13 Wrz

Odpowiedź z urzędu, czyli jak redagować listy, by nic nie powiedzieć? A jak je czytać?

Epistolografia, czyli sztuka pisania listów, jest stara jak świat. Ludzie od zawsze pisywali do siebie listy, by wyrazić swoje emocje (szacunek, gniew, tęsknotę, miłość) w stosunku do adresata, lub grupy adresatów, lub by wymienić się poglądami i informacjami na dowolny temat. Listy miały charakter prywatny lub wręcz przeciwnie: otwarty, gdy adresowano je do szerokiego grona odbiorców. Wreszcie stosowano je również jako narzędzie w dyplomacji i polityce. W tym ostatnim przypadku zwykle chodziło o to, by list zredagować w ten sposób, aby jego treść zawierała jak najmniej konkretów, a mimo to adresat poczuł się usatysfakcjonowany.

Zapytacie Państwo, dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że Stowarzyszenie Dla Oleśnicy dostało ostatnio list od Przewodniczącego Rady Miasta Oleśnicy Ryszarda Zelinki. Jest to odpowiedź na naszą inicjatywę w sprawie objęcia ochroną pomnikową 31 pięknych, okazałych i historycznie ważnych drzew rosnących na terenie naszego miasta, co miałoby je uchronić przed zniszczeniem, a nawet wycinką. Na wyjątkową uwagę i ochronę, według nas, zasługuje przepiękny dąb szypułkowy rosnący przy ulicy Lwowskiej. Warto przypomnieć, iż właśnie ten okaz jest szczególnie zagrożony wycięciem, na co zwracali wcześniej uwagę mieszkańcy pobliskiej kamienicy.

Z treścią listu Przewodniczącego Rady Miasta można zapoznać się tutaj.

Otóż list ten jest klasycznym przykładem listu o charakterze politycznym, czyli jak pisać, żeby nic nie napisać. Odpowiedź Przewodniczącego jest wymijająca, niepełna i – co tu dużo mówić – nie na temat.

Po kolei.

To, że wnioski zostały przekazane Burmistrzowi Miasta Oleśnicy w celu „przygotowania stosownych opinii”, wydaje się być zgodne z procedurami. To w Urzędzie Miasta jest wydzielona komórka o nazwie: Wydział Geodezji, Gospodarki Gruntami, Rolnictwa i Ochrony Środowiska, która, jak sama nazwa wskazuje, ma się zajmować ochroną przyrody. I to zapewne jego naczelnik posiada kompetencje do wydawania opinii w tym temacie.

To, że wszczęto procedurę inwentaryzacji drzewostanu na terenie miasta, nie ma absolutnie nic do rzeczy. Nie prosiliśmy o to. Stowarzyszenie przedstawiło udokumentowane zgodnie z wymogami obowiązującego prawa wnioski dotyczące wybranych 31 drzew, zmierzonych, sfotografowanych, po wstępnych oględzinach prof. dra hab. Dariusza Tarnawskiego, pracownika naukowego Wydziału Nauk Biologicznych UWr, członka Regionalnej Rady Ochrony Przyrody. Wydanie opinii na temat wnioskowanych drzew może się odbyć NIEZALEŻNIE od inwentaryzacji całego drzewostanu, a tymczasem dopiero „po zakończeniu [tej] procedury zostaną podjęte stosowne działania„. Ile może trwać taka inwentaryzacja? 3-4-5 miesięcy? A może i rok lub nawet dwa lata, bo nigdzie, poza pismem Przewodniczącego, informacji na ten temat znaleźć nie sposób. Nam przygotowanie i pełne udokumentowanie wniosków zajęło kilka dni. Ten fragment odpowiedzi Przewodniczącego należy odczytywać w kategoriach odwrócenia uwagi od meritum sprawy. Typowa gra na czas.

Grą na czas jest również termin udzielenia odpowiedzi. Wnioski, z którymi wystąpiło Stowarzyszenie Dla Oleśnicy opatrzone były datą 13. czerwca br. Tego samego dnia przekazano je Przewodniczącemu Rady Miasta. Odpowiedź Przewodniczącego została opatrzona datą 30. sierpnia br., a więc po 2.5 miesiącu. W dodatku do tej pory nie byłoby żadnej odpowiedzi, gdyby nie moja osobista interwencja u Przewodniczącego. A co na to Kodeks Postępowania Administracyjnego? Art. 244 KPA odsyła nas do art. 237 § 1, który mówi, że wnioski powinny być rozpatrywane bez zbędnej zwłoki, najpóźniej w przeciągu miesiąca. Natomiast art. 245 KPA mówi, że „w razie niemożności załatwienia wniosku w terminie określonym w art. 244 właściwy organ obowiązany jest w tym terminie zawiadomić wnioskodawcę o czynnościach podjętych w celu rozpatrzenia wniosku oraz o przewidywanym terminie załatwienia wniosku”. Żaden z tych zapisów KPA nie został spełniony przez Przewodniczącego RM. Co więcej: gdyby nie moja prośba do Przewodniczącego o jakąkolwiek odpowiedź, w dalszym ciągu nie wiedzielibyśmy, co się dzieje z wnioskami Stowarzyszenia. To nie pierwszy przypadek, gdy Przewodniczący Rady Miasta Oleśnicy narusza obowiązujące go prawo. Dla doświadczonego samorządowca z tak długim stażem, który od lat sprawuje odpowiedzialną funkcję Przewodniczącego Rady Miasta, powinien być to raczej powód do wstydu.

Skąd te opóźnienia? Pewności nie ma, ale istnieją solidne podstawy, by przypuszczać, że co najmniej jedno z wnioskowanych drzew rośnie na terenie przeznaczonym na sprzedaż. Wspominali już o tym mieszkańcy kamienicy sąsiadującej z Dębem Dragonów. Poruszaliśmy ten temat na zorganizowanej przez nas konferencji „Pomnik przyrody, świadek historii”, na której zaprezentowaliśmy nasze wnioski i ich obszerną argumentację. Możliwość ścięcia tego drzewa wzburzyła wszystkie osoby obecne na sali, a jedyny obecny na konferencji radny (zaproszonych zostało wszystkich 21 radnych oraz władze miasta) tylko potwierdził nasze obawy. Zresztą nie tylko on. Nieoficjalnie wiadomo, że chęć sprzedaży tej działki, z akceptacją wycinki ostatniego dębu na tym terenie, może stać się główną przeszkodą uznania go za pomnik przyrody. Przypuszczać należy, szczególnie w obliczu treści pisma Przewodniczącego, że prace nad rozpatrzeniem naszych wniosków właściwie wcale się nie rozpoczęły. Można też spodziewać się, że nigdy się nie rozpoczną, a w kolejnym piśmie, po nie wiadomo jak długim czasie oczekiwania, Przewodniczący z właściwą sobie manierą mówienia, by nic nie powiedzieć wiążącego, oznajmi, że nie udało się rozpatrzyć wniosków z powodów nic nie mających ze sprawą wspólnego.

I tak będziemy sobie słać pisma. A krajobrazowo i historycznie ważne dla Oleśnicy drzewa ktoś po prostu brutalnie wytnie. W majestacie prawa. Dla własnej korzyści.

W całej tej sprawie przychodzą mi na myśl pewne słowa Przewodniczącego Rady Miasta Oleśnicy, których użył korespondując ze mną na  temat „Oleśnicy Obywatelskiej” i obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej w naszym mieście. Przewodniczący stwierdził wówczas, że oczywiście w naszym  mieście już istnieje możliwość prawna, by mieszkańcy brali aktywny udział w procesie stanowienia prawa lokalnego: tylko i wyłącznie poprzez swoich przedstawicieli – radnych, bowiem „radni zobowiązani są do utrzymywania stałej więzi z mieszkańcami”. Później dodał, że aktywność mieszkańców w tym zakresie jest „minimalna” i przyznał, że i z aktywnością samych radnych – naszych reprezentantów – nie jest najlepiej. Ale podkreślił, że każdą sprawę można przekazać wybranemu radnemu i ten radny jest zobowiązany zrobić wszystko, by się nią należycie zająć.

My, celem nadania odpowiedniego biegu naszym wnioskom, wybraliśmy radnego Ryszarda Zelinkę, zarazem Przewodniczącego Rady Miasta Oleśnicy, uzyskując jego aprobatę dla inicjatywy i zobowiązanie do należytego przeprowadzenia procesu uchwałodawczego. Trzeba bowiem wyjaśnić, że pomniki przyrody w naszym mieście ustanawia Rada Miasta Oleśnicy w drodze stosownej uchwały. Rolą Urzędu Miasta jest jedynie sprawdzenie zgodności przedłożonych wniosków z odpowiednimi normami prawa. Jak dotąd Przewodniczący, ani nie zadbał o stosowne opinie, ani nie zadał sobie trudu przygotowania odpowiedniego projektu uchwały Rady Miasta, do czego zobowiązał się, przyjmując na siebie odpowiedzialność za zgodne z prawem procedowanie naszych wniosków.

Patrząc na ciągnącą się już 3 miesiące sprawę wniosków Stowarzyszenia, stwierdzam, że w naszym mieście idea społeczeństwa obywatelskiego przegrywa w konfrontacji z bierną, czasem antyobywatelską postawą prezentowaną przez „wybrańców”. O ile z aktywnością społeczeństwa wcale nie jest tak źle, jak uważa Przewodniczący, to zdecydowanie najsłabszym ogniwem w obecnym mechanizmie uchwałodawczym są radni, dla których szczytem aktywności jest zapytanie (do niedawna błędnie mylone z interpelacją) w sprawie dziur w chodniku, lub dociekanie co robił Pan Burmistrz konkretnego dnia o konkretnej godzinie. I oczywiście sam Przewodniczący Rady Miasta Oleśnicy, który wykazuje się nadmierną opieszałością, nieznajomością prawa i regulaminów oraz wyjątkową umiejętnością zapominania o własnych słowach… Może też niechęcią i unikaniem narażania się władzy wykonawczej w mieście. A na pewno oportunizmem osiągającym niewyobrażalne rozmiary.

Dlatego po raz kolejny apeluję do radnych, a w szczególności do Przewodniczącego Rady Miasta Oleśnicy :

DAJCIE NAM, MIESZKAŃCOM, MOŻLIWOŚĆ WSPÓŁDECYDOWANIA O SPRAWACH DLA NAS ISTOTNYCH!

DAJCIE NAM, MIESZKAŃCOM, MOŻLIWOŚĆ WPŁYWU NA KSZTAŁT PRAWA LOKALNEGO!

 


Na prośbę p. Adama Helińskiego, naczelnika miejskiego Wydziału Geodezji, Gospodarki Gruntami, Rolnictwa i Ochrony Środowiska zamieszczam sprostowanie:

Na organizowanej przez Stowarzyszenie Dla Oleśnicy konferencji „Pomnik Przyrody, Świadek Historii” władze miasta reprezentowane były przez p. Katarzynę Filipek, pracownika tegoż wydziału. Za pomyłkę najmocniej przepraszamy, ale o ile się nie mylę nie mieliśmy okazji przekonać się o tym, że jest ona reprezentantem Urzędu Miasta. Pani Katarzyna po prostu nie dała po sobie tego poznać. 🙂

Damian Siedlecki

Damian Siedlecki

Oleśniczanin z wyboru i zamiłowania.

More Posts - Website

Follow Me:
TwitterFacebookGoogle PlusYouTube

Jedna myśl na temat “Odpowiedź z urzędu, czyli jak redagować listy, by nic nie powiedzieć? A jak je czytać?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *