22 Lis

Synonim

W Oleśnicy synonimem dla słowa „burmistrz” jest nazwisko „Bronś”. Po ogłoszeniu nazwisk potencjalnych kandydatów w medialnej giełdzie plotkarsko-politycznej (prezentującej jednak dość prawdopodobne typy), wydaje się, że synonim się umocni.

Okrągło licząc, dwadzieścia lat rządów Bronsia obejmuje całe pokolenie zupełnie dorosłych już ludzi, którzy dorastali, kształcili się i być może zakładali rodziny pod rządami tego samego człowieka. Część „pokolenia JB” szuka alternatywy dla hegemona, część broni status quo, a część największa ma to wszystko gdzieś – i to właśnie ta część zadecyduje o wyniku wyborów.

Dojrzalsi kontestatorzy aktualnych rządów są pryncypialni i oczekują albo wypalenia gorącym żelazem istniejącego układu towarzysko-samorządowego, albo przynajmniej obietnicy niepogorszenia ich obecnej sytuacji. Problem tej pierwszej grupy polega na tym, że największym pracodawcą w mieście jest samo miasto. Urzędy, spółki samorządowe, placówki oświatowe, stowarzyszenia czerpiące dotacje z miejskiej kasy, zatrudniają i skupiają wokół siebie mnóstwo osób. Do tego dochodzą rodziny. Ich szefem – pośrednim lub bezpośrednim – jest burmistrz. W niektórych przypadkach starosta, czyli koledzy. Może nie być w ich interesie sprowadzenie wielkiego inwestora, zatrudniającego podobną liczbę pracowników, ludzi wykształconych, ambitnych i nieskrępowanych w działalności społecznej służbowymi zobowiązaniami. Tym bardziej, że kłóci się to z koalicyjną koncepcją miasta-sypialni, czyli miasta, z którego się wyjeżdża, żeby realizować swoje ambicje zawodowe gdzieś  indziej.

Nikt nie wie, jak będzie wyglądać nowa Rada Miasta. Na kandydatów nie będą pracować już listy wyborcze – w JOW-ach liczą się ludzie, szyldy partyjne mniej. Każde ugrupowanie potrzebuje zatem dwudziestu jeden pewniaków, inaczej w RM nie będzie się liczyć. Tylko PS 2002 jest w stanie wystawić wszędzie mocnych kandydatów; mieliśmy przykład listy „Galacticos” (tak ich wówczas nazwałem) trzy lata temu. Pozostałe komitety zgłoszą liderów i „wypełniaczy list” do reszty okręgów. Jest możliwe, że niektórzy w ogóle nie zarejestrują kandydatów do RM we wszystkich 21 okręgach, a tylko w części. Dlatego szczególnie istotne dla kształtu Rady będzie wystawienie kandydata w wyborach na burmistrza miasta.

To pokazuje, że jeżeli tyłków nie ruszy olewająca wybory część „pokolenia JB”, synonim pozostanie ten sam.

Jak ich zmobilizować?

 Przekonać, że mają realny wpływ na przyszłość Oleśnicy. Zbudować potrzebę przeprowadzenia zmian w mieście. Działania grup rządzących, próbujących co najmniej utrzymać synekury, a najlepiej je powiększyć, są już widoczne.

Żaden program wyborczy PS 2002, Platformy czy SLD nie obejmie reformy uprzykrzających życie projektów, pod którymi te ugrupowania, często wraz z opozycją się podpisały.

Ci, którzy nie są zadowoleni ze Strefy Płatnego Parkowania, funkcjonowania Straży Miejskiej, pacyfikacji oddolnych inicjatyw obywatelskich godzących w dobre samopoczucie decydentów, niedołężnego zarządzania sportem i rekreacją, siermięgą misji kulturalnej czy chaotycznej, szkodliwej promocji – powinni poszukać kandydata spoza rządzącej obecnie trójcy PS 2002 – PO – SLD.  Kandydata niezależnego od partyjnych baronów (dotyczy także opozycyjnego PiS), skłonnego do śmiałej wizji uczynienia z Oleśnicy najważniejszego partnera Wrocławia w aglomeracji, nie bojącego się korzystania z wiedzy ludzkiego żywiołu i doświadczeń starszych generacji.

Klucz do gabinetu burmistrza spoczywa w kieszeni lekarskiego kitla Michała Kołacińskiego. Paradoks polega na tym, że nie on miałby go używać. Prawo i Sprawiedliwość nie wygrało w Oleśnicy żadnych wyborów, skupia elektorat zdyscyplinowany, ale starszy, do tego dochodzi uwiązanie z politycznymi mocodawcami, stawiające pod znakiem zapytania pełną suwerenność podejmowanych decyzji. Ponadto – jak sugeruje „Panorama Oleśnicka” – sam Kołaciński bardziej liczy na wysokie miejsce na liście wyborczej do sejmu. Nie wyklucza to kandydowania do ratusza, jednak bliższa wydaje mu się być skala powiatowa, poza tym nie będzie chciał pozwolić na prawdopodobne zwycięstwo PO w Radzie Powiatu. Przy większości PiS w RP i fotelu starosty dla nominata tej partii, gabinet w ratuszu mógłby pozostać zajęty przez Bronsia. Platforma nie miałaby władzy, a w PS 2002 doszłoby do przetasowań po porażce w powiecie.

Aby bardziej osłabić Platformę w mieście, PiS powinien wystawić w wyborach na burmistrza kandydata spoza partii. Niezależny kandydat, nawet przy wsparciu ugrupowania Ryszarda Siweckiego, bez zaplecza organizacyjnego nie ma żadnych szans na zbliżenie się do ewentualnej drugiej tury. Przy rekomendacji Kołacińskiego i organizacyjnym wsparciu dla kogoś spoza establishmentu, druga tura jest realna.

Czy lider PiS wykaże się zmysłem politycznym, czy nazwiska prezentowane w mediach się potwierdzą, czy nagle pojawi się ktoś zupełnie niespodziewany – czas pokaże. Zamiana stanowisk w kręgu PS 2002-SLD-PO żadnej nowej jakości do Oleśnicy nie przyniesie, ugruntuje za to na kolejne lata obecny system sprawowania władzy. System na tyle sprawny, że bez szerokiej koalicji opozycyjnej, realnej zmiany w Oleśnicy nie będzie. Pojedyncze wyskoki kandydatów przypomną co najwyżej powiedzenie o waleniu głową w mur.

I być może właśnie tego pragnie polityczna elita.


Foto: History in Pictures

8 Paź

Szczęściarze z magistratu, czyli Martyna lepsza od Nienałtowskiego

Choroba nie pozwala mi, póki co, zwyczajnie funkcjonować, dlatego piszę rzadko i wolno, wolno i rzadko też opuszczam dom.  W ostatnią sobotę września udało mi się jednak dotrzeć do Sali Rycerskiej zamku na spotkanie autorskie z Markiem Nienałtowskim, który promował właśnie swoją książkę o rodzie Podiebradów. Ale po kolei.

Dni Europy. Szeroko promujemy miasto i siebie samych, pokazując bogactwo tzw. oleśnickiej kultury. Są balony, stoiska z miodem i gaciami. Burmistrz, cały w pąsach, pręży obarczoną złotym łańcuchem pierś przed delegacjami z miast partnerskich. Na środku rynku MOKiS ustawia potężne stelaże wystawiennicze. Będzie wystawa związana z Oleśnicą, bo jaka inna mogłaby być z takiej okazji? Otóż – mogłaby. Wobec gości spoza miasta i z zagranicy promujemy Martynę Wojciechowską, związaną z Oleśnicą mniej więcej tak, jak paskudna baba na pierwszym zdjęciu wystawy z wyborami Miss Powiatu.


Martyna na końcu świata, ale przed Oleśnicą. Ciekawy pomysł na promocję naszej kultury przed zagranicznymi gośćmi.

Cóż, MOKiS ma, jak widać, nowatorskie podejście do promocji miasta, ale, zasadniczo, od promocji jest specjalnie do tego celu powołana komórka. Komórka promocyjna w magistracie jest tylko jedna, może mieć zatem problemy komunikacyjne ze światem, któremu ma komunikować wszelakie treści służące sławieniu imienia miasta. Zwłaszcza, że pełni funkcje o wiele znakomitsze. Zajęta sławieniem imienia burmistrza komórka nie zauważyła więc, że oleśnicki autor napisał popularnonaukową książkę o czeskich Podiebradach, którym Oleśnica zawdzięcza potężny rozkwit.

Książka książką, dwa lata temu pan Marek i pani Danka Kubik przygotowali piękną wystawę o tym zasłużonym rodzie. Wystawę prezentowano w oleśnickim zamku, w bazylice, a także w sąsiednich miejscowościach i – bodajże – w Galerii 56 PCEiK-u, który wystawę zamówił i sfinansował. Kiedy przed głównym wejściem do ratusza rozstawiono konstrukcje wystawiennicze byłem pewien, że pokażemy czeskiej delegacji jak dużą wagę przywiązujemy do wspólnej przecież historii, że mamy świadomość, iż ów królewski ród przyczynił się do rozbudowy i unowocześnienia naszego miasta. Tak, byłem pewien, że wreszcie ktoś, kto za to bierze pieniądze, zwróci uwagę na promocyjne aspekty historii Oleśnicy.

A guzik! Z pętelką.

Promocja książki o Podiebradach odbyła się tydzień później, już po Dniach Europy. Przyszło kilkadziesiąt osób, długo trzeba było czekać na wpis Autora. Laudację wygłosił wydawca książki, ks. Wł. Ozimek. Potem w świat historii sztuki w Oleśnicy porwał (tak, porwał!) w znakomitym wykładzie dr Piotr Oszczanowski z Uniwersytetu Wrocławskiego, jak myślę przyjaciel pana Marka i przyjaciel Oleśnicy. Sam Autor o swojej pracy wypowiadał się bardzo skromnie, co akurat dla tego pracowitego człowieka jest najzupełniej typowe. Skromność w tym wypadku nie jest jednak pożądana: książka stanowi kompletną  pozycję popularnonaukową, treść poparto przypisami (bibliografia to 86 pozycji!) oraz dużym zasobem dokumentacji fotograficznej (zdjęcia m.in. W. Piechówki, Z. Podurgiela, W. Mazurkiewicza czy samego pana Marka). Przejrzysty układ i interesująca okładka to już zasługa pani Danuty Obrębskiej-Kubik. Doprawdy, ciężko o bardziej oleśnicką pozycję!

Wśród zgromadzonych osób nie zabrakło Marzeny Helińskiej, dyrektor PCEiK-u, nauczycieli, mediów, oleśniczan zainteresowanych historią i kulturą, niektórych radnych powiatowych oraz osób zgromadzonych wokół stowarzyszenia Dla Oleśnicy i forum pasjonatów lokalnej historii.

Nie było nikogo z władz miasta. Nie było nikogo odpowiedzialnego za promocję Oleśnicy.

Może, kurka wodna, w soboty nie pracują.

Szczęściarze.

P.S. Nakład wynosił tylko 300 egzemplarzy i najprawdopodobniej już został wyczerpany, co tylko pokazuje, jak duże jest zapotrzebowanie na rzetelne opracowania związane z historią miasta. Szkoda, że administracja tego nie dostrzega. A panu Markowi raz jeszcze najserdeczniej dziękuję – za konsekwencję, tytaniczną pracę i wysiłek włożony w popularyzowanie historii Oleśnicy. Księdzu proboszczowi Wł. Ozimkowi – za świadomość historyczną i nieustanne starania renowacyjne przy mauzoleum Piastów, Podiebradów i Wirtembergów. Oby „Podiebradowie w dziejach Księstwa Ziębicko-Oleśnickiego 1495-1647” byli początkiem dłuższej współpracy obu tych ludzi, bardzo oddanych naszemu miastu i jego historii.

UWAGA AKTUALIZACJA 29.10: jak sądzę niniejszy tekst mógł również przyczynić się do zrealizowania wystawy w ratuszu oraz przeprowadzenia w nim promocji książki pana Marka. Za stroną www.olesnica.pl:

„W holu Urzędu Miasta Oleśnicy można oglądać wystawę „Pamięci Podiebradów. Oleśnica i księstwo w latach 1495-1647”. Dzisiaj odbędzie się także promocja książki dra Marka Nienałtowskiego.

Wystawę można oglądać do jutra włącznie w holu ratusza (II p.). Jej celem jest ukazanie dziejów naszego miasta i powiatu poprzez pryzmat historii rodu Podiebradów, panujących w księstwie oleśnickim w latach 1495-1647. 

Dzisiaj o godz. 12.30 w ratuszu odbędzie się również promocja książki autorstwa dra Marka Nienałtowskiego pt. „Podiebradowie w dziejach księstwa ziębicko-oleśnickiego 1495-1647. Będzie to okazja do zakupu wydawnictwa (30 zł)”.

Szkoda, że od właściwego czasu, w jakim powinna odbyć się taka promocja, minął miesiąc. O formie (wystawa jeden dzień, na II piętrze bez windy, informacja o promocji w dniu promocji) nie będę się rozpisywał. Poniżej w komentarzach wszystko zostało już napisane.

Mimo wszystko, pozdrawiam ratuszowy dział promocji. Dobre i to.

UWAGA AKTUALIZACJA 27.11: Pan Marek został zaproszony na posiedzenie Rady Powiatu w dn. 25.11.2013. Miał okazję zabrać głos i podpisywać książki. Spotkaniu w starostwie towarzyszyła ekspozycja części wystawy o rodzie Podiebradów. Okazuje się, że można zrobić promocję wartościowej pozycji również w urzędzie, wobec radnych i gości, a nawet – o zgrozo – udzielić głosu autorowi książki.

Powinienem odnieść się do analogicznego wydarzenia w ratuszu sprzed miesiąca, ale dochodzę do wniosku, że nie ma sensu. Nie wiem po prostu, czy mamy do czynienia z umysłowym niedołęstwem, czy ze złą wolą decydentów z rynku.

Zresztą, szczegóły znajdują się w komentarzach.

3 Cze

(Nie)zmienny lęk przed zmianami

Ostatnio, zajęty sprawami natury osobistej i zawodowej, niczego nowego nie napisałem. Smętnie mrugający na pustej stronie kursor zachęcał wprawdzie do publikacji kolejnych propozycji dotyczących miasta, jednak stwierdziłem, że jeszcze przyjdzie czas, aby strategię dla Oleśnicy przedstawić całościowo. Dzisiejszy wpis musiał jednak powstać, bo w przychodni przy Hallera spotkałem niedawno Elektorat.

Elektorat był płci żeńskiej, miał około siedemdziesiąt wiosen i w sposób absolutnie otwarty głośno kontestował rzeczywistość społeczną, gospodarczą oraz polityczną w Polsce. Dowiedziałem się wielu interesujących szczegółów z życia elity narodu. Wbrew pozorom (szczególne nakrycie głowy), Elektorat nie wydawał się być apostołem prawd objawianych przez prezesa największej partii opozycyjnej, wręcz przeciwnie. Klasa polityczna obrywała solidarnie, boleśnie i dogłębnie.

Przysłuchiwałem się wnikliwie, ze spuszczonym wzrokiem, gmerając w telefonie. Skupieni wokół Elektoratu pacjenci ze zrozumieniem kiwali głowami, ktoś tam próbował bronić Jarosława, ktoś coś dopowiadał i czas w kolejce do lekarza mijał całkiem szybko.

I nagle Elektorat wywalił z grubej rury, że najgorzej to jest w Oleśnicy.

Że sami złodzieje i cwaniacy, że bez znajomości niczego się nie załatwi, że wokół sama rodzina, koledzy i Bóg wie co jeszcze.

Elektorat się rozpędzał i perorował co raz szczegółowiej o jakiejś sprawie, której nie rozwiązano po jego myśli. Nieśmiało napomknąłem, że zawsze okazją do zmian są wybory. I tu niespodzianka: okazało się, że Elektorat na głosowania w Oleśnicy nie chodzi i generalnie mało go interesują kandydaci, programy i inne podobne drobiazgi. Dlaczego? Bo i tak „policzą głosy jak se chcą”, „im chodzi tylko o koryto”, „nowych złodziei nam nie trza” a w ogóle to „wszyscy kłamią”. Poczułem się wezwany do tablicy i próbowałem stanąć w obronie kandydatów, ale Elektorat rzucił tylko, że „wam, młodym*, same zmiany w głowie, to już lepiej niech będzie jak jest”, po czym zniknął za drzwiami gabinetu.

Myśląc więc o elektoratowym strachu przed ewentualnymi zmianami w naszym mieście, postanowiłem w dużym skrócie zakomunikować kilka punktów, gdyby wspomniane zmiany miały zaistnieć  za sprawą stowarzyszenia Dla Oleśnicy :

1)   oleśniczanie nie muszą się obawiać zmian, również w kontekście oddanych o użytku obiektów czy urządzeń, nawet, jeżeli  powstały w sposób niegospodarski. Nikt ich przecież nie zdemontuje, wiele rzeczy należy poprawić, ale to na inny temat;

2)   lokalne media, rozumiane w tym przypadku jako reklamobiorcy instytucji miejskich też mogą być spokojne: są najskuteczniejszymi komunikatorami i nawet jeżeli doszłoby do zmian w ratuszu, to UM nadal będzie potrzebował szerokich kanałów dostępu, aby  jak największa grupa mieszkańców mogła się zapoznawać z komunikatami czy ogłoszeniami lokalnej administracji;

3)  urzędnicy, nauczyciele, dyrektorzy szkół, czyli osoby bezpośrednio bądź pośrednio związane z obecną administracją zawodowo: bo niby czemu zmiana miałaby im zaszkodzić?

Jeżeli cokolwiek za sprawą Dla Oleśnicy miałoby się u nas zmienić, to nad przyszłością powinni zastanawiać się między innymi funkcjonariusze Straży Miejskiej i pracownicy Strefy Płatnego Parkowania. Uzasadnię to w niedalekiej przyszłości.

Aha, i jeszcze jedno na koniec: Elektorat wylazł z gabinetu wielce wzburzony i mrucząc pod nosem o mizerii usług medycznych rzucił na do widzenia, że co jak co, ale bez zmian na pewno zginiemy.

I bądź tu mądry, człowieku.

*) młodo to może ja i wyglądam. Dziękuję. Podpisano: prawie czterdziestolatek z trzecim dzieckiem w drodze i po kilkunastu latach w korporacjach na różnych stanowiskach, z kierowniczymi włącznie 😉

5 Sty

Piłka na aucie

Przy ogólnej bierności oleśnickich autorytetów Pogoń zdycha w majestacie prawa i przy wtórze zachwytów nad nowymi podmiotami „robiącymi w sporcie”.

To bardzo dobrze, że są ludzie, do których garną się młodzi, by kopać w piłkę, kopać w przeciwnika czy popływać albo nawet pośmigać na łyżwach.

To bardzo źle, że w tym samym czasie klub będący pomnikiem sportu w Oleśnicy dogorywa na niewydolność wszystkich swoich organów.

Jak rasowa „sypialnia Wrocławia” postawiliśmy na rekreację i jest świetnie, trzeb mieć mnóstwo złej woli, by nie zauważyć nowych ścieżek rowerowych czy obiektów sportowych. Mniejsza o jakość ich wykonania czy o drogę przez mękę z nieuczciwymi konsorcjami. Obiektów nie było, a teraz są i służą.

Sport kwalifikowany położyliśmy. Tak, my. Nie zła władza, ale właśnie my, oleśniczanie. Biernie przyglądaliśmy się stopniowej degradacji Pogoni – z drugoligowca czy półfinalisty Pucharu Polski do wrzodu na dupie zdrowego organizmu miejskiej administracji. Nawet członkowie Pogoni nie byli specjalnie zainteresowani, gdy dochodziło do częściowej fuzji z prywatnym przedsięwzięciem, jakim jest futbolowa akademia na Ratajach.

Jasne, nie od tego jest miasto, żeby ładować kasę w zawodowy klub. Juniorzy, owszem, ale jak drużyna chce grać w profesjonalnych ligach, musi utrzymać się sama. Jeśli nie umie, to jej problem. Oleśnica to nie Wrocław, a Bronś nie Dutkiewicz, żeby wpłacać na sport wyczynowy, nawet jeżeli to świetny marketing w skali kraju czy województwa.

Pogoń wpadła w tarapaty i poza grupką zapaleńców nikt nie chce jej pomóc. Mam wrażenie – subiektywne – że upadek klubu jest coraz bliższy i jeśli do niego dojdzie, spotka się z dużą satysfakcją miejskich elit. Nikomu nie zależy na konkretnej pomocy, budżetowa dotacja problemu nie rozwiązuje. Jednocześnie w siłę rosną przy aplauzie władz siatkarsko-piłkarskie biznesy, także dotowane przez nas wszystkich. Fajnie, że dzieciaki mają gdzie trenować. Szkoda, że władze uparły się budować nową sportową tożsamość Oleśnicy, zamiast pielęgnować tę historyczną, której nie trzeba szeroko sportowemu światu przedstawiać.

Taką logikę poznaliśmy już wcześniej, chociażby przy okazji destrukcji domku przy Młynarskiej, czy tworzeniu nowych symboli miasta, zapominając o jego historii.

Pogoń nie ma pieniędzy i zalega. Skoro zalega, nie korzysta z obiektów przeznaczonych do sportowych zawodów. Zasady są proste: płacisz – trenujesz, nie płacisz – graj sobie na podwórku.

Jak pomóc Pogoni? Mieć dobrą wolę. Miasto i klub muszą stworzyć wspólny program naprawczy. Strategia wyprowadzenia Pogoni na prostą musiałaby nakładać na nią reżim finansowy, ale jednocześnie sprolongować płatności, rozłożyć na raty. Poza tym dać światu czytelny sygnał, że dbamy o historię sportową w Oleśnicy, że władze klubu mogą na miasto liczyć. Wtedy będzie szansa na pozyskanie sponsorów. Kto przyjdzie z pieniędzmi do klubu, którego nikt nie chce? Nie trzeba dawać czegokolwiek za darmo, ale na preferencyjnych warunkach udostępniać miejskiemu klubowi miejskie obiekty sportowe. Między innymi po to je wybudowano.

Inwestycja w Pogoń kiedyś się zwróci – w sensie promocyjnym, a także pod względem jednoczenia oleśniczan wokół wspólnego przedsięwzięcia, któremu warto (dosłownie) kibicować. Prywatne inicjatywy, zbudowane na autorytecie swoich właścicieli, twórców i prezesów w jednym,  jakkolwiek słuszne i szlachetne, gdyby nagle zniknęły, nikt poza miastem tego pewno nie zauważy. A Pogoń to klub wielu sekcji i kilka pokoleń tradycji.

Można by wiele napisać o sposobie organizacji sportu w Oleśnicy, ale to temat na inną okazję. Mogę przypomnieć, że Dla Oleśnicy chciało podziału MOKiS-u na dwa podmioty, jeden odpowiedzialny za kulturę i sztukę, drugi kompetentny w sprawach sportu i rekreacji. Oba zarządzane przez doświadczonych menadżerów w tych dziedzinach. Nie znalazło to jednak uznania wśród wyborców, mimo to w pełni podtrzymuję ten postulat, którego realizację uważam za konieczną.

Na koniec przypominam wszystkim decydentom, że na mocy uchwały Rady Miasta, jeszcze z roku 1994, miasto Oleśnica jest patronem Pogoni. Do oceny tego patronatu gorąco zachęcam już dzisiaj, kiedy klub jeszcze istnieje.

Za rok może być już za późno.

17 Gru

Etyka: ze słownika wyrazów bardzo obcych

 Są politycy, którzy odważne tezy legitymują swoją opozycyjną przeszłością. Lechowi Wałęsie wypada powiedzieć to i owo, bo jest Wałęsą. Niesiołowski siedział za komuny, uważa zatem, że może mówić ostrzej od tych, którzy nie siedzieli. Ja spędziłem trzynasty grudnia osiemdziesiątego pierwszego tak samo jak Jarosław Kaczyński, czyli z mamą w domu, więc w sumie również nie powinienem mieć oporów do przedstawienia swojego zdania.

Długo zastanawiałem się, jak w prosty, a dodatkowo jeszcze wysublimowany sposób opisać pokaz gestu Kozakiewicza mieszkańcom w wykonaniu burmistrza Oleśnicy, ale nic nie przyszło mi do głowy. Może dlatego, że byłem dość zaskoczony.

Otóż kiedy w jedno niedzielne popołudnie poseł partii rządzącej zorganizował otwarte spotkanie na temat nieszczęsnej kładki, burmistrza reprezentował jego zastępca. Nie uchybia to w żaden sposób wadze spotkania, problemu czy w końcu niejasnej przyszłości samej kładki. Jednak w tym samym czasie, jak odkrył portal Moja Oleśnica.pl, burmistrz biesiadował z kolegami w sali obok. Według portalu uczestnicy solennie zapewnili dziennikarza, że spotkanie jest absolutnie prywatne i nic ciekawskim do tego. Nic również do tego, że wśród uczestników był  biznesmen świadczący rozmaite usługi na rzecz miasta, któremu portal wyliczył za ostatnie parę lat realizację inwestycji o wartości kilku milionów złotych.

Wiele razy broniłem w tym miejscu Jana Bronsia przed atakami wspomnianego portalu i wściekłych internautów. Samochodowe podchody ze strzelaniem fotek zza węgła czy furię związaną z odznaczeniem burmistrza orderem za kultywowanie pamięci o walkach wyzwoleńczych uznałem za dziecinadę i niepotrzebną manifestację emocji. Teraz jednak sytuacja jest inna.

Nie mam zamiaru zaglądać burmistrzowi do kielicha ani krytykować za spotkanie z kumplami. W czasie wolnym każdy ma prawo robić co chce, o ile nie łamie prawa czy dobrych obyczajów. Jeżeli jednak toczy się ważna debata publiczna, dotycząca istotnej dla sporej części społeczności sprawy, to nie powinien w taki sposób manifestować swojego braku poważania dla inicjatywy nie pochodzącej od niego. To był wizerunkowy strzał w kolano. Na ratunek pośpieszyła burmistrzowa rzeczniczka, jednak po raz kolejny tylko pogorszyła sytuację.
W efekcie wykreowany został wizerunek polityka, który nie musi nikomu z niczego się tłumaczyć, w nieskrywany sposób okazuje lekceważenie wobec innych, nie próbuje nawet ukryć prywatnych spotkań z beneficjentami zleceń z kierowanego przezeń rzędu. Mało tego, wydaje się, że sam fakt wspólnego spędzania „prywatnego” czasu ze zleceniobiorcami (czy choćby nawet z jednym) jest naturalny i nie należy z tego wyciągać zbyt daleko idących wniosków.

Poczułem, że mój burmistrz ma mnie gdzieś. Nie idzie o dosłowność, bo pewno nie ma pojęcia o moim istnieniu, ale o rodzaj relacji pomiędzy władzą a obywatelem. To jednak mniejszy problem, bo sądząc po frekwencji wyborczej obywatele mają swoje władze dokładnie w tym samym miejscu. Większym problemem jest brak jakiejkolwiek reakcji tzw. establishmentu (naturalnie spoza PS 2002). Poza politykami przepytanymi przez dziennikarza portalu nikt nie zajął stanowiska w sposób jawny; anonimowe komentarze nie mają wartości – ze względu na swoją anonimowość właśnie.

A rzecz jest poważniejsza, niż może się to wydawać: imprezowanie z przedsiębiorcą czerpiącym realne przychody ze zleceń na rzecz Oleśnicy nie łamie prawa, może stawiać jednak pod znakiem zapytania bezstronność niektórych decyzji urzędników podległych burmistrzowi i etykę jego samego. Gdyby za dwa lata doszło do zmiany na tym stanowisku, nowy burmistrz powinien – chociażby dla własnego bezpieczeństwa – zbadać większość postanowień dotychczasowej administracji. Ta z pewnością z dużą determinacją dążyć będzie do utrzymania obecnego stanu rzeczy. Przez ponad dwadzieścia lat mogła bowiem powstać ciasna sieć powiązań na pograniczu biznesu i samorządu, korzystna dla wszystkich stron układu.

Ponadto kwestia tzw. czasu wolnego jest w przypadku funkcjonariuszy publicznych bardziej złożona, niż próbują to przestawić oficjele PS 2002 czy rzeczniczka burmistrza. Dotyczy to jednak pojmowania etyki sprawowania urzędu i szacunku do oleśniczan.