26 Kwi

Melancholik na podzamczu

Sobotni spacer wokół oleśnickiego zamku. Mży. Wiatr kręci liśćmi między Kolumną Złotych Godów a starą fosą. Przed ozdobnym portalem z XVII w. pod którym przejścia nie ma z powodu wielkiej, zardzewiałej kraty, zatrzymuje się skoda Yeti na łódzkich numerach.

Jeśli można to powiedzieć o samochodzie, to zatrzymuje się przed kratą „z pewną taką nieśmiałością”. Od razu widać, że kierowca nie bardzo wie, gdzie jest. Chyba chciałby wjechać do środka.

Gapię się na niego.
On gapi się na mnie.

Łeb kudłaty, gęba znajoma.

– Spóźniłem się? Koncert mam niby od 18.00. A tu zamknięte chyba od dziewiętnastego wieku – zagaduje melancholijnie, z flegmą wskazując kratę.
– Taki los. I taka pogoda – odpowiadam, wczuwając się w klimat.
Potem tłumaczę, jak wjechać do zamku.

Odjeżdża. Powolutku. Jakby badał stopą grunt przed każdym krokiem, jeśli można tak powiedzieć o jeździe autem.

Jeżeli przyjdziecie na ten koncert, a artysty nie będzie, to może być to moja wina.
Przepraszam.

Michał Skrzypek

Michał Skrzypek

Oleśnicę ma we krwi i nie widzi szansy na jakąkolwiek przeprowadzkę. Kiedyś próbował i wrócił po dwóch tygodniach, bo klimat miasta był inny niż oleśnicki. Czyta Chwina, Eco i Pana Samochodzika. Interesuje się samorządnością i historią regionu. Nie znosi obłudy, przeświadczenia o własnej nieomylności i brukselki. Zamiast jeździć do Egiptu łazi po Sudetach, bo je kocha. Twierdzi, że jego żona też. Jeśli ma wolne, najłatwiej spotkać go z aparatem przy którymś z zabytków. Uważa, że Oleśnica ma zbyt wielki potencjał, by marnować go na bycie sypialnią Wrocławia. Niektórzy mówią, że jest fajny. Z grzeczności nie zaprzecza.

More Posts - Website

Follow Me:
TwitterFacebook

23 Kwi

Dąb Dragonów – Drzewem Roku?

– „Drzewo Roku”? Panie, coś pan, tu już jacyś łażą, coś mierzą, tu kostka będzie wyłożona chyba. Ratujcie to drzewo! – rzucił jegomość w kaszkiecie, gdy za blokiem przy Lwowskiej opowiedziałem o szansie Dębu Dragonów na zwycięstwo w prestiżowym, ogólnopolskim plebiscycie – Zróbcie coś, wy, młodzi, bo nam tu blokowisko wybudują, a dąb wykarczują, jak te pod Feniksem – dodał i pokazał mi plecy.

Nie wiem zatem, kto i co mierzy na terenie za budynkiem dawnych koszar dragonów przy Lwowskiej. Pojechałem rowerem obejrzeć dąb, o którego ochronę Dla Oleśnicy wnioskowało przed dwoma laty. Starszy jegomość w kaszkiecie przyglądał się bacznie, myśląc, że jestem jednym z tych, którzy „mierzą”. A pomiary – wg mojego rozmówcy – mają na celu wycięcie zabytkowego drzewa i przygotowanie gruntu pod zabudowę. Tak jak  kiedyś przed budową wznoszącego się tuż obok Oleśnickiego Centrum Biznesu „Feniks”.

Dąb Dragonów wygląda pięknie. Rozłożysta korona, potężny pień i dostojny szum ponad stuletniego okazu robią wrażenie. Nazwa wynika z historii tego miejsca oraz faktu udokumentowania niewielkiego jeszcze wówczas drzewa na fotografiach sprzed wieku. O szczegółach pisano już i na tym portalu, i na stronie Marka Nienałtowskiego. O batalii o objęcie m.in. tego drzewa ochroną prawa i o uznanie go za pomnik przyrody nie będę się rozpisywał. Warto jednak wspomnieć, że złożone wnioski póki co odrzucono, w oficjalnym piśmie informując, iż niecelowym jest przygotowywanie uchwał, które mogą powodować, że zostaną stworzone bariery, wywołujące NEGATYWNE SKUTKI, TRUDNE DO OKREŚLENIA W OBECNEJ CHWILI” (pismo ówczesnego wiceszefa Rady Miasta St. Pytla z dn. 03.04.2013r.) Autor zaznaczył, że tego zdania są radni zrzeszeni w tzw. Porozumieniu Radnych Rady Miasta VI kadencji (czyli związani umową z Janem Bronsiem politycy PS 2002, Platformy Obywatelskiej i SLD). Co ważne, kilka miesięcy wcześniej samorząd zlecił oficjalną inwenturę miejskiego drzewostanu i wykonujący ekspertyzę specjalista ze starostwa napisał o „Dragonie”: „[…] obiekt stanowi okazały twór przyrody ożywionej, wyróżniający się w miejskim krajobrazie naturalnym charakterystycznym pokrojem. Dzięki osiągnięciu imponujących rozmiarów oraz dodatkowo z uwagi na brak innych zwartych skupisk drzew w bezpośrednim jego sąsiedztwie, powoduje, że stanowi on jeszcze bardziej okazalszy obiekt zasługujący na szczególną ochronę swoich walorów przyrodniczych.” Mimo tego stanowiska odpowiedź władz miasta była taka, jak powyżej. I nie była to ostatnia odpowiedź – wszystkie następne brzmiały podobnie.

Dąb przy Lwowskiej
Dąb w podwórku przy Lwowskiej

Wobec takiej postawy rządzącej koalicji, stowarzyszenie Dla Oleśnicy zainteresowało Dębem Dragonów – być może nieco w akcie desperacji – Klub Gaja. Dąb został zgłoszony do ogólnopolskiego plebiscytu na Drzewo Roku. Ambasadorami konkursu są Elżbieta Dzikowska i Kazimierz Kutz. Z całego kraju przesłano ponad setkę propozycji. Jurorzy (m.in. biolog, leśnik, fotografik, dziennikarz oraz przedstawiciele Klubu Gaja) do ścisłego finału zakwalifikowali tylko szesnaście najwartościowszych i najbardziej unikatowych okazów.

W szesnastce najważniejszych drzew w Polsce znalazł się Dąb Dragonów!

Spośród wspomnianej szesnastki Drzewo Roku wyłonią w bezpośrednim głosowaniu Internauci. Głosy będzie można oddawać przez cały czerwiec na stronie www.swietodrzewa.pl

O rozpoczęciu głosowania będziemy jeszcze informować, ale już teraz zachęcamy do zapoznania się z historią Dębu Dragonów na stronie www.dlaolesnicy.org oraz www.olesnica.org pana Marka Nienałtowskiego. Ogromny sukces, jakim jest wyeliminowanie ponad setki innych obiektów, jest fenomenalną szansą na promocję miasta, a także stanowi wyraz troski jego mieszkańców o historyczno-przyrodnicze skarby natury.

Niestety, wydaje się, że burmistrz i jego akolici mają inną wizję wykorzystania tego miejsca. Działka, na której stoi Dąb Dragonów, jest warta ok. dwa miliony złotych. Miasto przeznaczyło ją pod zabudowę wielorodzinną. Ogłoszenia o pierwszym przetargu ukazały się w zeszłym roku, ale póki co nikt się nie zgłosił.

Jeszcze.

Wizja miejskich planistów może się jednak ziścić, w końcu spieniężona wartość gruntu mogłaby np. pokrywać straty Atolu przez dwa lata.

Apeluję o śledzenie tej kwestii. Władze szukają pieniędzy i nie chcą się zgodzić na objęcie ochroną drzewa, bo wówczas pewnie nikt działki za budynkiem przy Lwowskiej by nie kupił. To są zapewne te „negatywne skutki” nadania Dębowi Dragonów tytułu pomnika przyrody, o jakich pisał przewodniczący Pytel. Parcela jest atrakcyjna, ale  rozsądny decydent mógłby pokusić się o rozwiązanie kompromisowe, np. uwarunkować budowę nienaruszalnością drzewa, ogłosić konkurs architektoniczny na projekt uwzględniający koegzystencję jednego z najwartościowszych dębów w Polsce, zabytkowych koszar i nowoczesnej zabudowy mieszkaniowej, tworząc w ten sposób najbardziej uroczy zakątek mieszkalny w regionie – a może i w kraju.

Póki co Dąb Dragonów przetrwał dwie wojny, został uznany przez ekspertów za unikatowy, wciąż żyjący okaz i ma szansę wygrać prestiżowy, ogólnopolski konkurs. Może jednak nie przetrwać obecnej kadencji Rady Miasta.

Oleśniccy – i nie tylko – Internauci będą o niego walczyć wirtualnie w czerwcowych głosowaniach, podejmą też kolejne działania w świecie realnym.

Czy zawalczą o „Dragona” również władze miasta?

Widokówka z 1903 roku prezentująca paradę dragonów. W tle kamienica, a przed nią młody dąb. (źródło: www.olesnica.org, dzięki uprzejmości p. Marka Nienałtowskiego)
Widokówka z 1903 roku prezentująca paradę dragonów. W tle kamienica, a przed nią młody dąb. (źródło: www.olesnica.org, dzięki uprzejmości p. Marka Nienałtowskiego)

 

Michał Skrzypek

Michał Skrzypek

Oleśnicę ma we krwi i nie widzi szansy na jakąkolwiek przeprowadzkę. Kiedyś próbował i wrócił po dwóch tygodniach, bo klimat miasta był inny niż oleśnicki. Czyta Chwina, Eco i Pana Samochodzika. Interesuje się samorządnością i historią regionu. Nie znosi obłudy, przeświadczenia o własnej nieomylności i brukselki. Zamiast jeździć do Egiptu łazi po Sudetach, bo je kocha. Twierdzi, że jego żona też. Jeśli ma wolne, najłatwiej spotkać go z aparatem przy którymś z zabytków. Uważa, że Oleśnica ma zbyt wielki potencjał, by marnować go na bycie sypialnią Wrocławia. Niektórzy mówią, że jest fajny. Z grzeczności nie zaprzecza.

More Posts - Website

Follow Me:
TwitterFacebook

20 Mar

Naprawdę nie dzieje się NIC??

Od 3 miesięcy testuję usługę o nazwie „Oleśnicki Informator SMS-owy”, który – według Sekcji Promocji Niewiadomoczego – ma NA BIEŻĄCO informować o najważniejszych wydarzeniach w Oleśnicy. Chociaż system zustał uruchomiony na początku 2012 roku, sam zacząłem z niego korzystać dopiero w grudniu 2013. Chyba niewiele straciłem…

Do tego miejskiego systemu informacyjnego zapisałem się dokładnie 16 grudnia 2013 roku. Wysłałem „ZAPISZ” pod odpowiedni numer. Prawie natychmiast otrzymałem takie potwierdzenie:

Screenshot_1

Pomyślałem sobie, że skoro dopiero się zapisałem, to byłoby niegrzecznie, gdybym się tak od razu wypisał. Więc z utęsknieniem wyczekiwałem kolejnych SMSów.

Kolejna wiadomość przyszła 2 dni później (18 grudnia 2013):

Jest dobrze! Miłe to, że dbają o to, bym nie popadł w długi. Przy okazji dbają o kondycję finansów miasta.

Czekam dalej. Kolejne wiadomości przyszły odpowiednio 13 i 20 lutego:

I to byłoby na tyle. Tak zakończyła się moja esemesowa korespondencja z UMO. Nie, nie zrezygnowałem z serwisu SMS. Po prostu to są WSZYSTKIE NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIA, które miały miejsce w Oleśnicy w ciągu ostatnich 3 miesięcy. Przynajmniej według Sekcji Promocji Niewiadomoczego: śmieci i dwa koncerty – ikony Piwnicy Pod Baranami i nieco już przygasłej divy polskiego jazzu. Szału nie ma…

Czy naprawdę w Oleśnicy nie dzieje się nic ciekawego?

Otóż spieszę poinformować naszych „speców” od promocji miasta, że w Oleśnicy dzieje się o wiele więcej, niż to mogłoby wynikać z obsługiwanego przez nich serwisu SMS-owego.

I tak na przykład: koncert „Braci”, Beskitu Hip-Hop Festival, koncert kolęd w wyk. Anny Szałapak, gala noworoczna Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Opolskiej, recital Artura Andrusa, koncert kolęd w wykonaniu chóru kameralnego MOKiS, gala operetkowa, spektakle w MOKiSie, występ Kabaretu pod Wyrwigroszem, wystawy, recitale, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy; mecze Pogoni, Siatkarza, turnieje sportowe: judo, karate, tenista stołowego, siatkówki, spartakiada przedszkolaków, sparingi oleśnickich klubów i wiele innych.

Kiedyś, na przykładzie tablic na więziennym murze, pisałem o tym, że jak się Sekcja Promocji Niewiadomoczego za coś weźmie, to na pewno to spieprzy… Oleśnicki Serwis SMS-owy tylko to potwierdza. Zamysł był dobry, ale zabrakło profesjonalizmu, organizacji pracy. Może też dobrej woli, odrobiny zapału i cierpliwości…

Promocja MIASTA wychodzi naszym ratuszowym specjalistom od promocji raczej niespecjalnie. Zdjęcia poniżej pokazują, że dużo lepiej wychodzi im dbanie o to, by nieomylne oblicze naszego BURMISTRZA jaśniało światłem pełnym i jaskrawym. Wszak kierowniczka Sekcji Promocji MIASTA pełni jednocześnie funkcję Rzeczniczki BURMISTRZA. Albo na odwrót…

Damian Siedlecki

Damian Siedlecki

Oleśniczanin z wyboru i zamiłowania.

More Posts - Website

Follow Me:
TwitterFacebookGoogle PlusYouTube

25 Lut

Demagogia z autopsji

Gdy czyta się, że Burmistrz Jan Bronś na przedwyborczym spotkaniu organizacyjnym swojej „partii urzędników” mówi, że „okręgi jednomandatowe niosą ze sobą niebezpieczeństwo dostania się DEMAGOGÓW do Rady Miasta”, jednocześnie mając choćby minimalne pojęcie o początkach jego kariery, trudno nie wpaść w zakłopotanie. I niesmak…

Jakim demagogiem musi być by człowiek, który wypowiada te słowa, a który przecież swoją – co by nie mówić – błyskotliwą i pełną sukcesów karierę polityczną rozpoczynał w jednomandatowej rzeczywistości??!! I – jakby nie patrzeć – także dzięki niej!!

Dla przypomnienia:

Wybory samorządowe w roku 1990. Oleśnica zostaje podzielona na 28 jednomandatowych okręgów. 27 maja 1990 roku wyborcy wybierają 28-osobowy skład Rady Miasta. Radnym zostaje m.in. obecny Przewodniczący Rady Miasta, p. Ryszard Zelinka. Burmistrzowie nie byli wówczas wybierani w wyborach bezpośrednich, a ich wyboru dokonywali radni. 25 czerwca 1990 roku wyłoniona w jednomandatowych okręgach Rada Miasta wybrała p. Ryszarda Zelinkę na Burmistrza Oleśnicy. Oprócz Burmistrza, ówczesna Rada Miasta wybierała również 7-osobowy Zarząd Miasta, w skład którego wchodzili: Burmistrz, wiceburmistrz oraz 5 radnych. 5 lipca 1990 roku wiceburmistrzem zostaje ówczesny pracownik Zakładu Budowlano-Remontowego przy Spółdzielni Mieszkaniowej „Zacisze”, mgr inż. Jan Bronś.

Wybory samorządowe w roku 1994 – podobnie, jak 4 lata wcześniej – jednomandatowe. 19 czerwca 1994 roku oleśniczanie wybierają 28 radnych, a wśród nich m.in. Jana Bronsia, Ryszarda Zelinkę, Waleriana Pietrzaka. Burmistrzem – ponownie w drodze wyboru przez Radę Miasta – zostaje tym razem mgr inż. Jan Bronś.

Wyraźnie widać, że nie leżą panu Burmistrzowi te jednomandatowe okręgi. A przecież to dzięki nim udało mu się zaistnieć w oleśnickiej polityce. Cóż… Stare powiedzenie mówi: nie pamięta wół, jak cielęciem był

Przez ostatnich 20 lat udało mu się utworzyć misterną układankę/siatkę powiązań służbowo-prywatnych, która idealnie sprawdzała się w warunkach ordynacji proporcjonalnej, gdzie opłacało się wystawiać do wyborów listy kandydatów rozdmuchane do granic. Teraz, gdy każdy z kandydatów będzie zbierał głosy dla siebie, a nie dla całej listy wyborczej, nagle może się okazać, że cały ten mechanizm może przestać działać. Dlatego pan Burmistrz przyjął cokolwiek rozpaczliwą taktykę dyskredytacji JOWów.

Szkoda tylko, że pan Burmistrz – samorządowiec z legendarną już „wiedzą i doświadczeniem” – przyjmując taką retorykę, jednocześnie wykoślawia szczytną ideę samorządności i swoimi pełnymi cynizmu słowami trywializuje demokratyczne prawo do startu w wyborach. Prawo, które tak samo przysługuje Janowi Bronsiowi, jak i każdemu innemu mieszkańcowi naszego miasta.

jow

Damian Siedlecki

Damian Siedlecki

Oleśniczanin z wyboru i zamiłowania.

More Posts - Website

Follow Me:
TwitterFacebookGoogle PlusYouTube

22 Lut

Dla kogo budżet obywatelski?

Wydaje się, że w Oleśnicy dla nikogo – przynajmniej jeżeli za zainteresowanie tematem przyjąć frekwencję na spotkaniu zorganizowanym przez młodzieżówkę PO w restauracji „Garden”.

21 lutego walory tzw. budżetu partycypacyjnego prezentował Wojciech Kębłowski, specjalista od polityki miejskiej. Poza ośmioma panelistami, czwórką dziennikarzy, dwiema pracownicami ratusza, jednym radnym spoza PO i kilkorgiem działaczy Platformy, publiczność stawiła się w liczbie pięciu osób.

Wspomniana piątka też nie była przypadkowa, bo reprezentowała trzy oleśnickie stowarzyszenia: Przyjaciół Lotniska, Olsensium i Dla Oleśnicy. Obywatele miasta niezwiązani z jakimkolwiek ruchem nie przyszli.

Prezentacja W. Kłębowskiego była merytoryczna, zwięzła i czytelna,przedstawiała ideę oraz konstrukcję budżetów partycypacyjnych. Pozostali prelegenci poparli pomysł wprowadzenia podobnego mechanizmu w Oleśnicy – bez względu na nazwę. Kilka uwag, raczej krytycznych mimo ogólnej akceptacji dla koncepcji budżetów obywatelskich, zgłosił Michał Kołaciński.

Odniosłem wrażenie, że każdy bardzo chciał powiedzieć coś szalenie mądrego i nadającego się do cytowania w mediach. Najbardziej naturalnie wypadł moim zdaniem działacz PiS, z kolei Adam Horbacz, którego widziałem po raz pierwszy (gdy byłem we władzach miejskiej PO nie było go w partii), mówił najpłynniej i najswobodniej; w kilku kwestiach przyznał rację Kołacińskiemu. Pełen wersal i… nuda. Najdobitniej spuentował całość Marek Kamaszyło z Olesnsium, który trafnie określił spotkanie mianem „wyborczego” i nie brał potem udziału w dyskusji.

Pytania z sali dotyczyły w większości kwestii technicznych (jak przeprowadza się głosowanie, ile inwestycji pochodzących z budżetu partycypacyjnego zatwierdzono i zrealizowano w Świdnicy itd, itp.). Całość trwała dwie godziny, organizatorzy planują kolejne spotkania.

Idea budżetu obywatelskiego – jakby go nie nazywać – nie jest mi obca, śledzę tę tematykę od dłuższego czasu. Pomimo pewnych wad i niedoskonałości, konstruowanie budżetu miasta z uwzględnieniem chociażby 0,5% na inicjatywy oddolne wart jest poważnego traktowania. W przypadku Oleśnicy (przyjmując budżet jako 100 milionów zł) byłoby to ok. 500 tysięcy – a to przecież minimum, słyszy się nawet o kwotach 3-5%.

Teoretycznie obywatele już mają prawo zgłaszać swoje projekty: Oleśnica jako jedyna realizuje wnioski mieszkańców zgłaszane do budżetu miasta – przynajmniej wg skarbniczki J. Jarosiewicz i radnego Czarneckiego. Na bieżący rok przyjęto do realizacji wszystkie, zwykle Urząd Miasta otrzymuje ok. 20 takich wniosków.

Na czym więc polega problem? Ano na tym, że nie istnieją czytelne kryteria rozpatrywania wniosków. Zgodnie z prawem decydentem i dysponentem budżetu jest burmistrz – to musi wystarczyć za wszelkie wyjaśnienia. Ponadto samo składanie wniosków sprowadza się do wydania decyzji administracyjnej – akceptującej pomysły oleśniczan bądź nie. Nie ma procesu konsultacyjnego, nie ma przejrzystości procesu zarządzania środkami publicznymi, w końcu nie ma dialogu pomiędzy urzędnikiem a obywatelem.

Stowarzyszenie Dla Oleśnicy również takiego braku przejrzystości doświadczyło – w połowie kadencji złożyliśmy wnioski o zabezpieczenie środków na realizację np. edukacyjnej instalacji historycznej „Oleśnica wczoraj i dziś”, służyliśmy – w razie pozytywnego rozpatrzenia – kompletnym projektem, materiałami itp. Miasto wykonawcę mogło wyłonić w drodze przetargu, zależało nam jedynie, by projekt wszedł w życie. Tymczasem skarbniczka poinformowała poprzez media, że miasto nie mogłoby za to zapłacić, ponieważ dotacje przyznawane są w innym trybie. Przypominam, że złożyliśmy wnioski o ewentualne zabezpieczenie środków w budżecie Oleśnicy na nasz projekt, ale miałoby go zrealizować miasto, poprzez podmiot przez siebie wybrany – nikt nie mówił o dotacjach, których jako stowarzyszeniu zwykłemu nam otrzymywać nie wolno i o takowe nigdy nie podejmowaliśmy starań!

Choćby z tego powodu trzeba stworzyć dla Oleśnicy taki mechanizm dywersyfikacji pieniędzy, który nie tylko zabezpieczy pewną część na realizację wniosków obywateli, ale pozwoli je przeanalizować z ich udziałem. Przy beznadziejnej frekwencji wyborczej może to mieć również walor edukacyjny, do tego zmniejszy dystans pomiędzy mieszkańcami a administracją i – co może być najbardziej dla obecnych decydentów bolesne – doprowadzi do chociażby niewielkiej decentralizacji władzy.

Nie mam pewności, czy budżet partycypacyjny w Oleśnicy miałby szansę powodzenia. Władza funkcjonuje w przekonaniu o słuszności własnych decyzji. Przykład odtrącenia przez szefa Rady Miasta naszego projektu Obywatelskiej Inicjatywy Uchwałodawczej jest tego najjaskrawszym przykładem. Działania mające na celu aktywizację ruchów oddolnych albo nie istnieją, albo są sterowane odgórnie – vide tzw. portal dziennikarstwa obywatelskiego. Nie należy się zatem dziwić, że oleśniczanie nie garną się do ruchów społecznych – po prostu nie wierzą w sens ich funkcjonowania w Oleśnicy. Inicjatywy obywatelskie wydają się być zastrzeżone dla… władzy.

Nie brałem udziału w dyskusji. Wykład Kębłowskiego był na tyle dokładny, że nie trzeba było dopytywać o szczegóły. Powyższe wątpliwości nie tyle dotyczyły stricte tematu spotkania, co obecnych decydentów, nie podnosiłem ich zatem publicznie – zwłaszcza wobec gości spoza Oleśnicy.

Być może jeszcze w tym roku wyborcy dadzą naszemu miastu ludzi o bardziej otwartych umysłach, z większym zaufaniem do własnych obywateli.

Michał Skrzypek

Michał Skrzypek

Oleśnicę ma we krwi i nie widzi szansy na jakąkolwiek przeprowadzkę. Kiedyś próbował i wrócił po dwóch tygodniach, bo klimat miasta był inny niż oleśnicki. Czyta Chwina, Eco i Pana Samochodzika. Interesuje się samorządnością i historią regionu. Nie znosi obłudy, przeświadczenia o własnej nieomylności i brukselki. Zamiast jeździć do Egiptu łazi po Sudetach, bo je kocha. Twierdzi, że jego żona też. Jeśli ma wolne, najłatwiej spotkać go z aparatem przy którymś z zabytków. Uważa, że Oleśnica ma zbyt wielki potencjał, by marnować go na bycie sypialnią Wrocławia. Niektórzy mówią, że jest fajny. Z grzeczności nie zaprzecza.

More Posts - Website

Follow Me:
TwitterFacebook