22 Lut

Dla kogo budżet obywatelski?

Wydaje się, że w Oleśnicy dla nikogo – przynajmniej jeżeli za zainteresowanie tematem przyjąć frekwencję na spotkaniu zorganizowanym przez młodzieżówkę PO w restauracji „Garden”.

21 lutego walory tzw. budżetu partycypacyjnego prezentował Wojciech Kębłowski, specjalista od polityki miejskiej. Poza ośmioma panelistami, czwórką dziennikarzy, dwiema pracownicami ratusza, jednym radnym spoza PO i kilkorgiem działaczy Platformy, publiczność stawiła się w liczbie pięciu osób.

Wspomniana piątka też nie była przypadkowa, bo reprezentowała trzy oleśnickie stowarzyszenia: Przyjaciół Lotniska, Olsensium i Dla Oleśnicy. Obywatele miasta niezwiązani z jakimkolwiek ruchem nie przyszli.

Prezentacja W. Kłębowskiego była merytoryczna, zwięzła i czytelna,przedstawiała ideę oraz konstrukcję budżetów partycypacyjnych. Pozostali prelegenci poparli pomysł wprowadzenia podobnego mechanizmu w Oleśnicy – bez względu na nazwę. Kilka uwag, raczej krytycznych mimo ogólnej akceptacji dla koncepcji budżetów obywatelskich, zgłosił Michał Kołaciński.

Odniosłem wrażenie, że każdy bardzo chciał powiedzieć coś szalenie mądrego i nadającego się do cytowania w mediach. Najbardziej naturalnie wypadł moim zdaniem działacz PiS, z kolei Adam Horbacz, którego widziałem po raz pierwszy (gdy byłem we władzach miejskiej PO nie było go w partii), mówił najpłynniej i najswobodniej; w kilku kwestiach przyznał rację Kołacińskiemu. Pełen wersal i… nuda. Najdobitniej spuentował całość Marek Kamaszyło z Olesnsium, który trafnie określił spotkanie mianem „wyborczego” i nie brał potem udziału w dyskusji.

Pytania z sali dotyczyły w większości kwestii technicznych (jak przeprowadza się głosowanie, ile inwestycji pochodzących z budżetu partycypacyjnego zatwierdzono i zrealizowano w Świdnicy itd, itp.). Całość trwała dwie godziny, organizatorzy planują kolejne spotkania.

Idea budżetu obywatelskiego – jakby go nie nazywać – nie jest mi obca, śledzę tę tematykę od dłuższego czasu. Pomimo pewnych wad i niedoskonałości, konstruowanie budżetu miasta z uwzględnieniem chociażby 0,5% na inicjatywy oddolne wart jest poważnego traktowania. W przypadku Oleśnicy (przyjmując budżet jako 100 milionów zł) byłoby to ok. 500 tysięcy – a to przecież minimum, słyszy się nawet o kwotach 3-5%.

Teoretycznie obywatele już mają prawo zgłaszać swoje projekty: Oleśnica jako jedyna realizuje wnioski mieszkańców zgłaszane do budżetu miasta – przynajmniej wg skarbniczki J. Jarosiewicz i radnego Czarneckiego. Na bieżący rok przyjęto do realizacji wszystkie, zwykle Urząd Miasta otrzymuje ok. 20 takich wniosków.

Na czym więc polega problem? Ano na tym, że nie istnieją czytelne kryteria rozpatrywania wniosków. Zgodnie z prawem decydentem i dysponentem budżetu jest burmistrz – to musi wystarczyć za wszelkie wyjaśnienia. Ponadto samo składanie wniosków sprowadza się do wydania decyzji administracyjnej – akceptującej pomysły oleśniczan bądź nie. Nie ma procesu konsultacyjnego, nie ma przejrzystości procesu zarządzania środkami publicznymi, w końcu nie ma dialogu pomiędzy urzędnikiem a obywatelem.

Stowarzyszenie Dla Oleśnicy również takiego braku przejrzystości doświadczyło – w połowie kadencji złożyliśmy wnioski o zabezpieczenie środków na realizację np. edukacyjnej instalacji historycznej „Oleśnica wczoraj i dziś”, służyliśmy – w razie pozytywnego rozpatrzenia – kompletnym projektem, materiałami itp. Miasto wykonawcę mogło wyłonić w drodze przetargu, zależało nam jedynie, by projekt wszedł w życie. Tymczasem skarbniczka poinformowała poprzez media, że miasto nie mogłoby za to zapłacić, ponieważ dotacje przyznawane są w innym trybie. Przypominam, że złożyliśmy wnioski o ewentualne zabezpieczenie środków w budżecie Oleśnicy na nasz projekt, ale miałoby go zrealizować miasto, poprzez podmiot przez siebie wybrany – nikt nie mówił o dotacjach, których jako stowarzyszeniu zwykłemu nam otrzymywać nie wolno i o takowe nigdy nie podejmowaliśmy starań!

Choćby z tego powodu trzeba stworzyć dla Oleśnicy taki mechanizm dywersyfikacji pieniędzy, który nie tylko zabezpieczy pewną część na realizację wniosków obywateli, ale pozwoli je przeanalizować z ich udziałem. Przy beznadziejnej frekwencji wyborczej może to mieć również walor edukacyjny, do tego zmniejszy dystans pomiędzy mieszkańcami a administracją i – co może być najbardziej dla obecnych decydentów bolesne – doprowadzi do chociażby niewielkiej decentralizacji władzy.

Nie mam pewności, czy budżet partycypacyjny w Oleśnicy miałby szansę powodzenia. Władza funkcjonuje w przekonaniu o słuszności własnych decyzji. Przykład odtrącenia przez szefa Rady Miasta naszego projektu Obywatelskiej Inicjatywy Uchwałodawczej jest tego najjaskrawszym przykładem. Działania mające na celu aktywizację ruchów oddolnych albo nie istnieją, albo są sterowane odgórnie – vide tzw. portal dziennikarstwa obywatelskiego. Nie należy się zatem dziwić, że oleśniczanie nie garną się do ruchów społecznych – po prostu nie wierzą w sens ich funkcjonowania w Oleśnicy. Inicjatywy obywatelskie wydają się być zastrzeżone dla… władzy.

Nie brałem udziału w dyskusji. Wykład Kębłowskiego był na tyle dokładny, że nie trzeba było dopytywać o szczegóły. Powyższe wątpliwości nie tyle dotyczyły stricte tematu spotkania, co obecnych decydentów, nie podnosiłem ich zatem publicznie – zwłaszcza wobec gości spoza Oleśnicy.

Być może jeszcze w tym roku wyborcy dadzą naszemu miastu ludzi o bardziej otwartych umysłach, z większym zaufaniem do własnych obywateli.

Michał Skrzypek

Michał Skrzypek

Oleśnicę ma we krwi i nie widzi szansy na jakąkolwiek przeprowadzkę. Kiedyś próbował i wrócił po dwóch tygodniach, bo klimat miasta był inny niż oleśnicki. Czyta Chwina, Eco i Pana Samochodzika. Interesuje się samorządnością i historią regionu. Nie znosi obłudy, przeświadczenia o własnej nieomylności i brukselki. Zamiast jeździć do Egiptu łazi po Sudetach, bo je kocha. Twierdzi, że jego żona też. Jeśli ma wolne, najłatwiej spotkać go z aparatem przy którymś z zabytków. Uważa, że Oleśnica ma zbyt wielki potencjał, by marnować go na bycie sypialnią Wrocławia. Niektórzy mówią, że jest fajny. Z grzeczności nie zaprzecza.

More Posts - Website

Follow Me:
TwitterFacebook

Jedna myśl na temat “Dla kogo budżet obywatelski?

  1. Michał,
    żeby dodać całej tej sytuacji nieco więcej dramatyzmu, to dodam, że dziennikarzy była piątka: 2+2+1.
    😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *