelkie sygnały, ślady takich wypowiedzi proszę kierować na mój adres mailowy: siedlaq@gmail.com.

Sprawa jest o tyle istotna, że skoro istniały takie prognozy, że ATOL będzie wiecznie niedochodową spółką, to nie wyobrażam sobie, by wówczas Burmistrz zataił je przed opinią publiczną. Należy zatem przyjąć założenie, że do mediów takie informacje się przedostały i że gdzieś media je odnotowały.

Przyznam szczerze, że przeszukałem oleśnicki internet wzdłuż i wszerz, i na żadną taką wypowiedź nie natrafiłem. A bardzo chciałbym móc wierzyć słowom Burmistrza Jana Bronsia. Jest to kwestia zaufania mieszkańca Oleśnicy do osoby, która sprawuje władzę, ot co…

normal_atol

28 Lis

Taka piękna katastrofa!

Miały być: chleb, praca i dobrobyt. Dla całego powiatu. Są: niesmak, kompromitacja i wstyd. Na całą Polskę.

Kolorowe marzenia o lotnisku w Oleśnicy roztrzaskały się o szarą rzeczywistość. Klamka zapadła w poniedziałek, 25 listopada, kiedy to Rada Powiata przegłosowała uchwałę o definitywnym zakończeniu lotniskowego projektu i zwróceniu nieruchomości z powrotem do Agencji Mienia Wojskowego. Oficjalny powód – prozaiczny: zbyt duże nakłady finansowe.

Przypomnę tylko, że ja, jako pierwszy – w maju 2011 roku – odważyłem zadać pytanie, jakie będą koszty tego przedsięwzięcia i czy powiat oleśnicki będzie w stanie takie obciążenia finansowe udźwignąć. W ramach odpowiedzi  zostałem po żołniersku zrugany przez jednego z inicjatorów tego projektu. Jak się później okazało, i tak miałem szczęście, że zostałem potraktowany w miarę ulgowo. Bo gdy nad lotniskiem zaczęły się gromadzić czarne chmury, owemu inicjatorowi puściły hamulce i bez refleksji pluł na oślep, nie przebierając w słowach. Jeździł (bo przecież nie latał) po wszystkich i wszystkim, co miało cokolwiek wspólnego z Urzędem Lotnictwa Cywilnego, oleśnickimi samorządami i lotniczą spółką. A po prezesach tej spółki – w szczególności.

Teraz wydawać by się mogło, że powinienem mieć satysfakcję, że projekt lotniskowy upadł. Otóż NIE MAM. Bo naprawdę chciałem, żeby Politechnika Wrocławska przeniosła do Oleśnicy swój ośrodek badawczy; bo naprawdę chciałem, żeby w Oleśnicy pojawili się nowi inwestorzy; bo naprawdę chciałem, by w Oleśnicy łatwiej było znaleźć pracę. A takie wizje roztaczały przed nami wszystkimi osoby odpowiedzialne za ten projekt. Miał być skok cywilizacyjny. Miało być rozwojowo, innowacyjnie, z rozmachem. ODRZUTOWO!

Nie jest mi do śmiechu jeszcze z innych, dużo bardziej złożonych powodów. Oto bowiem casus lotniska obnażył słabości oleśnickich samorządów.

Po pierwsze: zabieranie się za projekt, przepraszam za wyrażenie, od du*y strony. Kompromitująca amatorka! Biznesplan? Jaki biznesplan?! Powołamy prezesa, on przygotuje biznesplan! Koncepcja zagospodarowania?! Koncepcje są dla mięczaków! Teraz idziemy na żywioł, a o kasę pomartwimy się później!

Po drugie: brak realnej oceny własnych możliwości. Przede wszystkim finansowych. W sytuacji, gdy powiat z trudem utrzymuje szpital, gdy zadłużenie powiatu sięga dozwolonego progu, lotnisko NIE MOŻE BYĆ inwestycją pierwszej potrzeby.

Po trzecie: SPL-O. Niejasne i nieuregulowane relacje z SPL-O. Przez długi czas Starostwo pozwalało, by stowarzyszenie wchodziło na lotnisko jak do siebie, a później stowarzyszenie podniosło raban, że TYYYYYYLE zrobiło dla lotniska, a teraz się ich wyrzuca. Od początku trzeba było postawić sprawę jasno: powiat jest GOSPODARZEM i rządzi po gospodarsku, a SPL-O jest GOŚCIEM. Wspiera, ale nie wchodzi w kompetencje urzędników/prezesów.

Po czwarte: przedziwna niechęć do współpracy w imię wyższych celów. I to pomimo wcześniejszych deklaracji. I to deklaracji złożonych PUBLICZNIE i NA PIŚMIE! Ewidentnie zabrakło współpracy gminy i miasta z powiatem, zarządu powiatu ze starostą, starosty ze stowarzyszeniem, stowarzyszenia ze spółką, spółki z mediami. I w drugą stronę.

525ba12c5661e_o
11 września 2012. Moment podpisania deklaracji współpracy przez władze Gminy Oleśnica, miasta Oleśnica oraz powiatu oleśnickiego. /źródło: olesnica.naszemiasto.pl/

Po piąte: do oleśnickich samorządów dostają się ludzie niesłowni, którzy nie poczuwają się do odpowiedzialności za swoje słowa i czyny przed swoimi wyborcami. Ludzie, którzy bez mrugnięcia okiem obiecują 1000 miejsc pracy, a później z rozbrajającą szczerością dodają, że „marzyć trzeba”. I do tego hipokryci, którzy najpierw publicznie deklarują współpracę nad ambitnym projektem, a później siedzą z załóżonymi rękami i przyglądają się. Panowie – słowo gentlemana jest święte – jeśli coś się komuś obiecało, wypadałoby dotrzymać słowa; a jeśli nie macie zamiaru się angażować, to może lepiej byłoby żadnej deklaracji nie podpisywać? W dodatku pełno jest takich, którzy najpierw zagłosują za projektem, by po roku przyznać, że ów projekt był zbyt ambitny i go zarzucić. W każdym przypadku – zero odpowiedzialności.

Po szóste: kompletna bezradność w przyciąganiu inwestorów. Od samego początku trąbiono, że będzie Politechnika, że będzie montownia odrzutowców. A pozostali inwestorzy – na samą wieść o lotnisku – będą dobijać się drzwiami i oknami… No więc nie ma ani Politechniki, ani montowni odrzutowców. Nie ma niczego.

Teraz, gdy nie ma już lotniska, na horyzoncie pojawia się nie-lotniczy inwestor, który gotów jest wyłożyć okrągły MILIARD EURO. Który zjada niedoszłych lotniskowych inwestorów na pierwsze śniadanie. Aż boję się pomyśleć, że może to być tylko gra, w której graczami są samorządowcy, a pionkami – wyborcy. Ta gra się nazywa „KAMPANIA WYBORCZA”.

Mimo wszystko, mam nadzieję, że tak nie jest… Pukam w niemalowane!

11 Lis

Święta prowda, tyż prowda i…

władca_lalek

Ksiądz Józef Tischner zwykł mawiać: „Góralska teoria poznania mówi, że są trzy prawdy: święta prowda, tyż prowda i gówno prowda.” 

O tym, ile mądrości i ile prawdy jest w słowach księdza Tischnera, przekonać się można słuchając słów Burmistrza. Oto, w jaki sposób uzasadniał fakt, że miasto musi dopłacać do kompleksu rekreacyjnego „Atol”. Rzecz dzięje się w ratuszu podczas październikowej sesji Rady Miasta (29 października 2013, godz. 14:26)

„Kiedy w końcu przestaniemy dopłacać do aquaparku? Otóż, proszę Państwa: NIGDY […]. Ja przewiduję, że dofinansowanie roczne do kompleksu rekreacyjnego Atol […], będzie mieściło się w granicach między 800 tys., a 1 milion złotych i jeśli nie przekroczy tej kwoty, to trzeba powiedzieć, że gospodarka finansowa, że dbałość o koszty i wydatki prowadzona jest w sposób należyty i ciągły.”

I dalej Pan Burmistrz ciągnął swoją wersję swojej historii:

„Trzeba mieć świadomość, że uruchamiając Dom Spotkań z Historią, trzeba będzie dołożyć do jego funkcjonowania prawie 400 tysięcy. Uruchamiając halę sportową, trzeba było dołożyć prawie 800 tysięcy do funkcjonowania. Że uruchamiając ścieżki rowerowe i stawy, dzisiaj jest dołożenie na poziomie trochę ponad 100 tysięcy, ale tylko dlatego, że w ramach umowy, jest konserwacja jeszcze przez trzy kolejne lata. Takie są koszty funkcjonowania.”

Pan Burmistrz wypowiadał te słowa z takim zaangażowaniem, z taką pewnością siebie, że radni nawet nie śmieli mu przerywać. Spijali słowa z jego ust, zwłaszcza ci, należący do tzw. „Porozumienia Radnych”. Nie wiem o czym wówczas myśleli, ale ich posępne oblicza zdawały się mówić: „Dobrze Szef mówi! ŚWIĘTA PRAWDA!”

Cóż… Gdyby dalej trzymać się góralskiej teorii poznania, opowieść Burmistrza możnaby zaliczyć co najwyżej do kategorii „TYŻ PROWDA.” Dlaczego? Bo Pan Burmistrz – Nieomylny – by osiągnąć swój cel i przekonać radnych o tym, że Atol jest prawidłowo zarządzany, celowo przemilczał kilka ISTOTNYCH faktów…

Mianowicie:

1. Dom Spotkań z Historią będzie podlegał Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej; hala sportowa jest zarządzana przez Miejski Ośrodek Kultury i Sportu. Zarówno biblioteka, jak i MOKiS są INSTYTUCJAMI KULTURY w rozumieniu ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, za pomocą których Miasto Oleśnica realizuje swoje zadania własne, określone przez ustawę o samorządzie gminnym (artykuł 7. tejże), a zakres i profil  ich działalności regulują ich statuty nadane im przez Radę Miasta Oleśnicy. Lwią część środków finansowych tych instytucji stanowią dotacje z budżetu miasta. Tymczasem OKR „Atol” jest SPÓŁKĄ Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ, w rozumieniu kodeksu spółek handlowych, w której 100% udziałowcem jest Miasto Oleśnica. Zatem już samo porównanie samorządowych instytucji kultury do spółki kapitałowej jest równie „trafne” i „skuteczne”, co porównywanie… Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej do eleganckiego klubu golfowego. Dla pierwszego pomoc społeczna jest działalnością statutową, dla drugiego – ewentualna działalność charytatywna to tylko wynik dobrej woli szefostwa. I tylko jeden z nich prowadzi działalność dochodową. I bynajmniej nie jest to MOPS…

2. O ile instytucje kultury wcale nie są instytucjami nastawionymi wyłącznie na dochód (chociaż owszem, niektóre mogą przynosić organowi prowadzącemu całkiem spore zyski), to już spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, jak każdą inną firmę, zakłada się po to, by po pewnym okresie dokapitalizowywania, zaczęła przynosić dochód. Tymczasem od Burmistrza dowiadujemy się, że jedyny udziałowiec spółki takich oczekiwań nigdy nie miał, nie ma i mieć nie będzie! Pan Prezes Atola ma komfortowe warunki pracy; nie musi się o nic martwić, bo Pan Burmistrz zapewnia, że miasto będzie ZAWSZE dopłacać do działalności Atola. Fajnie, prawda?

3. Może i pamięć mnie zawodzi, ale w 2006 roku, gdy powstawała spółka „Atol”, nikt nawet nie wspominał o stratach. Teraz, gdy strata sięgła 1 miliona złotych, dowiadujemy się, że TAK MA BYĆ, bo Pan Burmistrz liczył się ze stratami od samego początku! Natomiast warto przypomnieć, że rok 2006 był rokiem wyborów samorządowych – wówczas mówić o stratach „Atola” po prostu nie wypadało…

W ustach polityka, ostrożnie dawkowana prawda może stać się narzędziem do osiągania konkretnych celów. Zwłaszcza, gdy słuchaczami są nigdy niczego nieświadomi radni. Tacy są wyjątkowo podatni na manipulację…

19 Paź

Bajka o budżecie, czyli Kowalski pisze wniosek do Urzędu

Urzędnik powiedział do Kowalskiego: „Słuchaj no, Kowalski! Robimy budżet na przyszły rok… Jakbyś miał jakiegoś pomysła, to napisz wniosek! Jak nam starczy na to, co wydać musimy, to może i uda się Twój pomysł zrealizować!” Zaskoczony Kowalski zaniemówił przez chwilę… „Ale jaki pomysł?” „Jak jaki? Może drzewko chciałbyś posadzić? Może piaskownicę dla dzieciarni urządzić? Chodnik do remontu? Cokolwiek!” „Naprawdę?!” – Kowalski trwał w swoim pozytywnym zdumieniu. Odparł: „Wiesz co, Urzędnik? Ja się zastanowię!

 Wrócił Kowalski do domu strasznie przejęty…  Nie bardzo mógł uwierzyć w swoje szczęście. Wizja, którą roztoczył przed nim Urzędnik była piękna. Ale może ZBYT piękna?! Postanowił sprawdzić… i oniemiał po raz kolejny! Oto co przeczytał:

Wnioski o ujęcie zadań w budżecie składane mogą być przez radnych Rady Miasta Oleśnicy (zwanej dalej Radą), mieszkańców Miasta, organizacje pozarządowe i inne podmioty w terminie do 30 września. Wnioski powinny zawierać nazwę zadania (czynności), jego krótką charakterystykę, uzasadnienie realizacji i w miarę możliwości wnioskodawcy, szacunkowy koszt. Wnioski te podlegają merytorycznej weryfikacji przez Naczelników odpowiednich Wydziałów Urzędu.”

Oto bowiem okazało się, że on, zwykły, szary obywatel, może mieć wpływ na miasto w którym żyje, a jego pomysł – jeśli znajdzie uznanie i jeśli znajdą się w budżecie środki na jego podjęcie – może przyczynić się do tego, by żyło się lepiej. Mieszkańcom.

I wtedy właśnie Kowalski poczuł, jak duża odpowiedzialność na nim ciąży. Zdał sobie sprawę z tego, że pomysł, który miał wymyślić, nie powinien być ot, taki: pierwszy, który mu do głowy przyjdzie. I zdecydowanie nie powinien dotyczyć jego samego, ale części społeczności w której żyje: sąsiadów, mieszkańców ulicy, osiedla na którym mieszka. Zadanie trudne, a temat niebanalny.

I zaczął Kowalski intensywnie myśleć. „Chodniki wyremontowane. Dzieci do szkoły chodzą… W szkole szału nie ma, ale jest schludnie.” Siedział i głowił się. Był bardzo przejęty zadaniem, które powierzył mu Urzędnik. I nagle… „EUREKA! Wiem!

Do głowy przyszedł mu MOST. Gdy idzie do centrum, musi nadkładać spory kawałek drogi. W dodatku w rzece ostatnio zalęgły się krokodyle, więc tym bardziej przydałaby się nowa przeprawa. Taki most ułatwiłby życie jemu samemu, wszystkim mieszkańcom całej dzielnicy, w której mieszka, ale nie tylko.  Ucieszyliby się też kierowcy, bo i korków byłoby mniej. Dobrze byłoby, gdyby miasto wybudowało taki most. Napisał więc wniosek o zarezerwowanie środków w budżecie miasta na budowę mostu. Wysłał wniosek i spokojnie czeka…

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Najpierw padło pytanie: „Panie Kowalski, a dlaczego tak dużo?” No cóż… Kowalski specjalistą od budowania mostów nigdy nie był, dlatego wydawało mu się, że mosty są duże, to i kosztują dużo. A jeśli uda się miastu taniej zbudować ten most, to tym lepiej.

Potem na wniosek Kowalskiego zareagowała Skarbniczka: „Domyślam się, że skoro Pan Kowalski złożył wniosek o dotację w sprawie mostu, to posiada on uprawnienia z zakresu budowy dróg i mostów.

W tym momencie Kowalski zdębiał: „Ale jaką dotację? Ja żadnego wniosku o dotację nie składałem! Mój wniosek, zgodnie z zapisami w prawie lokalnym, dotyczył prośby o ujęcie budowy mostu w projekcie budżetu na przyszły rok. Przecież to nie ja mam budować ten most, tylko specjaliści. Ja nawet nie umiem budować, a jedyną rzeczą, jaką w swoim życiu zbudowałem, to karmnik dla ptaków.

Atmosfery absurdu dopełnił Radny (albo powołujący się na niego Dziennikarz): „A czy czasem Kowalski nie startował w ostatnich wyborach? Jeśli tak, to wniosek Kowalskiego ma podtekst polityczny! Nie może być tak, że o dotacje z budżetu miasta ubiegają się osoby o politycznych aspiracjach!

Kowalski usiadł i z trudem wydusił z siebie: „Co oni wszyscy mają z tymi dotacjami? Ja… Ja tylko chciałem, żeby miasto zbudowało most… Dla mieszkańców… Tylko tyle…

Dziwne, że Radny sam nie pomyślał to tym, że z tego samego ugrupowania, co on sam, startowali również inni wnioskodawcy… Ale to drobny szczegół…

I w ten oto sposób Urzędnik po raz kolejny zakpił sobie z Kowalskiego. A sam Kowalski został potraktowany przez aparat urzędniczy, jak na miasto z wieloletnimi tradycjami obuwniczymi przystało, czyli…

 …Z BUTA!

A morał z tej historyjki jest taki: między zwykłym Kowalskim, a Urzędnikiem znajduje się niewidzialna bariera nie do przekroczenia.  Przeszkoda ta powoduje znacznie utrudnia komunikację na linii Kowalski-Urzędnik (co ciekawe, w w przeciwnym kierunku komunikacja odbywa się bez zakłóceń), często zmieniając jej sens. To z kolei powoduje, że  faktyczny wpływ Kowalskiego na to, co dzieje się wokół niego (no, może poza wyborami) jest zwykłym złudzeniem, gdy na przeszkodzie staje aparat urzędniczy! I nawet gdyby Kowalski starał się jak mógł, to i tak Urzędnik go nie zrozumie: gdy Kowalski ma jakiś pomysł i z tym pomysłem zwraca się do Urzędu Miasta, nie chcąc nic w zamian, to nie mieści się w urzędniczych głowach Urzędnika, Skarbniczki, nauczycielskiej głowie Radnego i dziennikarskiej głowie Dziennikarza. No bo o co innego Kowalski może pisać wnioski, jeśli nie o dotacje?!?!?!

4 Wrz

Lotnisko i znaki zapytania

Co wiadomo w sprawie lotniska? Przez ponad rok zwykły oleśniczanin mógł się dowiedzieć niewiele. Do tej pory zwroty typu: „cargo”, „multimodalny transport towarowy”, „powiatowe lotnisko cywilne pożytku publicznego”, „wiele innych podmiotów zainteresowanych inwestycją” sprawiały wrażenie pustych frazesów, w połączeniu z którymi nawet „skok cywilizacyjny” i „1000 nowych miejsc pracy” nie robiły większego wrażenia. Taki zdawkowy sposób informowania opinii publicznej przez władze powiatowe i Stowarzyszenie Miłośników Lotniska-Oleśnica o PUBLICZNEJ inwestycji, w którą miałyby zostać ulokowane PUBLICZNE pieniądze, rzeczywiście mógł być irytujący. Od osób i podmiotów bezpośrednio zaangażowanych w ten temat, trudno było się dowiedzieć jakichkolwiek szczegółów. Na szczęście na wysokości zadania stanął red. Roman Rybak, który w ostatnim numerze „Panoramy Oleśnickiej” (nr 35/2012) próbuje odpowiedzieć na pytanie: Czy lotnisko to dobry interes?.

Pan redaktor dotarł do opracowania pt. „Udogodnienia komunikacyjne potencjalnym czynnikiem rozwoju gmin powiatu oleśnickiego„, przygotowanego przez firmę IME Consulting, stanowiącego studium wykonalności tej największej od lat inwestycji w naszym powiecie. I właśnie pan redaktor, bodajże jako pierwszy podał do publicznej informacji (w miarę) szczegółowe plany dotyczące reaktywacji oleśnickiego lotniska.

Po raz pierwszy można było się dowiedzieć, że akcja-reaktywacja miałaby przebiegać etapami: 1) uruchomienie lądowiska i rozpoczęcie procedury wpisu do ewidencji lotnisk cywilnych; 2) uruchomienie lotniska powiatowego; 3) uruchomienie funkcji cargo. Koszty (szacunkowe) realizacji poszczególnych etapów to odpowiednio: 13.5 mln, 60 mln,  i 21.35 mln złotych, co daje w sumie 94.85 mln złotych. To odrobinę więcej niż te „kilkanaście milionów”, o których w styczniu br mówił wiceburmistrz Pawłowski. Do tego dochodzi roczne utrzymanie lotniska, które na końcowym etapie wiązałoby się z wydatkiem rzędu 680 tys. złotych, oraz 1.73 mln na niezbędną dokumentację.

W prognozach budżetowych, autorzy studium wykonalności przewidują, iż uda się uzyskać dotację unijną na poziomie 68.5 mln złotych. I uzyskanie dofinansowania jest WARUNKIEM KONIECZNYM (ale nie wystarczającym) realizacji tej inwestycji. Bez dotacji unijnych trudno w ogóle marzyć o powrocie jakichkolwiek samolotów na oleśnickie niebo. Pozostałych 27.7 mln ma stanowić wkład własny lokalnych jednostek samorządowych: powiatu, gminy i miasta.

I tu pojawiają się największe problemy, bowiem fundusze (a raczej ich brak) mają być największym zagrożeniem tej strategicznej inwestycji. Zadłużenie powiatu niebezpiecznie zbliża się do dopuszczalnej ustawowo granicy 60%. Gmina systematycznie zmniejsza swoje zadłużenie, a wyłożenie funduszy na lotnisko z pewnością pociągnęłoby za sobą odwrócenie tego korzystnego trendu. W stosunkowo najlepszej kondycji finansowej jest miasto, ale… No właśnie: ALE…

Na zeszłotygodniowej sesji Rady Miasta Pan Burmistrz przedstawiał sprawozdanie z wykonania budżetu w I połowie 2012 roku. Pan Burmistrz wyraźnie dał do zrozumienia, że kryzys gospodarczy zaczyna pukać do drzwi w oleśnickim ratuszu, o czym świadczyć mogą chociażby słabe wyniki sprzedaży miejskich nieruchomości należących do miasta (wpływy na poziomie 13.3% z zakładanych 10.3 mln złotych) i że w przeciwieństwie do lat poprzednich, gdy można było sobie pozwolić na wydanie „grubych i twardych pieniędzy„, teraz o nowych halach, salach, kompleksach i rewitalizacjach będzie można jedynie pomarzyć. „Front inwestycyjny” będzie zdecydowanie skromniejszy (ciekawostka: parę dni później, identycznych związków frazeologicznych używała Pani Skarbnik Urzędu Miasta). Pan Burmistrz zapytany przez radnych, na czym, w obliczu nadchodzącego dołka, można by zaoszczędzić, bez głębszego zastanowienia odpowiedział: na ograniczeniu wydatków na cele inne, niż te, stanowiące zadania własne miasta.

I tu dochodzimy do clou: ponieważ lotnisko, czy transport lotniczy w ogólności, do zadań własnych miasta Oleśnica nie należy, Pan Burmistrz chyba miał na myśli, że wkład miasta w reaktywację lotniska może być niższy od przewidywań twórców opracowania i, być może, oczekiwań orędowników całej inwestycji. Jeden z wniosków zawartych w studium wykonalności inwestycji brzmi: „Bez pomocy publicznej oraz dopłat właścicieli do kapitału spółki, przedsięwzięcie staje się nieopłacalne„. Czy to stwierdzenie w połączeniu ze słowami Pana Burmistrza oznacza, że idea reaktywacji lotniska – tyleż wizjonerska, co trudna i  ryzykowna – może zakończyć się fiaskiem? Trudno powiedzieć. Według mojej laickiej oceny – mogą być problemy…

A tymczasem zapraszam już 11. września do sali widowiskowej na oficjalną uroczystość przekazania aktu własności lotniska oleśnickiemu samorządowi.

Będzie szansa się czegoś dowiedzieć…